• Wpisów:39
  • Średnio co: 53 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 13:36
  • Licznik odwiedzin:3 921 / 2134 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Kiedy się obudziłam zobaczyłam że za oknem jest biało… Zeszłam na dół, śniadanie stało na stole. Spojrzałam na kalendarz. Była końcówka listopada. Za parę tygodni była Wigilia.
-Zjedz i ubieraj się. Pojedziemy na komendę.
-Dobrze, ale mam jedno pytanie.
-Słucham?
-Czy na Wigilię będę już w domu?- powiedziałam i spojrzałam w kalendarz.
-Postaram się żeby tak było, nie martw się. Nie może być już gorzej.- powiedział z uśmiechem komendant i poszedł na górę.
Zjadłam i poszłam do pokoju się ubrać. Po kilkunastu minutach byłam gotowa i wyszłam z mężczyzną z domu i udałam się do samochodu. Jechaliśmy na komendę w ciszy. Kiedy dojechaliśmy musiałam poczekać chwilę w poczekalni aż tego chłopaka przyprowadzą, kiedy tak się stało pani zaprowadziła mnie do pomieszczenia. Przy stoliku siedział chłopak który miał głowę schowaną w rękach. Kiedy usłyszał że ktoś wchodzi do pomieszczenia podniósł głowę a ja od razu go poznałam. To był Migiel. Usiadłam naprzeciwko i patrzyłam się na niego.
-Jednak uciekłaś… ale się wkurzyli.- powiedział z lekkim uśmiechem.
-Ty nie zdążyłeś uciec przed policją. Powiedz mi proszę, gdzie oni są?
-Nie mogę. Tam jest mój tata.
-Tata? Wciągnął Cię w mafię i ty go nazywasz tatą?! Myślisz że ja mam tatę? Formalnie mam ale nic mnie z nim nie łączy, żadna więź ojca z córką, po prostu nic, zero! Rozumiesz? A Ciebie coś łączy z ojcem?
-To ja zadecydowałam że będę w tej mafii! Nie on.
-Chciałeś zwrócić na siebie jego uwagę prawda..?
-Skąd możesz to wiedzieć? Nic nie wiesz.
-Nie chcesz mi pomóc? Migiel!
-Mam na imię Michał. Chciałbym Ci pomóc ale…
-Ale co? Nie możesz? Przestań. Oni Cię zostawili rozumiesz?
-Wrócą po mnie.
-Nie wrócą! Po mnie rodzice też mieli wrócić. Czy ty rozumiesz że twojego ojca tak czy siak złapią? Ty nic nie zrobiłeś. Możesz wgl kary nie dostać. Jesteś młody!
-Z taką przeszłością mam żyć?
-A co ja mam powiedzieć? Spójrz na mnie. Widzisz? Ja mam dopiero 16 lat. A tyle przeżyłam. Jestem sierotą rozumiesz? Mojego ojca albo wykończy sumienie albo ja go wykończę. Nienawidzę go. Nigdy mu tego nie wybaczę.
-Przepraszam. Nie moja wina jaki mój ojciec jest. Nie chciałem żeby zrobił Ci krzywdy, nie mogę na to nic poradzić!
-Możesz… pomóż mi proszę. Chcę wrócić do domu. Do dziadków, do cioci, do przyjaciół. Oni myślą że nie żyję.. Proszę..
-Dobra…Powiem gdzie są.. Pomogę Ci.
Popatrzyłam na niego z uśmiechem. Wyszłam z pomieszczenia i powiedziałam że teraz można już z nim rozmawiać. Czekałam w chwilę w poczekalni. Powiedział im wszystko, gdzie są, gdzie jadą, jaki mają cel. Przekazałam to oczywiście komendantowi który zadzwonił gdzie trzeba i szybko wyruszył z policją w tamte miejsca. Powiedziałam że będę czekać w poczekalni. Chciałam zobaczyć czy im się uda czy nie. Byłam zniecierpliwiona. Minęła jedna godzina, druga, trzecia i czwarta. Było po 14. Wiedziałam że złapanie ich nie potrwa krótko ale ile można czekać? Minęła piąta godzina i dalej nic.. Szósta, to samo. Chodziłam po poczekalni głodna ale dalej czekałam uparcie. Przecież mogłam jechać do domu, zjeść, zrobić coś dla zabicia czasu ale nie, ja się uparłam że będę tutaj siedzieć więc postanowiłam dotrzymać tą decyzję do końca. Siódma godzina i dalej nic. Była już 17, myślałam że oszaleje no ale cóż czekałam dalej. W końcu tak wyszło że zasnęłam na krzesełku nawet nie wiem kiedy. Obudziło mnie głośne wchodzenie na komendę, było po 19. Kiedy wychyliłam się zza drzwi poczekalni zobaczyłam w wejściu Łysego, Kojota, Carlosa i jeszcze paru innych jak są prowadzeni do osobnych celi. Z ich ust dało się słyszeć takie słowa jak: suka, kurwa. Patrzyłam tylko na nich i byłam szczęśliwa, że to już się wszystko skończyło. Nie miałam nawet siły dopytywać się gdzie byli, co robili, jak ich złapali i dlaczego tak długo. Po prostu kamień spadł mi z serca. Komendant widział że nie chce żadnych szczegółów. Powiedział żebym poczekała i poszedł do jednej z cel. Kiedy pochodził po celach, wrócił do mnie i zabraliśmy się do domu.
-Kiedy mogę wrócić do domu?- zapytałam.
-Już nic Ci nie grozi, możesz wrócić nawet i jutro.
-Jestem daleko od domu?
-No tak.. z jakieś 100 km.
-Ech..
-Nie martw się, najważniejsze że jest już wszystko dobrze, jesteś bezpieczna, wrócisz do domu.
-Tak, tak wiem. O której jutro mogę jechać?
-Jak patrzyłem autobus masz jutro o 10, powinnaś dojechać na miejsce o jakieś 11.30.
Odpowiedziałam lekkim uśmiechem i patrzyłam się przez okno. Kiedy dojechaliśmy na miejsce szybko poleciałam na górę spakować rzeczy. Stwierdziłam że jutro rano nie będę tracić na to czasu. Później zeszłam na kolację, zjadłam szybko bez słowa i poszłam na górę. Położyłam się do łóżka i czekałam aż przyjdzie sen. Chciałam szybko zasnąć, chciałam już być u dziadków, spać we własnym łóżku, być z przyjaciółmi.. Zastanawiało mnie czy Kuba jest z Olką, jak tam Łukasz, Lilka … Byłam tego ciekawa, ale wiedziałam że jutro dowiem się wszystkiego. Po takich rozmyślaniach zasnęłam.
 

 
Siedziałam z jakieś 30 minut siedząc tak i patrząc w okno bezczynnie. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Najchętniej zakończyłabym to wszystko, mówiąc to mam na myśli swoje życie.. Nagle usłyszałam jak drzwi się uchylają. Bez żadnych emocji na twarzy odwróciłam się i zobaczyłam małą dziewczynkę która stała patrząc się na mnie ze strachem w oczach.
-Bo.. bo.. mama..- mówiła dziewczynka patrząc na mnie i jąkając się. Zupełnie nie wiedziała jak do mnie mówić.
-No co twoja mama?- zapytałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
-No mama.. kazała Ci zejść na dół, zrobiła coś do jedzenia..- mówiła dziewczynka niepewnie.
-No dobra już idę.- uśmiechnęłam się przymusowo a dziewczynka odpowiedziała mi uśmiechem.
Kiedy schodziłam z nią po schodach zapytała:
-A jak ty masz na imię?
-Jestem Julka a ty?- odpowiedziałam z uśmiechem.
Kiedy się uśmiechałam znikał jej strach w oczach. Bez uśmiechu wyglądałam szkaradnie. Nie ma co się oszukiwać.. miałam posiniaczoną całą twarz i podrapaną. Byłam też wychudzona, nie dziwić się tej małej dziewczynce że się mnie przestraszyła.
-Ja mam na imię Emilka.- powiedziała z uśmiechem na twarzy.
Zeszłam z nią na dół i udałyśmy się do jadalni. Na stole stał przyszykowany obiad. Emi uśmiechała się do wszystkich a jej mama odwzajemniała jej to uśmiechem zresztą ja też. Widać było że jej mama się trochę o nią boi i spoglądała na mnie dziwnie. To było okropne uczucie… myślała że mogę skrzywdzić jej córkę.. Dlaczego tak myślała? Nie wiem. Nie chce się mścić na ludziach, przecież nie każdy jest taki okrutny.. Kiedy widziałam w oczach tej kobiet matczyną miłość zakręciły mi się w łzy w oczach. Przez 16 lat po raz pierwszy taką miłość widziałam w oczach mojej mamy jak oznajmiła że muszę wyjechać do Polski, widziałam po raz pierwszy w jej oczach tą miłość a widziałam ją po raz ostatni.. Kiedy zjadłam Emi wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do swojego pokoju. Miała tam tyle zabawek co ja w dzieciństwie. Zaciągnęła mnie do zabawy. Jej mama zaglądała do nas co 30 minut ale kiedy widziała jak świetnie dogaduję się z sześciolatką nie zaglądała już do nas.
-A co tu Ci się stało?- zapytała i pokazała palcem moją rysę na twarzy.
-A podrapałam się.- powiedziałam bez namysłu.
-A boli Cię to?- zapytała i dotknęła mocniej mojego policzka.
-Nie, nie boli.- powiedziałam patrząc na nią z uśmiechem.
Wypytywała się mnie o różne rzeczy, gdzie moi rodzice, czy mam rodzeństwo. Wypytywała mnie o wszystko o czym nie chciałam rozmawiać ale musiałam wymyślać jej jakieś bajki w końcu miała 6 lat. Odpowiadałam jej na wszystko z uśmiechem bo co mogłam innego zrobić? Zbliżała się 18 kiedy usłyszałam że ktoś wchodzi do domu.
-Tatuś, tatuś!- mówiła rozradowana dziewczynka zbiegając na dół.
Poszłam za nią. Rzeczywiście komendant wszedł właśnie do domu i kiedy zobaczył swoją córkę zaczął się z nią witać.
Ja nigdy tak nie miałam, kiedy mój tata wracał z pracy szedł od razu do salonu. Pamiętam jak byłam mała i zbiegałam rozradowana że rodzice wrócili ale oni mówili mi tylko „cześć córeczko” po czym szli do salonu i odpoczywali. Później już do nich nie schodziłam, krzyczałam im tylko z góry: „cześć” i na tym kończyło się moje witanie z rodzicami. Nie przywiązywałam dużej wagi do relacji z moimi rodzicami przecież miałam wszystko co chciałam. Dostawałam wysokie kieszonkowe, mogłam chodzić na imprezy, uczyłam się też nieźle w końcu chodziłam do najlepszej prywatnej szkoły. Teraz kiedy widzę szczęśliwe rodziny kręcą mi się łzy w oczach. Matki już nie mam, ojca też tak jakby.. Dopiero po stracie swojej mamy zrozumiałam jak bardzo ją kocham.. a ojca? Nienawidzę! Jak on mógł to mi nam zrobić?! Ja już nie mam ojca więc wychodzi na to że jestem sierotą. Komendant popatrzył na mnie i wziął mnie na bok.
-Niestety nie znaleźliśmy ich, mamy tylko jakiegoś chłopaka ale nie chce nic powiedzieć, nie mamy go w żadnych kartach ale był tam, tylko on. Wiesz kto to może być?
-Nie przychodzi mi nikt na myśl.. Mogłabym się z nim zobaczyć?
-Jutro o 9 jadę na komendę, pojedziesz ze mną i zaprowadzę Cię do niego.
Przytaknęłam i udałam się na górę. Usiadłam na łóżku i patrzyłam się w okno bez celu kilka godzin. W końcu Emi przyszła wołając mnie na kolację. Kiedy zjadłam z nimi kolację udałam się do łazienki, trochę ogarnęłam i poszłam prosto do łóżka. Nie zasnęłam od razu, dużo myślałam ale nie wymyśliłam nic mądrego.
 

 
Kiedy wstałam dochodziła 9, słyszałam jak starsza pani krząta się po kuchni. Kiedy wyszłam na korytarz poczułam zapach gofrów. Kiedy weszłam do kuchni starsza kobieta nawet mnie nie zauważyła.
-Dzień dobry.- powiedziałam patrząc z uśmiechem na kobietę.
-Ooo już wstałaś. Zaraz będą gofry, proszę siadaj.- powiedziała i postawiła mi na stole ciepłe gofry.
-Będzie miała pani jakiś gości że tyle pani gotuje?
-Ależ skąd, dziś jak przyjeżdża po Ciebie ten policjant to chce żebyś zabrała coś do jedzenia. Po co masz coś kupować jak mogę Ci coś ugotować?- powiedziała kobieta z uśmiechem na twarzy.
Patrzyłam jak chodzi z jednego progu kuchni do drugiego, kiedy zjadłam chciałam jej pomóc ale odesłała mnie do łazienki żebym się ogarnęła, powiedziała że pomoc nie jest jej potrzebna. Stanęłam przed lustrem i zobaczyłam posiniaczoną twarz. Chcę się pokazać ojcu i powiedzieć mu: patrz co ze mną zrobiłeś, to wszystko przez Ciebie. Kiedy się ogarnęłam i ubrałam wyszłam z łazienki. Kiedy już ugotowała mi co według niej było mi potrzebne wyjęła z szafy większą torbę i wyjęła ciuchy z worków.
-To są ciuchy po mojej córce, może niektóre Ci się przydadzą. Spakuj to wszystko do tej torby.- powiedziała kobieta z uśmiechem wracając do kuchni.
Ciuchy nie były zniszczone, wręcz przeciwne były bardzo ładne i zadbane. Większość była dla mnie dobra więc zapakowałam je do torby, potem kobieta przyniosła mi jedzenie. Czego tam nie było. Pierogi, rogaliki, bułki, gofry i jeszcze wiele, wiele jedzenia. Spakowała mi jedzenia chyba na miesiąc. Dziękowałam jej za to wszystko uśmiechem a kobieta odpowiadała uśmiechem. Nie jestem tutaj nawet dzień a ona traktuje mnie jak swoją córkę, nie ukrywam że jest dla mnie jak druga matka. Pod jej dom zajechał samochód, wyszedł z niego mężczyzna i zadzwonił do drzwi. Kobieta mu otworzyła, pokazał odznakę i wszedł do środka.
-Przyjechałem swoim prywatnym samochodem, nie musimy zwracać na siebie uwagi.
-Moi dziadkowie wiedzą że się odnalazłam?
-Wiedzą tyle że żyjesz, uspokoiło ich to trochę.
Uśmiechnęłam się lekko, komendant wziął moją torbę i zaniósł ją do samochodu a ja zarzuciłam na ramię swoją torebkę. Komendant czekał przy samochodzie a ja żegnałam się ze staruszką.
-Odwiedź mnie jeszcze, obiecaj.
-Odwiedzę Cię nie raz, nie dwa. Obiecuję. Dziękuje za wszystko.- powiedziałam z uśmiechem i ze łzami w oczach po czym się do niej przytuliłam.
-Życzę Ci wszystkiego dobrego kochana, mam nadzieję że jeszcze wszystko będzie dobrze.
Pożegnałam się z nią i opuściłam jej dom. Wyszła na ganek i machała mi kiedy odjeżdżałam. Będę za nią tęsknić, musze ją jeszcze kiedyś odwiedzić.
-I co teraz? Gdzie jedziemy?
-Na razie będziesz mieszkać u mnie. Spróbujemy znaleźć tych drani. Musimy poczekać.
-Po co czekać? Wiem gdzie jest ich kryjówka, znam ich twarze.
-Wiesz?
-No pewnie, miałam niby z nimi układ. Trzeba jak najszybciej działać bo uciekną.
Mężczyzna od razu chwycił za telefon i zaalarmował potrzebne jednostki. Zajechaliśmy na komendę. Wszyscy wiedzieli jakie mam życie i każdy patrzył na mnie ze współczuciem. Nienawidziłam tego wzroku, tak patrzyła się na mnie wtedy ta pani w samolocie, każdy się tak na mnie patrzył. Ledwo powstrzymywałam łzy, ale nie dam się. Dorwę tych drani. Dorwę ich. Komendant kazał czekać mi w poczekalni. Miał powiedzieć o wszystkim żeby zaczęli już teraz działać.
Doskonale pamiętałam ich twarze, ich kryjówkę. Pamiętałam wszystko doskonale, tego nie można zapomnieć. Nigdy tego nie zapomnę. Zaprosili mnie do pokoju, podali miliony kartek z szukanymi przestępcami, mafiosami, mieli nadzieję że Ci co mnie porwali byli tam. Jak się okazało byli, byli prawie wszyscy Kojot, Łysy, syn szefa. Pokazałam im kolejno, objaśniłam gdzie kryjówka i jak mają tam wchodzić. Nie chcieli mnie tam zabrać, powiedzieli że to by było zbyt ryzykowne. Jakiś młody praktykant miał mnie zawieźć do domu komendanta. Wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy.
-Ile ty masz lat?- zapytał praktykant.
-W sierpniu skończyłam 16.
-16 lat?! Tylko tyle? Nie za dużo problemów jak na ten wiek?
-To że mam pojebanego tatusia to chyba nie moja wina…- odpysknęłam i popatrzyłam przez szybę.
-No dobrze, przepraszam. Nie poruszajmy tego tematu.- powiedział spoglądając na mnie.
Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Nie ma to jak mieć cudownego tatusia który zwala na Ciebie swoje problemy.
Po 15 minutach dotarliśmy na miejsce. Chłopak wziął moją torbę z ciuchami i zaprowadził pod drzwi domu. Otworzyła nam kobieta i wpuściła nas do środka. Chłopak objaśnij jej na boku po części kim jestem, jakie mam życie. Wiem to, słyszałam fragmenty rozmów zresztą widziałam jak na mnie patrzyła gdy jej o mnie opowiadał. Kiedy chłopak zniknął za drzwiami kobieta zaprowadziła mnie do gościnnego pokoju. Kiedy kazała mi się rozgościć i miała już zniknąć za drzwiami powiedziałam.
-Może pani przestać?
-Przestać? Ale jak to?- zapytała zdziwiona kobieta, zupełnie nie wiedziała o co mi chodzi.
-Proszę przestać się na mnie patrzeć ze współczuciem, nie chcę żeby ktoś się nade mną rozczulał i myślał „kurde ona to ma ciężko, taka młoda dziewczyna a tyle przeżyła…” widać to po wzroku, każdy tak robi więc proszę żeby chociaż pani przestała.- powiedziałam patrząc przez okno bez żadnych emocji.
Kobietę zatkało, nie wiedziała co mi odpowiedzieć. Po prostu wyszła z pokoju i zamknęła za sobą drzwi. Nie miałam ochoty się rozpakowywać. Usiadłam na łóżku i patrzyłam przez okno. Byłam daleko od domu, nawet dokładnie nie wiedziałam gdzie jestem, nie czułam się bezpieczna. Moi bliscy też nie mogli się czuć bezpieczni. Nawet ta biedna kobieta nie mogła się czuć ze mną w domu bezpieczna. Jej mąż zwalił jej na głowie „pracę” czyli mnie. Naraziłam też biedną i bezbronną staruszkę która nie zważając na to co może jej się stać pomogła mi.. Naraziłam wszystkich… Gdyby mnie wgl nie było.. każdy byłby bezpieczny.. Jestem jak jakiś przeklęty medalion, ludzie którzy mnie posiadają mogą mieć przeze mnie same problemy. A kto zawiesił na mnie tą „klątwę”? Mój „wspaniały” tatuś.
 

 
Weszłam do łazienki i rozejrzałam się dookoła czy nikogo nie ma. Upewniłam się jeszcze raz ale uważniej czy wszystko mam. Kiedy spojrzałam przez okienko na dworze było ciemno, nie wiele myśląc uchyliłam je , weszłam na grzejnik i wyszłam przez okno w łazience na dwór. Przed sobą zobaczyłam tyły sklepu, parę samochodów i ludzi którzy wypakowują jakieś kartony, dalej było parę domków a reszta to były pola a w oddali las, było widać tam jakoś wieś. Nie zastanawiając się, spokojnym krokiem przeszłam obok ludzi którzy zżerali mnie wzrokiem a później pobiegłam w stronę pola. Chciałam zobaczyć minę Kojota który spostrzeże że uciekłam. Minę syna szefa który wkurzy się na maksa. On chyba myślał że będę z nim współpracować, zemszczę się to fakt. Na tacie i na nich. Biegłam jak opętana w stronę pól. Przez środek płynęła mała rzeczka. Wywaliłam wszystko z torby która nie była lekka i spakowałam do niej ponownie wszystko co mi się przyda. Książki wyrzuciłam do krzaków obok rzeki, tak żeby nie były widoczne. Weszłam jak najszybciej w las żeby Kojot kiedy się spostrzeże że mnie nie ma nie spostrzegł gdzie uciekłam. Byłam padnięta. Postanowiłam włączyć telefon. Milion nieodebranych połączeń od Iwony, Lilki, Tatiany i Kuby. Od Łukasza było ich najmniej. Nagle zauważyłam że mam słabą baterię więc na kartce spisałam wszystkie najważniejsze numery i wyłączyłam komórkę. Nie wiedziałam co mam zrobić, iść do kogoś do domu, zapukać i powiedzieć że jestem ścigana przez mafię? Na komórce zdążyłam wejść jeszcze w kalendarz, okazało się że byłam tam prawie miesiąc. Dziwne, bo tam wydawało mi się że siedzę parę dni, ale jednak nie. Usiadłam sobie w lesie i musiałam chwile odpocząć, byłam głodna, brudna i cała posiniaczona. Nie jadłam sporo czasu a brzuch domagał się swojego. Byłam bezsił, byłam osłabiona fizycznie a co mówić o psychice… ale postanowiłam walczyć. Po dłuższym odpoczynku wyszłam na ulicę i spojrzałam na tablicę ogłoszeń było tam moje zdjęcie z napisem że zaginęłam. Zerwałam te ogłoszenie i ruszyłam do pierwszego lepszego domu. Musiałam koniecznie najpierw zadzwonić na policję, przecież wiadomo że pierwsze gdzie będą mnie szukać to w domu. Zresztą co ja mogłam? Głupia 16- latka która ma bardzo wielki problem. Zapukałam do pierwszego lepszego domu. Otworzyła mi staruszka która wlepiała we mnie swoje oczy. Nie wiedziałam na początku co powiedzieć ale pokazałam jej ogłoszenie i zapytałam czy mogę skorzystać z telefonu. Kobiecina patrzyła na mnie i jak najszybciej wpuściła mnie do domu.
-O matko… jak ty wyglądasz? Proszę tam prosto masz telefon, korzystaj ile chcesz.
Uśmiechnęłam się do staruszki i zadzwoniłam na policję. Rozmawiałam z komendantem który był bardzo ucieszony, szukali mnie też po Hiszpanii. Powiedziałam żeby dalej wszyscy myśleli że zaginęłam, a mojej rodzinie też na razie nie można nic mówić. Nie chciałam narazić ich na niebezpieczeństwo. Komendant zrozumiał, powiedział że przyjedzie po mnie jutro tylko mam podać adres. Staruszka która słyszała całą rozmowę podała adres i powiedziała że mogę u niej się zatrzymać. Kiedy już wszystko uzgodniłam z komendantem rozłączyłam się.
-No to jak masz na imię?
-Mam na imię Julka.- powiedziałam z lekkim uśmiechem zdejmując torbę.
-Bardzo ładne imię, zaraz odgrzeję Ci pierogów i wszystko mi opowiesz. Będziesz spała w pokoju naprzeciwko kuchni, tam gdzie są otwarte drzwi, rozgość się i czuj się jak u siebie.- powiedziała z uśmiechem staruszka.
Odwzajemniłam uśmiech i udałam się do pokoju. Niektórzy ludzie są tacy dobrzy, a niektórzy tacy bezlitośni. Sądzę że każdy był dobry, ale kiedyś.. życie dało im w kość i postanowili się mścić na ludziach. Nawet sądzę tak o tych mafiosach, kiedy na nich patrzyłam widać było że są skrzywdzeni przez los, fragmentami było widać w nich ludzkie uczucia a po za tym tyrani i tyle.
Położyłam torebkę na łóżko i rozebrałam się z kurtki. Siedziałam przez chwilę na łóżku nie wiedząc co począć, jak się zachować, jak dalej żyć. Tak bardzo tęskniłam, za rodziną za Kubą, za Łukaszem… Choć kto wie? Może w tym czasie kiedy ja przechodzę męki on pieprzy się gdzieś z Olką. Nie chciałam o tym myśleć nie miałam na to siły. Wyszłam z pokoju i zjadłam pierogi która starsza pani postawiła mi na stole. Opowiedziałam jej wszystko. Tak WSZYSTKO. Nawet o moich problemach miłosnych, opowiedziałam jej od tego jak niespodziewanie musiałam wyjechać z Hiszpanii do tego momentu. Potrzebowałam tego, naprawdę tego potrzebowałam. Starsza kobieta słuchała mnie uważnie, momentami czasem nawet radziła. Oprowadziła mnie po swoim małym skromnym domku. Bardzo się do niej przywiązałam, pokazywała mi swoje zdjęcia z dzieciństwa, opowiadała o swoich dzieciach, o mężu który ją zostawił. Gadałyśmy do późna, naprawdę bardzo się przywiązałyśmy do siebie przez te kilka godzin. Po pierwszej w nocy zakończyłyśmy nasze rozmowy i poszłyśmy spać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wiem, wiem nie było mnie prawie miesiąc ale przepraszam.
Projekt edukacyjny 2 gimnazjalistów musiałam zaliczyć i kompletnie nie miałam czasu ;x
Wybaczcie.
Ale kontynuuje pisanie
 

 
Obudziłam się ze łzami na policzkach. Na stole były kanapki a w szklance woda. Byłam okropnie głodna więc wzięłam talerz i zaczęłam jeść. Kiedy spojrzałam na zegarek dochodziła 19. Te dni trwają i trwają. Straciłam poczucie czasu, nie wiem ile już tu siedzę, nie chce wiedzieć. Nagle do pokoju wszedł Łysy.
-No widzę że jesz, bierz talerz i chodź za mną.- powiedział i kiwnął ręką.
Wzięłam talerz i udałam się za nim, nie miałam zawiązanych oczu ani nic tych rzeczy. Kiedy wyszłam z pomieszczenia zobaczyłam wielki stół z krzesełkami, obok mała kuchnia, na półce stało radio. Wszystko było takie zakurzone. Szłam dalej. Łysy wszedł po jakiś schodach na górę, szłam za nim. Rozglądałam się dookoła. Kiedy weszliśmy na górę spojrzałam przez okno, byliśmy w jakimś lesie, doszłam do wniosku że tamte 2 pomieszczenia są pod ziemią. Było tam kilka korytarzy, Łysy szedł od czasu do czasu oglądając się. Weszliśmy do pokoju. Po lewej i prawej stronie były regały, pomiędzy regałami stało wielkie biurko a dookoła kilka krzeseł. Na krzesłach siedział Kojot i Carlos. Syn szefa widząc mnie uśmiechnął się i kazał siadać. Usiadłam posłusznie, zupełnie nie wiedziałam jak się zachować. Bałam się ale na pewno byłam bardziej zdziwiona niż przestraszona.
-No to jak będzie?- powiedział Carlos patrząc na mnie porozumiewawczo.
W mojej głowie znowu brzmiały słowa: „zemsta, zemsta…”. W kilka sekund przed moimi oczami ukazała się mama w trumnie, tata w celi. Zacisnęłam pięści i powstrzymałam łzy.
-Mam wam pomóc wyciągnąć tatę z więzienia?- zapytałam.
-Tak, zemścisz się. Nie chcesz?
Kojot i Łysy wpatrywali się we mnie jak sroka w gnat, zamilkłam. W końcu to jest mój tata, ale to on przecież zabił mamę, wiedział o wszystkim i nic z tym nie zrobił. Zapewne wie że tu jestem i też z tym nic nie robi.
-No to jak? Masz mało czasu…- powiedział Carlos wywierając na mnie większą presję.
-No dobra! Zgadzam się.- powiedziałam w końcu.
-Dziś podwieziemy Cię do dziadków, bierzesz swoje rzeczy i mówisz że wyjeżdżasz.- powiedział Carlos.
-Co?!- krzyknęłam.
Mam iść do dziadków powiedzieć im że wyjeżdżam? Zostawić ich tak po prostu? Od tak?
-Nie będę się o Ciebie martwić a nam nie będą siedzieć psy na ogonie. Wrócisz do nich, obiecuję.
-Dobra..- powiedziałam i się skrzywiłam.
-Kojot, odwozisz ją. Teraz.- rozkazał Carlos.
Wyszliśmy z domku i poszliśmy do jakiegoś samochodu. Kojot patrzył się na mnie dziwnie, moje serce łomotało, bałam się spotkania z dziadkami. Spojrzałam w lusterko i zobaczyłam moją twarz.
-Nie mogę się tak pokazać. Muszę mieć kosmetyki.
-Boże malować się będziesz?
-Muszę chyba zamaskować te siniaki na twarzy, czy nie sądzisz że to będzie podejrzane?- zapytałam i spojrzałam na niego jak na idiotę.
Zastanowił się i w końcu podwiózł mnie do najbliższego sklepu, dał kasę, sięgnęłam po torebkę.
-Ej, ej co ty robisz? Zostaw to.
-Daj więcej kasy, kosmetyki są drogę i zachowuj się normalnie, jestem cała posiniaczona. Nie sądzisz że to będzie dziwne jak wejdę tak bez żadnej torebki po prostu z kasą w ręku?
Zastanowił się, dołożył więcej kasy. Baranowi można było wmówić że kosmetyki kosztują dużo, nic nie wiedział. Dał mi około tysiąca. Debil. Włożyłam kasę do torebki i upewniłam się czy jest tam wszystko. Był telefon, parę książek. Wysiadłam z samochodu i skierowałam się do sklepu. Widok ludzi w sklepie? Niezapomniany. Zapytałam gdzie jest łazienka. Udałam się do niej, Kojot uważnie mnie obserwował.
  • awatar Gość: doobre . ^ ^ pisz dalej . xd
  • awatar wyczuwam melanż ♥: woow kurde w nastepnym bedzie sie działo coś mi sie tak wydaje. !!> :D heh. czekam z niecierpliwością. ; ))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Siedziałam nieruchomo, nie wiedziałam jak to się dalej potoczy, bałam się cholernie. Nagle usłyszałam zza drzwi „Syn szefa dziś nas odwiedza, ogarnijcie ten burdel.”. Za drzwiami wybuchła panika, każdy biegał, słychać było nawet jak coś się tłucze, przekleństwa wypełniały całe tamte pomieszczenie za drzwiami. Co za idioci mieszają w to swoich synów? Najpierw ten Migiel, teraz jakiś następny syn szefa, co za niedopowiedziani ojcowie tak robią?! Ale szybko przestałam o tym myśleć, sama miałam tatusia idiotę. Za drzwiami nastała cisza, było słychać tylko kroki które zbliżają się do drzwi, zaczęły się powoli otwierać. Bałam się, nie wiedziałam czego oni ode mnie chcą, co zrobią. Wiedziałam jedno, zginę tu.
-No, no. Widzę że pan Alva brzydkiej córki to nie ma.- rozległ się młody głos.
Światło się zapaliło, w drzwiach ujrzałam młodego chłopaka, mniej więcej w wieku Miguela może ciut starszy.
-No i jak się czujesz?- zapytał całkiem normalnie.
Nie odzywałam się, patrzyłam na niego jak na idiotę był nim. Porwali mnie, zamknęli w jakimś pomieszczeniu, znęcają się nade mną a ten pyta się mnie jak się czuje. Obcięłam go wzrokiem i odwróciłam wzrok.
-Łysy, choć tu!- krzyknął młody chłopak a Łysy przybiegł w mgnieniu oka. –Co ona ma na policzku?- zapytał patrząc na niego surowo.
-Ranę idioto.- syknęłam.
-Odzywaj się trochę do syna szefa!- powiedział Łysy patrząc na mnie srogo ale chłopak jakoś nie przejął się moim przezwiskiem.
-Kto Ci to zrobił?- powiedział patrząc na mnie.
Nie wytrzymałam, wstałam i wybuchłam.
-A jak idioto myślisz?! Kto mógłby mi to zrobić hmmm?! Zamknęliście mnie tu, nie mogę nawet do głupiej łazienki wyjść a ty się pytasz jak się czuję. Jesteście bandą idiotów, bandą idiotów! Myślicie że się was boję i się was zlęknę? To się mylicie! Zamknęliście mnie tu bo co?! Bo myślicie że mój ojciec was wyda?! On jest tchórzem, gdyby chciał was wydać zrobiłby to dawno a matka by żyła. Wy wgl nie myślicie! Nie wiecie jak postępować z ludźmi którzy wam coś wiszą więc wolicie zabijać ich bliskich? Boże idioci!- wykrzyczałam mu to prosto w twarz.
-Zamknij się! Łżesz!- krzyknął Łysy.
-Ona ma rację, mówi prawdę. Wiedział że mamy jego żonę i nic z tym nie zrobił, dlaczego miałby się o córkę martwić?- powiedział do Łysego.
Mi w uszach brzmiało tylko „wiedział że mamy jego żonę i nic z tym nie zrobił…” on wiedział że mają mamę! Wiedział to! Nic z tym nie zrobił. Oczy mi się zaszkliły, widziałam wszystko przez łzy. Usiadłam na kanapę, podkuliłam nogi i zaczęłam płakać. Mój ojciec jest świnią, mam się mścić na ludziach którzy zabili mi matkę? Przecież to ojciec zawinił, przecież to on ją w pewnym sensie zabił. To nie jest wina tych ludzi co mnie tu zamknęli, to jest wina taty! Syn szefa obserwował mnie bacznie, szeptał coś do Łysego i uśmiechał się pod nosem. Nie wiem o co mu chodziło, byłam wściekła. Jeszcze nigdy nie byłam taka zła. Łysy wyszedł a młody chłopak został ze mną i usiadł obok.
-Jestem Carlos, powiedział z uśmiechem i podał mi rękę.
Patrzyłam na niego jak na idiotę i nie wiedziałam co zrobić. Popatrzyłam na niego i powiedziałam obojętnie: Julia i schowałam głowę w ręce.
-Nie dziwię Ci się że jesteś zła na ojca, pozwolił twojej matce zginąć, oszukiwał was przez te lata, a teraz siedzisz tu przez niego i na dodatek zostałaś pobita.- mówił spokojnie.
Do oczu znowu zaczęły napływać mi łzy i rozpłakałam się na dobre, zaciskałam pięści aż paznokcie wbiłam sobie w rękę i porobiłam sobie ślady.
-Płacz tu nic nie pomoże. Wiem że jesteś zła, nie możesz się na nikim wyżyć, nikomu wyżalić ale wiesz co jest najlepsze? Zemsta. Tylko tak wyrzucisz z siebie tą całą złość, a jak nie ona będzie tkwiła w Tobie do końca życia. Później będziesz żałowała że nic z tym nie zrobiłaś.- mówił spokojnie, po czym wstał i wyszedł.
Nie podniosłam głowy, z oczu płynęły kolejne łzy a w głowie brzmiały słowa: „…ale wiesz co jest najlepsze? Zemsta. Tylko tak wyrzucisz z siebie tą całą złość…”. Te słowa grążyły w mojej głowie cały czas, po jakimś czasie w swojej głowie słyszałam tylko „zemsta, zemsta…”. To nie Ci ludzie są tu źli, to mój ojciec, on jest zły a oni chcą tylko odzyskać pieniądze. To ojciec tu zawinił a wszyscy go tak bronią. To jest tylko i wyłącznie jego wina… Po kilku godzinach rozmyślania zasnęłam…
  • awatar wyczuwam melanż ♥: jeeej boski, pisz szybko. :D kurde nie wiem jak wytrzymam kolejny tydzien. mam nadzieje ze dodasz cos wczesniej czekam. :DD
  • awatar Gość: jestem ciekawa jak to rozwiniesz . xd pisz daalej . ;D
  • awatar Malinowaa.: Świetny ^ ^ . Czekam na kolejny :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, byłam cholernie głodna a policzek strasznie bolał i nawet chyba spuchł. Wypowiadałam tylko słowa: „Boże… tato.. zobacz co ty zrobiłeś”. Siedziałam w tym samym miejscu i patrzyłam się w ten sam punkt kilka godzin. Miałam podkulone nogi i głowę schowaną w rękach. Siedziałam tak do 21, a co niby miałam robić? Płakałam nie raz, wyklinałam też nie raz, darłam się, krzyczałam. Robiłam wszystko a oni powtarzali tylko „zamknij się babo!”. Klęłam po polsku a oni nic nie rozumieli o to mi chodziło, byłam zdruzgotana. Po pewnym czasie zasnęłam.
Kiedy się obudziłam ale oczy dalej miałam zamknięte mówiłam: „Boże, proszę niech to będzie zły sen, chcę otworzyć oczy i ujrzeć babcię, ujrzeć swoich bliskich… proszę..”. Otworzyłam powoli oczy ale widziałam to co wczoraj. Ciemne pomieszczenie, drzwi z okienkiem. Spojrzałam na zegarek, była 10. Kanapki dalej stały na stole ale były już nie świeże a w wodzie pływały jakieś robale. Zachciało mi się do łazienki, wstałam i zaczęłam walić w drzwi i krzyczeć. W końcu usłyszałam jak ktoś idzie, był to Kojot.
-Boże babo, spać nie dajesz. Całą noc się darłaś przez sen.
-To nie moja wina. Muszę do łazienki.- powiedziałam opryskliwie patrząc na niego.
Popatrzył na mnie i zamknął drzwi.
-Muszę do łazienki, kurwa!- krzyknęłam kopiąc w drzwi.
Zapalił światło w pomieszczeniu i wszedł do niego. Podał mi butelkę.
-Masz.
-Żartujesz sobie, jestem dziewczyną.- powiedziałam na niego jak na idiotę.
-Aaa no fakt.- powiedział i podał mi lejek.
-Świnia.- syknęłam.- Zaprowadź mnie do łazienki.- powiedziałam krzycząc.
Znowu poczułam jak dostaję w lewy policzek z pięści. Zachwiałam się i upadłam. Leżałam tak i gładziłam swój policzek. Tym razem nic nie było ale bolało jak cholera.
-Będziesz już grzeczna?- powiedział chwytając mnie za włosy i podnosząc do góry.
-Nie.- plunęłam mu w twarz.
-Szmata.- krzyknął i zaczął okładać mnie pięściami.
Kiedy Łysy usłyszał moje krzyki wbiegł do pomieszczenia i odciągnął mężczyznę ode mnie.
-Ty idioto! Ona ma być nie ruszona!- krzyknął i walnął mu z pięści.- Stary, jak szef się dowie powiesi Cię za jaja.- krzyknął i wywalił go z pomieszczenia.
Leżałam cała obolała na podłodze nie mogąc się ruszyć. Z ust i brwi leciała mi krew. Łysy podchodził do mnie bliżej a ja próbowałam się odsunąć ale wszystko mnie bolało byłam cała posiniaczona. Łysy wziął jakąś chustkę i zawiązał mi oczy a ja zaczęłam krzyczeć.
-Nie, nie!! Proszę zostaw mnie! Już będę grzeczna obiecuję!- powiedziałam ledwo krzycząc.
-Już uspokój się.- powiedział i wziął mnie na ręce.
Czułam że wychodzimy z ciasnego pomieszczenia. Chodził po jakiś krętych korytarzach. W końcu otworzył drzwi do jakiegoś pomieszczenia i posadził mnie na krzesełku. Zamknął drzwi i odwiązał mi oczy. Rozejrzałam się dookoła, znajdowałam się w łazience.
-Ogarnij się, przyjdę tu za 15 minut.- powiedział rzucając mi jakieś ciuchy.
Wstałam podpierając się umywalki, spojrzałam w lustro. Byłam cała zakrwawiona i pobita, tak bardzo mnie wszystko bolało. Obmyłam twarz i swoje poobijane ciało. Ubrałam się w jakieś ubrania, były trochę za duże ale moje zakrwawione nie nadawały się do niczego. Załatwiłam swoje potrzeby i czekałam na łysego. Przyszedł po 15 minutach, zapukał do drzwi i zapytał czy może wejść, przytaknęłam cienkim głosem. Znowu zawiązał mi oczy i wziął mnie na ręce. Zaniósł mnie do pomieszczenia i odwiązał mi oczy. Ledwo o własnych siłach doszłam do kanapy i się na nią położyłam. Patrzyłam na zegarek dochodziła 14. Świat wokół mnie wirował, nie mogłam złapać oddechu ale po pewnym momencie się ogarnęłam i leżałam już spokojnie na kanapie ze łzami w oczach. „Kocham Cię mamo, wiem że przeżywałaś to samo, niedługo do Ciebie dołączę obiecuję. Tato.. nienawidzę Cię, szkoda że nie widzisz jak wyglądam ale rodzina się dla Ciebie nie liczy. Bóg Cię za to skażę, zobaczysz”- szeptałam.
Rozmyślałam też nad słowami „stary, jak szef się dowie to powiesi Cię za jaja”. Nie wiedziałam dlaczego temu szefowi tak bardzo zależało żebym była nie ruszona. Z minutę na minutę coraz bardziej się bałam. Czego oni mogli chcieć od szesnastolatki? Ojciec i tak ich nie wyda, boi się. Nie wiem czy oni to wiedzą, jedynym plusem było to że już niedługo dołączę do mamy, wiedziałam to, czułam. Zastanawiałam się też co dzieję się w mojej wsi. Jak tam Kuba, jak Łukasz. Czy Olka jest zadowolona moim zniknięciem, jak u babci u dziadka i u Iwony. Tyle pytań, mogłam tylko spodziewać się tego że niektórzy się martwią a niektórzy mają mnie w dupie. Ciekawe czy ktoś podejrzewa co mogło się stać. Myślałam nad tym a godziny pędziły nie ubłagalnie. Siedząc w ciasnym pomieszczeniu wiadomo że czas się nie liczy no i traci się poczucie tego czasu.
 

 
Zrobiłam następne dwa kroki do tyłu a drzwi się otworzyły, ujrzałam mężczyznę którego zobaczyłam jako pierwszego wtedy w lesie. Nie dałam po sobie poznać że się boję choć strach wypełniał całą mnie, nie mogłam ukryć tylko łez w oczach. Facet patrzył na mnie i zaczął coś mruczeć po hiszpańsku, patrzyłam tylko na niego, w oczach miałam nienawiść.
-No to chyba wiesz dlaczego tu jesteś.- powiedział patrząc na mnie.
-No właśnie nie.- powiedziałam obojętnie.
-Oj Gabrielo, nas nie da się oszukać. Wiedzieliśmy że Cię znajdziemy.- spoglądał na mnie z bezczelnym uśmiechem.
-Czego chcecie? To ojciec zawinił a nie ja. Ja się do niego nie przyznaję a matki już nie mam. Czego chcecie?- powiedziałam patrząc na niego z nienawiścią.
-Chcemy żeby twój tatusiek nas nie wsypał.- powiedział mężczyzna.
-I tak nic nie powie, wypuście mnie stąd!- krzyknęłam.
-Nie chcesz wrócić do Hiszpanii?
-Dobra weź się goń jasne? Wypuść mnie stąd!- krzyczałam.
-No, no. Odważna z Ciebie dziewczyna.
-Spierdalaj.- syknęłam patrząc na niego.
To było moje drugie przekleństwo w życiu, ale w tamtej chwili grzeszyłam, grzeszyłam myślami o tych ludziach co mnie tu zamknęli. Jak można byłoby nie grzeszyć myślą i słowem w takiej chwili? Facet patrzył na mnie opanowując emocję.
-Może trochę grzeczniej?- powiedział spokojnie.
-Spierdalaj.-powtórzyłam patrząc mu prosto w oczy.
Nagle poczułam jak dostaję pięścią w twarz i zamroczona padam na podłogę. Swoim sygnetem rozciął mi policzek i krew leciała mi po policzku mieszając się ze łzami. Mężczyzna popatrzył na mnie i wyszedł z pomieszczenia mówiąc coś do reszty swoich ludzi. Słyszałam tylko słowa: „mówcie do siebie tymi przezwiskami co zawsze używamy, ta mała jest twarda szef nie będzie z tego zadowolony. Migiel przynieś jej wodę i jakieś chusteczki.”
Po tych słowach po kilku minutach drzwi zaczęły się powoli otwierać a ja dalej leżałam na ziemi. Do pomieszczenia wszedł młody chłopak, góra 18 lat. Był brunetem o zielonych oczach, nie był zbyt wysoki. Kiedy mnie ujrzał podbiegł do mnie i uklęknął obok mnie. Namoczył chusteczkę i otarł mi policzek, patrzył na mnie.
-Migiel! Miałeś jej to tylko przynieść a nie bawić się w dobrego chłopca!- krzyknął mężczyzna który mnie uderzył.
-Już idę tato..- a te ostanie słowo szepnął, spojrzał jeszcze raz na mnie i wyszedł z pomieszczenia.
Ocierałam swój policzek i myślałam o tym Migielu, wiedziałam że to jest jakaś tam jego ksywka, był młody a jego ojciec był w tej mafii. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym jacy ludzie dołączają się do mafii, czy to przez problemy? A może dlatego że są okrutni i bezwzględni? Zastanawiałam się nad tym ocierając policzek. Podeszłam do starego pękniętego lustra. Wpatrywałam się w nie i widziałam inną dziewczynę. Czarnowłosa dziewczyna o krystalicznych niebieskich oczach, na lewym policzku była jedna wielka kreska która prowadziła od podbródka do kącika oka. Na policzkach widniały także łzy. Wiedziałam jaki czeka mnie tu los. Byłam ciekawa gdzie jestem, ile nie ma mnie już w domu, czy ktoś się martwi, czy Kuba z Łukaszem zauważyli że mnie nie ma. Martwią się czy jednak mają mnie gdzieś? Wiedziałam że tutaj zginę, nie wiedziałam czy oni to zrobią czy ja ich wyprzedzę. Można umrzeć także z tęsknoty albo z głodu. Nie wiem co chcieli ze mną zrobić, nie wiem jak daleko byłam od domu. Upadłam na ziemię i zaczęłam płakać, nie płakałam cicho w ukryciu, płakałam normalnie. W tle słyszałam słowa „kurwa.. kiedy ona się zamknie”. Nie obchodziło mnie to płakałam dalej.
Podglądałam ich przez małe okienko w drzwiach i podsłuchiwałam ich. Było tam 2 mężczyzn i Miguel. Ten mężczyzna od którego dostałam miał przezwisko Kojot a ten drugi Łysy. Siedziałam na kanapie z podkulonymi nogami. Po pewnym czasie, nie mogę określić po jakim nie miałam zegarka i nie wiedziałam czy jest dzień czy też noc, drzwi zaczęły się otwierać a w nich ukazał się Kojot który patrzył na mnie, na stoliku postawił mi jakieś kanapki i wodę.
-Za 10 minut tu przychodzę i sprawdzam czy to zjadłaś.
-Nie mam zegarka.- powiedziałam patrząc się w jeden punkt.
Wyszedł a za chwilę wrócił z zegarkiem elektrycznym i kalendarzem. Zegarek wskazywał 17, kiedy wyszedł nie ruszyłam się z miejsca, nie miałam zamiaru tego jeść. Jak powiedział tak zrobił, po 10 minutach stanął w drzwiach patrząc na mnie.
-Mówiłem że masz to zjeść rozumiesz?!- krzyknął na całe pomieszczenie.
-I tak mnie zabijecie, postanawiam się zagłodzić, oszczędzę wam kłopotu.- powiedziałam obojętnie.
On patrzył się tylko na mnie i machnął ręką ale zostawił mi jedzenie.
  • awatar wyczuwam melanż ♥: wow po prostu brak mi słów mam nadzieje ze dodasz kolejny nie długo, eh po prostu BOMBA> :DD
  • awatar Gość: świetne . ! pisz dalej . xd
  • awatar Gość: Świetne <3 :D daje do obs. i czekam na następny :* ---> też od niedawna piszę opowiadanie. zapraszam w wolnej chwili jak będziesz miała chęć :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rano zaspałam więc robiłam wszystko na szybko. Nie miałam czasu wybierać ciuchów więc wzięłam pierwsze lepsze, pobiegłam do łazienki, umyłam się i przebrałam. Uczesałam i puściłam włosy luzem. Wyszłam bez śniadania i jak najszybciej pobiegłam na przystanek, ledwo zdążyłam. W autobusie stałam, spostrzegłam paczkę z którą chodziłam w wakacje, rzecz jasna bez Łukasza. Wołali mnie chyba nawet ale zignorowałam to. Kiedy byliśmy na miejscu wysiadłam z autobusu i poszłam do szatni. Usiadłam pod klasą i czekałam na dzwonek. Niedaleko mnie stała Martyna i Klaudia które cały czas obcinały mnie wzrokiem, nie mogłam tego wytrzymać wstałam i podeszłam do nich.
-Czy powiecie o co wam chodzi? Co wam zrobiłam?- zapytałam je lekko podirytowana.
-Spadaj.- syknęła Klaudia i obcięła mnie wzrokiem.
-Dobra, ale weź się na mnie tak nie lamp, to wkurza człowieka.- powiedziałam i spojrzałam na nią z niechęcią.
-Nie mam na co patrzeć, uwierz.- powiedziała opryskliwie.
-Ale jednak patrzysz, wiem że zazdrościsz.- powiedziałam z uśmiechem i odeszłam od nich. Nie miałam zamiaru być obok nich więc poszłam do łazienki. Kiedy weszłam usłyszałam Lilkę i Olkę. Nie wiedziały że weszłam bo siedziały w takim jakby zaułku. Stałam obok drzwi i słuchałam ich rozmowy.
-Musi jej to w końcu powiedzieć.- powiedziała Olka z przejęciem.
-A ty musisz powiedzieć to Kubie.- dopowiedziała Lilka.
-Ta, ta wiem. Ale ja chcę mieć ich dwóch na własność, byłoby wspaniale.
-Chcesz ich bo jeden jest dobry w łóżku a drugi dobrze całuje.
-Oj nie tylko o to chodzi…- powiedziała Olka.- Oni oboje są świetni.. dziś musze jakoś spławić Kubę.- powiedziała zamyślona.
-Olka.. będziesz tego żałować. Nie rób tego.
-Oj przestań! Nie wiesz jak to jest.- powiedziała Olka z oburzeniem.
Bałam się że niedługo się pokłócą i jedna będzie wychodzić i mnie zauważy, wyszłam po cichu z łazienki. Byłam przekonana że chodzi o Łukasza.. ale on mnie zdradza? To nie możliwe! Miałam łzy w oczach. Nie wiedziałam co zrobić, co myśleć. Wzięłam torbę z pod klasy zeszłam do szatni z pretekstem że nie wzięłam czegoś z kurtki po czym zapakowałam worek do torby i kurtkę. Wyszłam z szatni i pokręciłam się przed szkołą. Gdy zadzwonił dzwonek i było zamieszanie a ja najzwyczajniej wyszłam z terenu szkoły. Nie wiedziałam gdzie się podziać, w końcu to miasto i prędzej czy później ktoś by mnie złapał że nie jestem w szkole. Nie wiedziałam gdzie się podziać. Postanowiłam kierować się skrótami do domu. Szłam powoli, rozglądając się dookoła, przysiadałam czasem. Szłam półtorej godziny. Byłam padnięta. Postanowiłam iść do tamtego stawu. Kiedy tam doszłam wyciągnęłam kurtkę, ubrałam się w nią i usiadłam na torbie obserwując wszystko dookoła.
Nagle usłyszałam jak ktoś się zbliża, zza drzew wyłoniła się nieznana postać. Nie miałam pojęcia kto to jest, nie był to nikt z wioski ponieważ bym skojarzyła twarz. Wstałam z ziemi i spoglądałam na mężczyznę który zbliżał się do mnie. Podniosłam torbę i zaczęłam się cofać do tyłu patrząc jak mężczyzna się do mnie zbliża. Kiedy chciałam się odwrócić i uciec dostrzegłam że za mną stoi identycznie ubrany mężczyzna, patrzyli się na mnie i podchodzili coraz bliżej. Założyłam torbę i w pewnym momencie zaczęłam biec, a oni zaczęli mnie gonić. Biegłam jak najszybciej nie wiedząc o co chodzi. Nagle poczułam jak coś uderza mnie w głowę, zakręciło mi się w głowie i upadłam na ziemię. Świat wirował, słyszałam jakieś głosy ale po chwili odpłynęłam.
Obudziłam się w ciemnym pokoju, leżałam na kanapie. Wstałam i zdezorientowana spoglądałam na ciemność dookoła mnie. Ujrzałam małe okienko przez które przebijało się światło, okazało się że jest to okienko od drzwi. Zaczęłam w nie walić pięściami i kopać krzycząc: wypuście mnie stąd, wypuście!!
Nagle rozbłysło światło. W kącie stał mały stolik z krzesełkiem a obok niego stara kanapka. Na podłodze leżało coś co przypominało dywan. Drzwi zaczęły się otwierać a ja zrobiłam dwa kroki do tyłu. Usłyszałam hiszpańskie słowa. Ci ludzie mówili po hiszpańsku, drzwi powoli się otwierały. Stałam sparaliżowana, wiedziałam już o co chodzi. W głowie pojawiło mi się słowo „mafia”…
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kiedy zjadłam i się przebrałam zadzwoniłam do Łukasza. Dzwoniłam z 5 razy i nie odbierał w końcu za 6 włączyła się poczta głosowa. Postanowiłam że od niego pójdę. Kiedy tak do niego szłam w mojej głowie tyle się działo. Kuba i Łukasz… To było takie idiotyczne, nigdy nie miałam takiego mętliku w głowie jak teraz. Zadzwoniłam do drzwi, nikt nie otwierał ale słyszałam że ktoś jest w środku. Zadzwoniłam jeden raz, później drugi i trzeci. Dopiero po trzecim razie otworzył mi drzwi Łukasz ale kiedy mnie zobaczył zdziwił się.
-Mogę wejść?- zapytałam patrząc na niego.
On wyszedł z domu i zamknął drzwi za sobą.
-Ee.. to nie najlepszy pomysł, sprzątam.
-Nie przeszkadza mi bałagan, chcę pogadać.- powiedziałam patrząc na niego.
-Ale o czym ty chcesz gadać?
-No.. no chyba jesteśmy razem tak?- powiedziałam i spojrzałam ze zdziwieniem.
-Aaa, no tak tak. Oczywiście.- spojrzał na mnie i się uśmiechnął.- Ale teraz naprawdę nie mogę gadać niedługo będę miał gości rodzina się zjeżdża i wiesz. Pogadamy jutro dobra?- powiedział z uśmiechem całując mnie czule w usta.
Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam po czym do niego przytuliłam.
-Chciałam Ci tylko powiedzieć że Cię kocham, kocham Ciebie i tylko Ciebie, naprawdę.- powiedziałam przytulając się do niego a później go pocałowałam.
Uśmiechnął się do mnie i powiedział że naprawdę musi iść, pożegnał się ze mną i wszedł do domu. Postanowiłam wrócić do domu bo nie miałam nic innego do roboty. Wracałam z uśmiechem na twarzy. Byłam szczęśliwa, pogodziłam się z Łukaszem i Kubą. Nie mogłoby być lepiej. Teraz zdałam sobie sprawę że to Łukasz jest najważniejszy, on i tylko on. Nikt inny. Kiedy już miałam iść do domu postanowiłam zajść do Lilki, zobaczyć jak leczy kaca. Kiedy zadzwoniłam do drzwi otworzyła mi mama Lilki i wpuściła mnie do środka a ja udałam się na górę.
-O Julka!- powiedziała uśmiechnięta Lilka spoglądając na mnie kiedy weszłam do jej pokoju.
-Tak ja. Jak tam się czujesz na kacu?- powiedziałam uśmiechnięta siadając na łóżko.
-A no łeb trochę bolał, wmówiłam mamie że mi nie dobrze i takie tam.- powiedziała spoglądając na mnie uśmiechnięta.
Siedziałyśmy i gadałyśmy a uśmiech z twarzy mi nie schodził, byłam naprawdę szczęśliwa.
-A co ty tak się szczerzysz?- zapytała Lilka patrząc na mnie.
-A no pogodziłam się z Kubą, pokłóciłam się z Łukaszem.. ale już jestem z nim pogodzona.- mówiłam uśmiechnięta.
-Wybaczyłaś mu?- powiedziała zdziwiona Lilka.
-Eee.. a co niby miałam mu wybaczać? On myślał że ja Kubę kocham ale chyba już mu przeszło.- powiedziałam uśmiechnięta ale dalej zdziwiona pytaniem Lilki.
-Aaa.. no tak!- powiedziała Lilka z dziwną miną.
-Dobra gadaj o co chodzi.- powiedziałam patrząc na nią.
-No ale nic.- powiedziała wymigując się.
-Mam tego dość! Jakaś Klaudia i Martyna ścinają mnie wzrokiem, nie wiem wgl o co chodzi, Daria i Marta pytały się mnie czy jestem z Kubą ale to dziwnie brzmiało i teraz ty coś przede mną ukrywasz. O co to chodzi?!- krzyknęłam patrząc na Lilkę.
-Ja.. ja nie mogę… Wybacz.- powiedziała spoglądając na mnie smutnie.
-To nie! Łaski bez!- krzyknęłam i wyszłam z jej pokoju, zeszłam na dół, założyłam buty i wyszłam z jej domu.
Miałam tego dość. Dookoła każdy mnie oszukiwał, byłam wkurzona. Ludzie nie znają czegoś takiego jak „szczerość”. Nie wiem o co chodzi ale dowiem się tego, dowiem się tego jak najszybciej. Wróciłam do domu, odwiedziłam przy okazji Wąsika, Roko i Lunę. Siedziałam i opowiadałam im wszystko, myślałam też nad tym że nie mam też żadnych informacji z Hiszpanii, pewnie nic się nie dzieję. Zaczęłam płakać od tak. Nie wiedziałam co robić. Mam ojca tchórza, mama nie żyję, odradza się uczucie w Kubie, czuję że tracę Łukasza. To nie tak miało być. To nie to miało się wydarzyć, siedziałam załamanymi rękami, byłam bezradna. Jeszcze jutro do szkoły. Zebrałam się i udałam do domu, pokrzątałam się po kuchni i coś zjadłam po czym się umyłam. Weszłam na laptopa. Miguel do mnie pisał, pytał się mnie co u mnie, wysyłał buziaki i serduszka. Nie wiedziałam co odpowiedzieć powiedzieć „mam chłopaka” czy po prostu to zignorować, postanowiłam to zignorować i pod pretekstem że muszę już iść zrobiłam się niewidoczna, nie chciałam krzywdzić Miguela choć mogę się założyć że w Hiszpanii coś odwalał. Nagle zobaczyłam Olkę na fb, wstawiła Łukaszowi coś takiego na tablicę „dziękuje Ci za poprawę humoru słodziaku ;* jutro u mnie.. ;D”. Patrzyłam się na ten wpis naprawdę dziwnie, najpierw się zaśmiałam ale później to mnie zabolało, nie wiedziałam o co chodzi. Dobrze że zdążyłam go przeczytać bo po jakieś minucie został on usunięty. Czy to było specjalnie żebym była zazdrosna? O co w tym chodziło? Postanowiłam to sprawdzić, jutro spróbuję umówić się z Łukaszem no chyba że znajdzie sobie jakąś wymówkę… Wyłączyłam laptopa, posiedziałam trochę z Daisy i Tofikiem, tak mało poświęcałam im czasu. Położyłam się do łóżka i zasnęłam razem z Daisy i Tofikiem.
 

 
Wstałam rano bez życia, poszłam do kuchni i coś zjadłam. Następnie udałam się do łazienki żeby się odświeżyć i przebrać. Założyłam czarne rurki, szarą tunikę i na to czarny dłuższy sweter. Spakowałam się i wyszłam z domu do autobusu. Włożyłam słuchawki w uszy i czekałam na autobus. Na przystanku było parę starszych osób, Kuba i Paweł. Dziewczyn nie było. Kiedy autobus przyjechałam weszłam do niego i zajęłam pojedyncze miejsce tak żeby nikt się do mnie nie dosiadał. Kiedy wyszłam z autobusu wyłączyłam muzykę a słuchawki włożyłam do torby. Zdążyłam tylko zmienić buty a Daria i Marta już mnie porwały na boisko. Siedziałyśmy na ławkach i gadałyśmy. Znaczy ja im tylko przytakiwałam. Usiadł naprzeciwko mnie Kuba i spoglądał na mnie ale ja unikałam jego wzroku.
-Ej a gdzie Lilka?- zapytała Daria.
-Ona z Olką kaca leczą.- powiedział Kuba.
-Był tam Łukasz?- zapytałam i spojrzałam na Kubę.
-Przyszedł później, ale nic nie mówił tylko pił i palił, później poszedłem stamtąd.- powiedział obojętnie.
-Aaa..- westchnęłam i spojrzałam przed siebie.
Zadzwonił dzwonek i udaliśmy się pod klasę. Lekcje mijały strasznie wolno a ja na lekcjach odpływałam do innego świata. Na długiej przerwie wyjęłam kanapkę, usiadłam pod klasę i zaczęłam jeść. Daria i Marta poszły na obiad. Kiedy tak siedziałam podszedł do mnie Kuba i usiadł obok mnie.
-Sama mi powiesz co jest nie tak czy muszę to z Ciebie wyciągnąć?- zapytał spoglądając na mnie.
-Nieważne.- powiedziałam i wzięłam gryza kanapki.
-Julka gadaj. Na pewno pokłóciłaś się z Łukaszem ale dlaczego?- zapytał spoglądając na mnie z troską.
Nie mogłam mu powiedzieć że poszło o niego, nie mogłam mu powiedzieć że Łukasz podejrzewa mnie że coś do niego czuję a to jest prawda. Wiedziałam że Kuba nie da mi spokoju ale kompletnie nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Nie mogłam nic wymyślić.
-No to takie tam… prywatne nasze sprawy. Łukasz mi w takiej sprawie nie wierzy, sama dokładnie nie wiem o co chodzi. Eh.. ciężko wytłumaczyć.- mówiłam powoli myśląc nad każdym wypowiedzianym słowem.
-Ehe, jasne. Poszło o mnie prawda?- powiedział patrząc na mnie.
-Ee.. nie no co ty.- powiedziałam z głupawą miną.
-Nie udawaj, wiem że o mnie.- powiedział wstając i chciał już iść ale złapałam go za rękę.
-Proszę… chociaż ty mnie nie zostawiaj…-powiedziałam ze łzami w oczach.
-Nie zostawię, nie bój się.- powiedział patrząc na mnie i uśmiechnął się.
Przytuliłam się do niego i z oczu popłynęło mi parę łez ale szybko je otarłam.
To nie tak miało być! Nie mogę stracić Łukasza dla Kuby, nie mogę! Ale strasznie chce mieć Kubę.. sama nie wiem jak to nazwać. Wszystko jest takie beznadziejne. Mamo.. gdybyś tu była wiedziała byś co robić… Przytuliłam się mocno do niego ale po chwili się ocknęłam. Otarłam oczy i uśmiechnęłam się do niego. Usiadł ze mną pod klasą i siedzieliśmy tak gadając.
-Olka wie?- zapytałam w pewnym momencie.
-Eee.. nie.. ale jej powiem.
-Może lepiej nie, nie chcę żebyś miał przeze mnie kłopoty.
-Jesteśmy przyjaciółmi, nie będę się z tym kryć.- powiedział uśmiechając się do mnie.
Po paru minutach poprawił mi nastrój, umiał to robić jak nikt. Darii i Marty nie było. Pewnie siedziały na dworze, może to i dobrze. Zadzwonił dzwonek. Kuba wstał i poszedł pod swoją klasę mówiąc że odwiedzi mnie na kolejnej przerwie. Daria i Marta przyleciały kilka sekund po tym jak zniknął na schodach.
-I jak? I jak?!- dopytywała się Daria patrząc na mnie.
-Nijak, a jak ma być?- zapytałam ze zdziwieniem.
-No kurczę.. to wy nie jesteście razem?- zapytała Daria ze smutkiem
-Eee.. no nie, ja mam Łukasza on ma Olkę.- powiedziałam normalnie.
Daria i Marta spojrzały na siebie ze zdziwieniem i zamilkły. Pytałam się o co chodzi, nie chciały mi powiedzieć, mówiły że mi się zdaję że nic im nie jest. Wiedziałam że mają coś do ukrycia. Jakby tego było mało Martyna i Klaudia ścinały mnie wzrokiem, miałam ochotę do nich podejść i im wygarnąć ale się powstrzymywałam. Po długiej przerwie lekcje mijały szybko, cały czas tylko te PSO. Przychodził do mnie Kuba i gadał ze mną a w tym czasie Marta i Daria znikały. Po 7 lekcjach wsiadłam do autobusu i wróciłam do domu sama. Postanowiłam że coś zjem i postaram się dodzwonić do Łukasza.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Podszedł i usiadł obok mnie. Zignorowałam go i chciałam włożyć słuchawki w uszy ale on złapał mnie za rękę.
-Julka.. pogadajmy..- powiedział cicho.
-Puść moją rękę.- krzyknęłam.
Wyrwałam mu się i wstałam, chciałam iść przed siebie ale znowu złapał mnie za rękę i pociągnął do dołu tak że usiadłam na ławkę.
-Musisz w końcu ze mną pogadać! Pogadaj ze mną a dam Ci spokój, obiecuję.- powiedział.
-No dobra… ale puść mnie.- powiedziałam już normalnie.
Puścił moją rękę i zaczął coś bełkotać ale nie rozumiałam go.
-No mów wyraźnie a nie mruczysz coś pod nosem.
-Przepraszam… to nie tak miało być.
-Aha, co jeszcze?
-Pogódźmy się proszę, nie będziemy się chyba o taką głupotę kłócić..- powiedział.
-A co Olka na to powie?- powiedziałam wrednie.
-To są moje przyjaźnie, nie może kierować nad moim życiem. Wiem że źle postąpiłem, no nie powinienem do Ciebie tak powiedzmy zarywać bo przecież mam dziewczynę a ty miałaś chłopaka. Zachowałem się jak idiota. Przepraszam jeszcze raz…- powiedział i spojrzał mi w oczy.
Widziałam w jego oczach jak mu bardzo na tym zależy. To byłoby niebezpiecznie pogodzić się kiedy zaczyna odradzać się uczucie. Nie wiedziałam co powie na to Łukasz, nie byłby z tego zadowolony. Bałby się, byłby zazdrosny. Patrzyłam na niego i zaniemówiłam. Nie wiedziałam co powiedzieć.
-No to jak będzie?- powiedział i wyciągnął rękę.
Dalej byłam wstrząśnięta i nie wiedziałam co powiedzieć no ale w końcu był ze mną w Hiszpanii, pomagał mi, był przy mnie. Był moim przyjacielem. Jak mogłabym mu odmówić? Podałam mu rękę i uśmiechnęłam się do niego a on do mnie.
Na początku rozmowa była drętwa ale już po kilu minutach gadaliśmy jak dawniej i się śmialiśmy.
-Jak wrócisz do domu?- zapytałam.
-No na pewno nie na piechotę, poczekam na kolejny autobus. Zostałem żeby z Tobą pogadać.- powiedział i się uśmiechnął.
Odwzajemniłam uśmiech i dalej gadaliśmy. Po 10 minutach podjechała Iwona i zaproponowałam żeby Kuba zabrał się z nami, darowałyśmy sobie zakupy. Kiedy byliśmy już na miejscu podziękował i kiwnął mi głową uśmiechając się przy tym słodko a Iwona wjechała na podwórko. Wysiadłam z samochodu i pobiegłam do domu, przebrałam się i poszłam do kuchni coś zjeść. Dochodziła 16. Kiedy jadłam i oglądałam telewizję ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam i otworzyłam, okazało się że to był Łukasz. Przywitałam się z nim i wpuściłam go do środka. Nie chciało mi się nigdzie iść więc postanowiliśmy posiedzieć u mnie w pokoju.
-I jak tam skarbie w szkole?- zapytał siadając ze mną na łóżko i przytulając.
-No nie było tak źle.- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
Zastanawiałam się czy powiedzieć mu o Kubie, ale nie mogłam go tak oszukiwać. Chciałam zacząć jakoś temat ale nie umiałam.
-O co chodzi?- zapytał kiedy leżeliśmy na łóżku.
-Muszę Ci coś powiedzieć.- powiedziałam zmieszana.
-No chyba nie chcesz zerwać?!- powiedział ze strachem w oczach.
-Oj nie o to chodzi.- powiedziałam z uśmiechem i pocałowałam go w usta.
-To mnie tak nie strasz, więc o co chodzi?- zapytał przytulając mnie.
-Emm.. pogodziłam się z Kubą.-powiedziałam zmieszana.
Widać że Łukasz był zdziwiony i nie był z tego za bardzo zadowolony. Mogłam spodziewać się takiej reakcji.
-Ale to nic nie znaczy, po prostu tylko się z nim pogodziłam.- powiedziałam z uśmiechem przytulając się do niego.
-Kochasz go prawda?- powiedział i wstał z łóżka.
Zatkało mnie, oczy momentalnie mi się zaszkliły ale przecież nie mogłam powiedzieć tego Łukaszowi, on był ważniejszy, najważniejszy. Wiem że byłam w stanie zabić uczucie do Kuby. Wiedziałam że potrafiłabym to zrobić.
-Wcale że nie! Nie gadaj głupot, Łukasz no…- powiedziałam i podeszłam do niego.
-Muszę iść. Jutro się odezwę.- powiedział i najzwyczajniej w świecie wyszedł.
Wiedziałam że jak się z nim pogodzę to będzie źle, nie wiedziałam że będzie aż tak źle. Zaczęłam płakać ale otarłam szybko łzy. Poszłam do łazienki, umyłam się, przebrałam i położyłam spać. Dochodziła 22, ze łzami na policzkach zasnęłam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Następnego dnia wstałam o 6.30 bo o 7.30 miałam autobus. Wstałam niechętnie. Spakowałam parę zeszytów bo pierwsze lekcje to PSO. Stałam przed lustrem i spojrzałam w swoje brązowe zapłakane oczy. Wyjęłam z szafki szkła kontaktowe i po chwili miałam krystalicznie niebieskie oczy. Uczesałam się, założyłam kolczyki i jakiś wisiorek. Poszłam do kuchni i coś zjadłam. Pogadałam z Iwoną i zanim się obejrzałam musiałam już wychodzić do autobusu. Wzięłam torbę i schowałam do niej telefon i słuchawki po czym wyszłam z domu. Do przystanku miałam od 5 do 7 minut drogi. Akurat kiedy doszłam pojawił się autobus, wsiadłam do niego, wykupiłam sobie miesięczny bilet i zajęłam miejsce. Po chwili dosiadła się do mnie Lilka. Nie miałam zamiaru z nią gadać, wiem że była wmieszana w ten spisek.
Mówiła do mnie ale ja się wgl do niej nie odzywałam, po prostu ją ignorowałam. W końcu po kilku minutach sobie odpuściła i dosiadła się do Rafała. Kiedy wysiadaliśmy z autobusu Kuba patrzył na mnie cały czas ale ja zrobiłam to samo co z Lilką, zignorowałam go. Poszłam do łazienki i włożyłam sobie słuchawki w rękawy a komórkę schowałam do kieszonki. Wyszłam z łazienki. Każdy patrzył się na mnie jak na jakiegoś kosmitę. Pochodziłam po szkole i w końcu znalazłam klasę która była na górze. Jako pierwszy miałam angielski. Usiadłam pod klasą i patrzyłam na przechodzących obok mnie ludzi. Przyłożyłam ręce do uszu i słuchałam muzyki, odleciałam w inny świat. Po kilku minutach poczułam jak ktoś mnie trąca i wróciłam na ziemię. Okazało się że to była Marta którą wcześniej poznałam.
-Chodź pokażę Ci szkołę.- powiedziała ciągnąc mnie za rękę.
Chodziłyśmy po szkole, wszystko mi objaśniała. Nagle przeszła obok nas Klaudia która ścięła mnie i Martę wzrokiem. Obejrzałam się tylko za nią.
-Nie przejmuj się, nie jest warta patrzenia na nią.- powiedziała Marta kręcąc głową.
-Dlaczego ona tak ścina nas wzrokiem, o kogo tu chodzi o mnie czy o Ciebie?- zapytałam.
-Nie chodzi tu ani o mnie ani o Ciebie. Eh.. kiedy indziej Ci o tym opowiem. Szkoda słów.- westchnęła Marta i poszłyśmy dalej. Natknęłyśmy się na Darię i później we trójkę chodziłyśmy po szkole. Usiadłyśmy na ławkach przed szkołą. Obok wejściowych drzwi stała Olka i Kuba obejmujący się. Nie patrzyłam na nich choć czasem trochę spoglądałam ale starałam się tego nie robić. Zadzwonił dzwonek. Pierwsza lekcja w nowej szkole. Udałyśmy się pod klasę i czekałyśmy na nauczycielkę. Nie czekaliśmy długo. Ławki były łączone więc usiadłam obok dziewczyn. Wszyscy pod ławkami używali komórek a ona nic nie widziała. Rozstawiłam sobie zeszyt, położyłam go na ławce i postanowiłam napisać sms do Łukasza. Obudziłam go sms, ale nie był zły. Pisałam z nim cały angielski a pani nic nie zauważyła, była za bardzo zaczytana w PSO. Klaudia i Martyna ścinały nas cały czas wzrokiem a ja je. Nie wiedziałam co do mnie mają, nie wiedziałam o co im chodzi. Dziewczyny mnie tylko trącały żebym dała sobie spokój, że nie warto. Lekcja angielskiego szybko się skończyła i poszłyśmy z dziewczynami na dwór. Przyszła do nas Lilka z Rafałem.
-Julka chodź, musimy pogadać.- powiedziała Lilka.
-Nie mam ochoty z Tobą gadać.- odpysknęłam.
-To nie było tak jak wyglądało. Proszę Cię no..- powiedziała Lilka patrząc na mnie.
Uwierzyłam jej, wstałyśmy i odeszłyśmy na bok.
-Dopiero po fakcie dowiedzieliśmy się co Olka zrobiła, powiedziała nam. Kuba o tym wiedział ale zaraz jak wybiegłaś pobiegł za Tobą ale zgubił Cię w ciemności. Ja i Rafał o niczym nie wiedzieliśmy. Przykro mi…
Oczy momentalnie mi się zaszkliły. Kuba za mną wybiegł… wszystko powróciło, wszystko.. Moje uczucie do Kuby tak samo. Nie mogłam na to pozwolić. Zacisnęłam pięści i powiedziałam z uśmiechem:
-Dobra, wierzę Ci. Już zapomnijmy o tym.
Lilka chyba nie zobaczyła łez w moich oczach, uśmiechnęła się do mnie i przytuliła. Po kilu minutach śmiałyśmy się z Lilką, Darią i Martą. Zadzwonił dzwonek i poszłyśmy na lekcję.
Lekcję mijały nawet szybko, przerwy spędzone z dziewczynami i zapoznawanie się z innymi. Szkoła nie była taka zła. Cały czas Klaudia i Martyna obcinały mnie wzrokiem ale później nauczyłam się to ignorować. Kiedy zadzwonił dzwonek który kończył 8 lekcję, wszyscy wybiegli z klasy jak opętani. Miała przyjechać po mnie Iwona bo wcześniej kończyła pracę. Wyszłam przed szkołę i usiadłam na ławkę czekając na Iwonę. Wiem że musiałam czekać na nią jakieś 10-15 minut ale miałyśmy skoczyć jeszcze do sklepów. Nagle zobaczyłam że zbliża się do mnie Kuba. Popatrzyłam na niego i modliłam się żeby nie przychodził do mnie, ale jednak…
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Oznajmiłam dziadkom że wychodzę i wyszłam z Łukaszem biorąc jakiś sweter. Chodziliśmy wszędzie, omijaliśmy wieś bo nie chcieliśmy spotkać Kuby.
-I jak tam kochanie w nowej szkole?- zapytał Łukasz obejmując mnie.
-Jest dobrze, ludzie z klasy wydają się całkiem spoko.. ale…- powiedziałam.
-Ale co?
-Ale takie dwie dziewczyny obcinały mnie cały czas wzrokiem. Jedna to Martyna, a druga to nie wiem jak ma na imię.- powiedziałam z westchnieniem.
-Martyna i… Klaudia.- westchnął.
-Emm.. znasz je?- powiedziałam spoglądając na niego.
-Znaczy to są tam jakieś koleżanki Olki chyba.- powiedział wymigując się.
-Kłamiesz.- powiedziałam i ustałam naprzeciwko niego.
-Nie kłamię.- powiedział dając mi buziaka.
Patrzyłam mu w oczy ale w końcu mu uwierzyłam i poszliśmy dalej. Rozmawialiśmy o wszystkim. Spotkaliśmy Pawła który szwędał się po okolicy. Dołączył do nas i chodziliśmy we trójkę. Nagle usłyszałam że dzwoni mi telefon. Spojrzałam na wyświetlacz: Olka. Zdziwiłam się, odeszłam na chwilę i odebrałam.
-Odebrałaś mi go szmato! Odebrałaś mi go!- krzyczała Olka, była cała zapłakana.
-Ale jak to? Olka uspokój się, o co chodzi?
-Kocha Cię! Odebrałaś mi go, on Cię kocha! Musiałam z nim zerwać!- krzyczała, ledwo ją rozumiałam.
-Olka spokojnie, na pewno kocha Ciebie.
-Może i tak, ale kocha też Ciebie! Mówił mi że niby mnie bardziej ale on nie może dzielić tej miłości! Wszystko zniszczyłaś!- krzyczała mi do telefonu.
-Olka, spokojnie… wszystko się wyjaśni.
-W dupie to mam! Masz na sumieniu mnie i jego! Oboje cierpimy!- zaczęła krzyczeć po czym się rozłączyła.
W głowie krążyły mi słowa „masz na sumieniu mnie i JEGO, OBOJE cierpimy…”. Mało obchodziła mnie Olka, ale wszystko z Kubą powróciło. Podszedł do mnie Łukasz obejmując mnie z pytaniem: „skarbie co się stało?”. Wybełkotałam że to była babcia i muszę szybko wracać do domu. Nawet się z nim nie pożegnałam i pobiegłam przed siebie. Dochodziła 17. Biegłam jak najszybciej do Kuby. Na podwórku zostałam jego rodziców którzy pozwolili mi wejść, powiedzieli że Kuba jest w swoim pokoju. Biegłam jak opętana po schodach do pokoju, otworzyłam drzwi, a tam… Olka i Kuba obściskujący się a także Lilka z Rafałem. Patrzyłam na nich ze łzami w oczach. Olka zaśmiała mi się prosto w twarz, Kuba spuścił głowę a Lilka z Rafałem patrzyli na mnie dziwnie. Nic nie mówiłam, patrzyłam na nich jak głupia. Łzy w oczach, trzasnęłam drzwiami i wybiegłam z domu. Ciągle w głowie słyszałam śmiech Olki. Zrobiła to celowo, chciała się zabawić. Chciała sprawdzić czy go kocham, sprawiło że to wszystko powróciło. Nie, nie! A przecież zapominałam, teraz to wróciło! Nie mogło! Chodziłam po wsi z łzami na policzkach. Ustałam przed mleczarnią przypominając sobie jak tu po raz pierwszy zobaczyłam Kubę, tego brudnego chłopaka który powiedział że się znamy. Przed oczami miałam mamę, dzieciństwo. Miałam przed oczami jej trumnę jak leży zimna w niej. Tak bardzo chciałam do niej dołączyć. Leżeć zimna w trumnie i patrzeć na to wszystko z góry. Chodziłam po wsi. Ludzie zaczęli iść do mleczarni. Mijałam ich a oni patrzyli na mnie dziwnie. Z daleka zobaczyłam Kubę który znowu próbował mnie zatrzymać i chciał ze mną pogadać, nie wytrzymałam- walnęłam mu z liścia i odeszłam. Po policzkach znowu zaczęły płynąć mi łzy. W oddali zobaczyłam Łukasza, szybko się schowałam i poszłam drugą drogą jak najszybciej do domu. Kiedy byłam w domu dochodziła 21. Zjadłam coś, umyłam się, przebrałam i poszłam jak najszybciej spać. Jutro będzie trzeba isć do szkoły. Będę czuła się tak obco, tak dziwnie… Już wyobrażam sobie miny Olki i tej jej przyjaciół jak wszystkim o tym rozpowie. Po takich przemyśleniach zasnęłam..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przez kolejne dni spotykałam się tylko i wyłącznie z Łukaszem aż w końcu poprosił mnie o chodzenie i byliśmy parą. Nie chcieliśmy rozgłosu więc nie opowiadaliśmy tego wszystkim dookoła, najważniejsze że byliśmy szczęśliwi. Szkoła zbliżała się wielkimi krokami i zanim się obejrzałam następnego dnia czekało mnie rozpoczęcie. Znalazłam jakąś białą bluzkę i czarną spódniczkę. Na drugi dzień wstałam niechętnie. Nie docierało do mnie że muszę już chodzić do szkoły. Ubrałam się i uczesałam. W tej grzywce na środku wyglądałam na dużo młodszą. Wyprostowałam ją trochę i byłam gotowa. Pojechałam z rodzicami Lilki na rozpoczęcie. Szkoła była ogromna ale na szczęście miałam przy sobie Lilkę która już tutaj chodziła. Jakaś grupa ludzi zawołała ją do siebie i poszłyśmy tam. Byłam skrępowana, nie znałam tam nikogo a wszyscy patrzyli się na mnie jak na niewiadomo kogo.
-No to tak, to jest Julka.- powiedziałam Lilka.- A to jest Daria, Marta będziecie chodziły do jednej klasy. To jest Krzysiek, Dawid i Michał a to jest Kamila.- mówiła Lilka pokazując kolejno ludzi którzy patrzyli się na mnie jak na wybryk natury.
Uśmiechnęłam się tylko i jakoś zaczęłam rozmowę. Nie byli tacy źli, byli nawet przyjaźni. Gadaliśmy się i śmialiśmy. Michał nawet się chyba do mnie przystawiał ale nie reagowałam. Nagle podszedł mnie ktoś od tyłu i przytulił do siebie. Wiedziałam że to Łukasz, bo zawsze on tak robił. Odwróciłam się do niego i dałam mu buziaka po czym staliśmy objęci i rozmawialiśmy. Po kilku minutach z daleko widać było Olkę i Kubę z Rafałem. Lilka się ucieszyła i rzuciła mu się w ramiona. Mnie coś ruszyło, to dziwne było zobaczyć Kubę i Olkę a nie widziałam ich już od paru dni i było mi z tym dobrze. Popatrzyłam na nich powiedziałam krótkie „Cześć” i przytuliłam się do Łukasza. Nie zwracałam uwagi na Kuby który cały czas się na mnie patrzył. Później zadzwonił pierwszy dzwonek i wszyscy udali się na salę. Łukasz został przed szkołą. Dyrektor się streszczał i po 30 minutach było już po wszystkim. Kiedy wracałam z Martą i Darią z klasy zaczepił mnie Kuba i odciągnął na bok.
-Pogadajmy… proszę..- powiedział patrząc na mnie.
-Nie.- popatrzyłam bez namysłu, odwróciłam się i udałam się przed szkołę. Łukasz przyjechał samochodem i powiedział że mnie odwiezie do domu. Postaliśmy jeszcze chwilę przed szkołą gadając i później każdy udał się albo do autobusu albo do samochodu. Wsiadłam z Łukaszem do samochodu i zapięłam pasy.
-Co chciał od Ciebie Kuba?- zapytał.
-A sama nie wiem, chciał pogadać powiedziałam że nie chcę i odeszłam.- odparłam.
-Na pewno?- zapytał niedowierzając.
-No na pewno. Toć Cię nie zostawię dla Kuby przestań.- powiedziałam z uśmiechem i pocałowałam go w policzek.
Później ruszyliśmy. Nie mogłam mu powiedzieć że jak zobaczyłam Kubę coś mnie w środku zabolało, byłam pewna że się w nim odkochałam, mam przecież teraz Łukasza. Będę robić wszystko żeby zabić te uczucie do Kuby, mam teraz Łukasza i on mi wystarczy, nie potrzebny mi jakiś chłopczyk który podrywa przyjaciółki, nie pozwolę żeby wszystko mi zepsuł. Kiedy dojechaliśmy do domu dochodziła 11. Umówiłam się z Łukaszem na 14, pożegnałam się i wysiadłam z samochodu udając się do domu. Oczywiście każdy rzucił się na mnie z pytaniami jak tam szkoła, jaki na jutro plan. Jutro kończyłam po 7 lekcjach. A autobus miałam zawsze po 8 więc będę musiała czekać chyba że ktoś będzie po mnie przyjeżdżał. Łukasz podobno szuka sobie pracy i ma coś na oku. Jakieś remonty czy coś w tym stylu. Zjadłam, przebrałam się, pobawiłam się z Tofikiem i Miśką. Teraz bardzo rzadko im poświęcałam czas a sądzę że teraz jak zacznie się szkoła to jeszcze rzadziej. Nie wiem wgl jak będę spotykać się z Łukaszem. Mam nadzieję że sobie poradzę. Kiedy sobie siedziałam zadzwoniła do mnie Tatiana.
-Tak słucham?
-No witaj panienko, jak pierwszy dzień szkoły?
-A no nawet, szkoła jest spora no ale mam nadzieję że jakoś się odnajdę, a co tam u Ciebie Tatiano? Jakieś wieści?
-A u mnie panienko to po staremu. Twój ojciec dalej siedzi w więzieniu nie chce nic powiedzieć ale podobno mają zmienić sposób przesłuchiwania go.- powiedziała Tatiana.
-Aha, czyli nic się nie zmieniło.- powiedziałam.
Gadałam z nią chyba z 20 minut, opowiedziałam jej jak musiałam się zmienić w Julię Wilk. Opowiedziałam jej wszystko, ominęłam wątki miłosne ale tak to wszystko wiedziała. Spojrzałam na zegarek, dochodziła 14. Pożegnałam się z Tatianą i postanowiłam się ubrać, później zrobiłam sobie warkocza na bok i uczesałam grzywkę. Popatrzyłam w lustro i nie mogłam sobie przypomnieć jak kiedyś wygląda Gabriella Alva. To była przeszłość, teraz jestem Julia Wilk. Kiedy tak stałam i rozmyślałam ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć, był to Łukasz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Wstałam o 10. Znowu nie miałam nastroju wychodzić, mogę bez wahania stwierdzić że to przez Kubę. Chodziłam z pokoju do pokoju nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Postanowiłam iść do Luny i Roko. Ubrałam się, umyłam i poszłam. Czesałam je, głaskałam i opowiadałam im wszystko. W oczach miałam łzy, najzwyczajniej w świecie się rozpłakałam. Kiedy wstałam ocierając łzy poczułam że ktoś łapie mnie z tyłu i przytula. Jak się odwróciłam zobaczyłam Łukasza który patrzył na mnie z uśmiechem poczym dał mi buziaka. Uśmiechnęłam się lekko i do niego przytuliłam.
-Rozumiem że nie masz nastroju wychodzić tak?- spojrzał na mnie a potem przytulił.
-Mówił Ci Kuba?- powiedziałam obojętnie.
-Tak mówił mi. Nawet chyba chciał gadać o tym z Olką ale go powstrzymałem.
-Dzięki- powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.- Nie chcę się z nimi spotykać, nie chce go widzieć. Jest zwykłą świnią.- powiedziałam opryskliwie.
-On taki jest…- powiedział.
-Taki czyli jaki?- zapytałam.
Łukasz powiedział że opowie mi wszystko pod jednym warunkiem że pójdę z nim na spacer. Zgodziłam się. Oddaliliśmy się od wsi żebyśmy nie spotkali Kuby i Olki. Spacerowaliśmy po jakiś polach i łąkach.
-To jaki on jest?- zapytałam obejmując Łukasza.
-On zawsze tak ma że się do przyjaciółek przystawia, jeśli oczywiście widzi że ona go lubi bardziej. Z Lilką też tak było, ale się odkochała i zostawił ją w spokoju i została między nimi tylko przyjaźń. Olka nie jest lepsza, też podrywa czasem innych chłopaków a Kuba o tym nic nie wie. Dziwny jest ich ten związek ale nikt się nie miesza. Są razem już parę lat.
-Parę lat?- powiedziałam zdziwiona.- A tak dokładnie to ile?
-Chyba w tym roku idzie 3.- powiedział z zastanowieniem.
-Przecież ja go nie kocham, nie może się odczepić?
-Wcześniej byłaś w nim zauroczona albo coś, on to wyczuł i wykorzystał… po prostu…- powiedział z westchnieniem.
W oczach pojawiły mi się łzy. Myślałam że zaraz się rozpłaczę ale Łukasz przytulił mnie mocno mówiąc tylko „Jula, nie rób tego nie warto…”. Powstrzymałam łzy i przytuliłam się mocno do niego. Staliśmy tak wtuleni jakiś czas. Nienawidziłam Kuby, tak bardzo go nienawidziłam ale jednocześnie kochałam. Choć… zauroczył mnie też Łukasz.. Patrzyłam mu w oczy a on tylko się do mnie uśmiechnął i pocałował mnie w usta. Popatrzyłam na niego z uśmiechem i dalej spacerowaliśmy. Kiedy zaczęliśmy wracać już do wsi, spotkaliśmy Kubę. Odwróciłam wzrok i wtuliłam się w Łukasza. Kuba podszedł do Łukasza i zaczęli gadać. W końcu byli najlepszymi przyjaciółmi. Kuba tylko spoglądał na mnie i obcinał mnie wzrokiem kiedy przytulałam się z Łukaszem.
-A gdzie jest Olka?- zapytał Łukasz.
-Pojechała gdzieś do babci czy coś takiego.- odparł.
Stali i gadali jeszcze przez chwilę kiedy tyknęłam Łukasza i wzrokiem powiedziałam mu że chcę już iść. Zamienili jeszcze parę zdań.
-Dobra my już będziemy iść.- powiedział Łukasz całując mnie w usta.
-Mhm… czyli tak traktujesz przyjaciółki?- rzucił wrednie Kuba.
-Przynajmniej traktuje je lepiej od Ciebie i skąd wiesz że to będzie tylko przyjaźń?- powiedziałam do Kuby ścinając go wzrokiem.
Spojrzał tylko na mnie i nic nie odparł a ja z Łukaszem poszliśmy stamtąd.
-Na poważnie mówiłaś?
-Ale że z czym?- powiedziałam.
-No z tym że to nie będzie tylko przyjaźń…- szepnął.
-No jasne.- powiedziałam z uśmiechem przytulając się do niego.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Spacerowaliśmy tak do wieczora. Wiedzieliśmy praktycznie o sobie wszystko. Chodziliśmy wszędzie. Cały dzień z nim spędziłam i naprawdę mi się to spodobało. Niedługo zacznie się szkoła i będę się z nim rzadziej widywała ale Łukasz nie idzie na studia, sam dokładnie nie wie co będzie robił ale na razie nie będzie studiował. Bardzo fajnie nam się gadało, lepiej niż z Kubą. Przy Łukaszu zapominałam o wszystkim. Wieczorem odprowadził mnie pod dom.
-To co widzimy się jutro tak?- powiedział obejmując mnie.
-No jasne że tak.- powiedziałam z uśmiechem kładąc mu ręce na ramiona.
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę ale nagle zobaczyłam że u Kuby w pokoju rusza się firanka.
-Chyba Kuba nas podgląda…- powiedziałam ze skrzywioną miną i westchnieniem.
-Eee tam, niech podgląda i zazdrości.- powiedział i mnie pocałował.
Pożegnaliśmy się i poszłam do domu. Kiedy weszłam od razu zaczęły się pytania dziadków z kim to stałam przed domem, odpowiedziałam że z Łukaszem. Dziadkowie byli zadowoleni mówili że to dobry chłopak i takie tam Iwona natomiast nie była zadowolona, mówiła że jest 3 lata ode mnie straszy i takie tam. Zupełnie mnie to nie obchodziło. Umyłam się i położyłam spać. Zasnęłam z uśmiechem na twarzy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Staliśmy i gadaliśmy. Znaczy ja praktycznie się nie odzywałam i Kuba był taki jakiś nie w humorze. Chciałam wiedzieć co mu się stało ale postanowiłam to olać. Żartowali i śmiali się na okrągło a ja tylko z lekkim uśmiechem przytakiwałam. Każdy był w objęciach. Poszliśmy w „nasze miejsce”. To tu zerwałam znajomość z Kubą więc wolałam unikać tego miejsca. Kiedy dochodziła 20 powiedziałam że już będę się zmywać. Daliśmy sobie z Łukaszem po buziaku a reszcie powiedziałam „cześć” i ruszyłam w stronę domu. Postanowiłam iść okrężną drogą. Nie chciałam jeszcze wracać. Włóczyłam się po wsi oglądając uroki osiedla. Nagle usłyszałam że ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zobaczyłam Kubę. Zdziwiło mnie to ale postanowiłam dalej iść nie reagować na jego wołanie i przyśpieszyłam kroku.
-Ga.. znaczy Julka poczekaj.- dogonił mnie i chwycił za rękę.
-Czego chcesz?- powiedziałam.
-Chcę pogadać.. nie chcę kończyć tej znajomości.
-Aha, wzruszyła mnie twoja historia. Olka czuję we mnie zagrożenie i zawsze będzie się Ciebie czepiała.- powiedziałam.
-Zagrożenie? Oj nie przesadzaj, pogadam z nią i będzie dobrze.- powiedział z lekkim uśmiechem.
-Nie, nie będzie.
-Ej no..- powiedział łapiąc mnie w pasie i przysuwając. –Zajmę się tym i będzie dobrze.- powiedział z uśmiechem.
Patrzyłam załzawionymi oczami na niego a on coraz bardziej się przysuwał, znowu chciał mnie pocałować.
-No i możesz powiedzieć co ty robisz?- powiedziałam odsuwając się od niego.
-Eee, noo.. jaa..- mówił jąkając się.
-Już chyba wiesz dlaczego nie możemy się kolegować. Chodzisz z nią a przystawiasz się do mnie, obejmujesz mnie i całujesz. To kogo w końcu kochasz?- powiedziałam zła patrząc na niego.
-Kocham ją ale.. no na Tobie też mi zależy na naszej przyjaźni.
-Człowieku jakiej przyjaźni? Czy dla Ciebie przyjaźń wygląda tak że mamy się całować?- wybuchłam. –Odpowiedz sobie na jedno ważne pytanie, kogo ty kochasz?
-No Olkę…- powiedział pewnie.
-No właśnie, a przy mnie nie możesz się opanować.- powiedziałam podnosząc głos.
-Ale Julka no…
-Dobra spierdalaj.- powiedziałam i machnęłam ręką odchodząc od niego.
Po raz pierwszy raz w życiu przeklęłam. Nigdy tego nie robiłam, nawet w myśli. Nigdy. Nie wiem co we mnie wstąpiło ale byłam po prostu wkurzona. Pobiegłam jak najszybciej do domu, było po 22. Weszłam do kuchni, zjadłam coś i poszłam się umyć. Włączyłam laptopa. Patrzę- Miguel do mnie dzwoni. Postanowiłam odebrać, już nic bardziej nie mogło mi zepsuć nastroju.
-Czego chcesz? Krótko i na temat.
-Przepraszam Cię za to co było w Hiszpanii, Dorita to był wielki błąd.
-Aha. Coś jeszcze?- powiedziałam obojętnie.
-Eee nie cieszysz się?
-Nie, jest mi to obojętne uwierz. Myślisz że teraz będę mogła do Ciebie wrócić albo coś?- powiedziałam opryskliwie.
-Ee.. znaczy.. no tak myślałem.
-Haha, śmieszny jesteś. Spadaj.- powiedziałam i się rozłączyłam.
Niektórzy ludzie byli tacy śmieszni. Musiałam skasować fb i inne konta tego typu więc założyłam sobie drugie jakie Julia Wilk. Zaprosiłam tych co mogliby mnie ewentualnie znać i zrobiłam sobie jakąś fotkę i wstawiłam. Kiedy spojrzałam na zegarek było po 23. Położyłam się spać. Nie mogłam zasnąć, myślałam o wszystkim i o niczym. Ostatni raz przed zaśnięciem spojrzałam na zegarek, było po 1 w nocy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Obudziłam się 9.30. Szybko się ogarnęłam i o 10 byłam gotowa. Pojechałam sama z Iwoną która wzięła sobie wolne. Po kilu godzinach łażenia nazywałam się Julia Wilk teraz wszyscy musieli się do tego przyzwyczaić i ja sama też musiałam. Udaliśmy się do ludzi którzy mieli zmienić mnie z wyglądu. To było małżeństwo które prowadziło swoją działalność w domu. Kiedy mnie zobaczyli zaczęli przeglądać jakieś katalogi. Szkła kontaktowe miałam więc nie musiałam ich załatwiać po raz drugi. Kazali mi je założyć. Kiedy spojrzałam w lustro znowu zobaczyłam krystalicznie niebieskie oczy. Stwierdzili że kolor włosów blond odpada i to na 100%. Nie mogłam się także pomalować na rudo więc małżeństwo dumało jak mnie przemalować. Miałam jasne brązowe włosy a niektóre pasma były rude. W końcu odwrócili mnie tyłem do lustra i zaczęli pracę. Kazali mi zamknąć oczy i się odprężyć. Wcierali mi coś we włosy, podcinali je. Strasznie było mi ich szkoda bo miałam długie włosy aż za pas. Po jakimś czasie wszystko było już zrobione. Kiedy odwrócili mnie do lustra zobaczyłam czarnowłosą dziewczynę o krystalicznych niebieskich oczach. Moje włosy były cieniowane i najdłuższe pasma sięgały mi za ramiona. Grzywka zrobiona była na prosto lekko wyprostowana. Twarz była gładka, byłam taka inna. Nie mogłam uwierzyć że to ja. Moje włosy były miękkie i puszyste nie było mowy też o żadnych odrostach. Kobieta podała mi pojemnik z odżywką i mówiła żebym zawsze po umyciu ją sobie wcierała. Dzięki temu włosy nie będą takie zniszczone no bo w końcu są malowane i wiadomo że są one później suche. Dała mi także inny szampon dzięki temu farba nie będzie się tak zmywała. Z Iwoną pojechałam jeszcze na zakupy. Kupiłam sobie parę rzeczy także do szkoły i mogłyśmy już wracać do domu. Kiedy dojechaliśmy było po 15. Dziadek z babcią mnie nie poznali ale od razu mówili jak to mi jest ładnie. Uśmiechnęłam się, zjadłam obiad i poszłam do swojego pokoju. Rozpakowałam kupione ciuchy i położyłam do szafy. Długo jeszcze stałam przed lustrem oglądając inną siebie. Już przed lustrem nie stała Gabriella Alva tylko Julia Wilk. Przyglądałam się sobie jeszcze ale usłyszałam pukanie do drzwi, później usłyszałam głos dziadka że to do mnie. Podeszłam do drzwi i ujrzałam za nimi Łukasza i Lilkę.
-Emm.. Gabi..?- zapytał niepewnie Łukasz spoglądając na mnie.
-Od teraz już nie Gabi, tylko Julia Wilk.- westchnęłam i się uśmiechnęłam.
-Wow… ale, ale dlaczego?- dopytywała się Lilka.
Zaprosiłam ich do środka i siedzieliśmy w swoim pokoju. Opowiedziałam im dlaczego musiałam to zrobić i poprosiłam ich o dyskrecje. Jedynie komu mogli powiedzieć to Rafałowi, Pawłowi, Olce no i… Kubie. Tylko ich stąd znałam. Siedzieliśmy i gadaliśmy, żartując przy tym.
-Słyszałam że.. zakończyłaś znajomość z Kubą…- powiedziała Lilka.
Mi znowu w oczach zakręciły się łzy ale nie dałam po sobie poznać. Lilka patrzyła na mnie z pytającą miną a Łukasz tylko czekał na odpowiedział.
-Tak.. znaczy tak mu powiedziałam. Bo on miał do mnie jakieś wąty a to że się patrzę na niego i Olę jakbym chciała ich zabić a to to a to tamto.- powiedziałam krzywiąc się.
-Olka mu tak powiedziała?- zapytał Łukasz.
-Tak, tak Olka.- przytaknęłam.
-Ooo… Olka wyczuwa zagrożenie.. dlatego tak zrobiła. Za bardzo go omamiła.
-Jakie zagrożenie we mnie?- zapytałam ze zdziwieniem.
-No jasne że w Tobie, a co we mnie? Widać jak się na siebie patrzycie.- powiedziała Lilka.
Trudno było mi ukryć uczucie do Kuby, nigdy nie musiałam ukrywać do kogoś uczucia tym bardziej nie wiedziałam jak to się robi. Łukasz od razu zmienił nastrój. Widać było że go trochę to zabolało a ja nie chciałam nikogo ranić.. Dziwne.. kiedyś nie obchodziło mnie czy kogoś ranię czy nie.. a teraz. Zmieniłam się. Nie tylko z wyglądu ale także z charakteru. Może na lepsze, może na gorsze. Widać jak pieniądze zmieniają człowieka. Od razu zboczyłam z tematu i zaproponowałam wyjście. Lilka wzięła jeszcze Rafała i zaczęliśmy spacerować. Rafał i Lilka nie cackali się tylko przytulali cały czas. Wiedziałam że niedługo będą razem. Cieszyłam się z jej szczęścia. Lilka i Rafał szli kilka kroków przed nami obejmując się a ja na tyłach z Rafałem który teraz już tak się do mnie nie przystawiał. Gadaliśmy ale ta rozmowa była taka drętwa. Widziałam smutek na jego twarzy, ale tak czy siak był słodki. Postanowiłam zapomnieć o Kubie. To nie miałoby sensu.
Kiedy tak szliśmy zapadła grobowa cisza, popatrzyłam na niego i dałam mu całusa w policzek.
-A to za co?- zapytał zdziwiony z lekkim uśmiechem na ustach.
-A to musi być za coś? Nie Może być od tak?- zapytałam uśmiechając się do niego.
-Mi to nie przeszkadza możesz to robić częściej.- powiedział z uśmiechem na twarzy i trochę się zaśmiał.
-Jak ty byś tak robił też bym się nie obraziła.- powiedziałam i nastawiłam policzek.
Przybliżył się i pocałował mnie w kącik ust a następnie mnie objął i tak szliśmy. Później stanęliśmy na takim mostku i gadaliśmy. Rafał obejmował się z Lilką a ja z Łukaszem. Zauważyliśmy z daleka Kubę i Olkę, Rafał o niczym nie wiedział i ich zawołał a oni przyszli objęci, kiedy przyszli przytuliłam się do Łukasza i odwróciłam wzrok.
Wszyscy się przywitali oprócz mnie.
-To może byś nam przedstawił nową koleżankę?- zapytał Kuba patrząc na mnie.
Spojrzałam na niego i popatrzyłam mu prosto w oczy. Oczy były takie same, tylko miały inny kolor ale kiedy spojrzał mi w oczy od razu spoważniał. Łukasz nie mówił kim jestem a Olka dopytywała się.
-To jest Gabi.- powiedział Kuba.
-Skąd wiesz?- spojrzała na niego Olka z dziwnym wzrokiem.
-Em.. no.. bo.. oczy..- powiedział cicho końcówkę zdania spuszczając głowę w dół.
-Nie bełkocz bo nic nie rozumiem.
-No bo Kuba widział mnie wcześniej i tylko tak chciał zażartować no i tyle.- palnęłam patrząc na Kubę.
Olka to kupiła chodź praktycznie wszyscy wiedzieli że to bujda. Powiedziałam im że od teraz jestem Julia Wilk.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wstałam o 9. Postanowiłam się rozpakować. Kiedy to robiłam Miśka z Tofikiem wbiegli do mojego pokoju skacząc obok mnie i łasząc się. Dawno się z nimi nie widziałam i się za nimi stęskniłam. Kiedy się rozpakowałam pobawiłam się z nimi chwile i poszłam coś zjeść. Zrobiłam sobie jakieś kanapki i je zjadłam. Była sobota. Musiałam chodzić tutaj do szkoły. Bardzo byłam ciekawa jak tam będzie. Nie ukrywam że trochę się bałam. Kiedy jadłam usłyszałam pukanie do drzwi. Stał przed nimi Łukasz.
-O Boże ty żyjesz!- krzyknął uradowany.
-Emm.. na to wygląda.- spojrzałam na niego zdziwiona.
-Słyszałem o twojej mamie.. bardzo mi przykro.- powiedział i przytulił mnie do siebie.
W moich oczach znowu zakręciły się łzy ale nie płakałam. Jedyne osoby przy których płakałam to Kuba i Tatiana. Pogadałam chwilę z Łukaszem ale on powiedział że musi już iść i żebym przyszła tam gdzie zawsze o 14.30. Zgodziłam się a następnie z nim pożegnałam i poszłam dokończyć kanapki. Oglądałam telewizję. W końcu postanowiłam się ubrać. Dziś było ciepło więc założyłam krótkie spodenki i czarną bokserkę. Rozpakowałam się i schowałam do szafki szkła kontaktowe, może jeszcze się przydadzą. Patrzyłam w lustro i się zastanawiałam nad wszystkim. Uczesałam włosy w warkocza obok i dałam jeść Miśce i Tofikowi i wyszłam na dwór było po 11. Dziadek włóczył się z chlewa do chlewa a ja poszłam do Luny i Roko. Od razu mnie poznali. Zamknęłam się w chlewie i zaczęłam im wszystko opowiadać a one leżały i słuchały mnie uważnie. Może to głupie bo gadałam do koni ale moim jedynym przyjacielem był Kuba a nie będę mu opowiadać że go kocham czy coś. Nagle wszedł dziadek.
-I jak tam było u koleżanek w Hiszpanii?- zapytał dziadek.
-Byłam u koleżanek w Warszawie dziadku.- powiedziałam i się zaśmiałam.
-My wszystko wiemy, wiemy że pojechałaś do Hiszpanii.- powiedział.
Spuściłam tylko głowę i się nie odzywałam. Moje milczenie było dla dziadka odpowiedzią. Usiadł obok mnie i przytulił.
-Rozumiem Cię kochana, rozumiem. Ale spokojnie babcia nic nie wie, podsłuchałem tylko jak gadałaś z Kubą a potem wziąłem Iwonę w szereg pytań ale i tak upierała się przy waszej wersji.- powiedział z uśmiechem.
-Dobrze że babcia nie wie, pewnie by się martwiła.- powiedziałam spoglądając w dół.
-Babcia by się martwiła, a myślisz że ja się nie martwiłem?- spojrzał na mnie.
-No wiem, wiem że się martwiłeś. Przepraszam.- powiedziałam przytulając się do niego.
Chodziłam z dziadkiem po podwórku i opowiedziałam mu wszystko. Nie powiedziałam mu tych incydentów z Kubą ale mówiłam że byłam u taty znaczy u jakiegoś obcego mężczyzny który na pewno nie był moim tatą. Szybko zleciał czas. Zanim się obejrzałam było po 14. Oznajmiłam dziadkom że idę i wyszłam z domu gdzie miałam się spotkać z Łukaszem. Kiedy tam zaszłam byli tam wszyscy. Od razu rzucił mi się w oczy Kuba z obejmującą się Olką. Zignorowałam to. Lilka podbiegła do mnie ściskając i mówiąc jak to jej przykro. Wszyscy zaczęli mnie pocieszać ale powiedziałam że nie chcę o tym rozmawiać więc szybko zakończyliśmy temat. Paweł trochę posiedział a później poszedł spotkać się ze swoją nową dziewczyną. Rafał z Lilką byli już w wodzie i się chlapali. Nie miałam jakoś ochoty na zabawę. Obok mnie leżał Kuba z Olką którzy cały czas się miziali. Nie patrzyłam na to ale czasem mi się zdarzyło. Obok mnie był Łukasz który cały czas do mnie zarywał. Był naprawdę miły i fajny i może nawet był w moim typie ale cały czas wolałam Kubę. Lilka widziała jak spoglądam na Kubę i Olkę i tylko kręciła głową. Dochodziła 18 i jakoś wszyscy zaczęli się zbierać ale ja powiedziałam że zostaje. Wszyscy poszli, Kuba tylko spojrzał się na mnie dziwnie i poszedł. Leżałam na trawie i patrzyłam w niebo. Po jakiś 10 minutach usłyszałam że ktoś się zbliża kiedy podniosłam głowę ujrzałam Kubę który patrzył na mnie.
-Zostaniesz tak tu sama?- zapytał.
-Na to wygląda.- powiedziałam.
Podszedł i położył się obok mnie, widziałam że chce coś powiedzieć ale jakoś nie może się zebrać więc wstałam i spojrzałam na niego.
-No gadaj co chcesz?- powiedziałam obojętnie.
-No bo… musimy pogadać. Najwyższy czas.- mówił jąkając się.
-Jak to? Nie rozumiem.- powiedziałam zdziwiona.
-Wiem jak się patrzysz na mnie i na Olkę... więc proszę Cię żebyś tak się nie patrzyła to naprawdę nas irytuje…- mówił jąkając się.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
-No jak się niby patrzę?
-Tak jakbyś chciała ją zabić, jakbyś była zazdrosna a mnie to wzrokiem pożerasz.- powiedział niepewnie.
Patrzyłam dalej się na niego jak głupia a on omijał moje spojrzenie. Nie chciał mi spojrzeć w oczy.
-Wiem co było na imprezie, wiem też co było w Hiszpanii że czasem były takie sytuacje..- ciągnął dalej jąkając się.
-Nic już nie mów. Nie chcę słuchać takich głupot. To koniec.- powiedziałam odwracając wzrok, w oczach miałam łzy.
-Jaki koniec?- spytał zdziwiony.
-Naszej znajomości, nie chcę Cię znać jasne?- powiedziałam po czym wstałam z ziemi i pobiegłam przed siebie.
Jeszcze coś tam mówił ale już go nie słyszałam, nie chciałam go słyszeć. Nawet mnie gonił ale ja zgubiłam go w lesie. Usiadłam pod jakimś drzewem i zaczęłam płakać. Wszyscy mnie zostawiają ale mogłam się domyśleć że to tak się skończy. Łzy płynęły mi po policzkach ale szybko je otarłam. Popatrzyłam w niebo i szepnęłam: „mamo… pomóż mi proszę..” po czym skuliłam nogi i schowałam głowę i tak siedziałam.
Siedziałam tam aż zaczęło się ściemniać. Już trochę się ogarnęłam. Postanowiłam iść już do domu. Po drodze spotkałam Kubę, Olkę i Lilkę. Przeszłam obok nich z głowa podniesioną do góry, nie miałam zamiaru się na nich patrzeć. Olka coś szeptała a Łukasz patrzył na mnie ze smutnym wzrokiem ale ja nie zareagowałam. Kiedy przyszłam do domu od razu chciałam iść do swojego pokoju ale babcia mnie zawołała. Powiedziała że w szkole jest już wszystko załatwione, zaufane osoby wiedzą co i jak z moją sytuacją ale muszę zmienić dane dla bezpieczeństwa. Po dłuższych rozmowach doszliśmy do wniosku że będę od dziś nazywać się Julia Wilk. Musiałam się jeszcze zmienić z wyglądu dla bezpieczeństwa ale teraz mieliśmy udać się do profesjonalistów. Podobno „tata” przelał wszystkie pieniądze na dziadków konto. Przypomniałam sobie o mamy koncie. Miałam do niego uprawnienie to były pieniądze na czarno godzinę. Ustaliłam z dziadkami że jutro wszystko pozałatwiamy i że o 10 mam być gotowa. Nadchodziła 22. Umyłam się i przebrałam po czym położyłam się do łóżka. Długo nie mogłam zasnąć wierciłam się chyba do północy ale w końcu zasnęłam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Obudził mnie budzik o 8. Specjalnie sobie rano go nastawiłam. Na szczęście Kubę budzik nie obudził. Poszłam do łazienki i trochę się ogarnęłam a potem ubrałam. Kuba dalej smacznie drzemał. Usiadłam obok niego.
-Kuba, Kuba! Wstawaj!- powiedziałam dotykając go.
-O Boże… czego ty ode mnie chcesz?- powiedział cały zaspany.
-No wstawaj! Chyba nie sądziłeś że nic tu nie zwiedzisz. Jak jesteś w Hiszpanii to przynajmniej to wykorzystaj!- powiedziałam do niego z lekkim uśmiechem.
-Weź ja chcę spać no!- powiedział przewracają cię na drugi bok.
-Wstawaj!- ściągnęłam z niego kołdrę, wzięłam poduszkę i walnęłam go w łeb.
-Jeszcze raz tak zrobisz to do Ciebie wstanę.- powiedział zaspany.
-To dawaj!- zaczęłam go okładać poduszką.
Przekręcił się do mnie bokiem i popatrzył na mnie.
-Zostaw mnie w spokoju rudzielcu.- zaśmiał się.
Po długich namowach w końcu ruszył tyłek z łóżka, ubrał się i po 10 minutach był gotowy. Dochodziła 9. Oznajmiłam Tatianę że idę mu pokazać Hiszpanię. Chodziliśmy w różne zakątki Hiszpanii, oczywiście w te najciekawsze, nie było tu żadnych zabytków ale było dużo pięknych krajobrazów które warto było zobaczyć. Chodziłam z nim nawet po sklepach, był niezbyt zadowolony z tego faktu ale chciałam kupić sobie jakiś sweterek. Kiedy wróciliśmy z zakupów spotkaliśmy na drodze Ninę, Dorite, Tonie i Miguela. Nina nie wiedziała jak się zachować ale ja spojrzałam na nią i już ona wiedziała że ma do mnie nie podchodzić. Miguel ściął mnie tylko wzrokiem i objął Dorite a ta z uśmiechem na twarzy pocałowała go czule w usta. Trochę mnie to ruszyło.. ale nie dałam po sobie poznać.
-Szczęścia.- powiedziałam po angielsku z uśmiechem na twarzy.
Dorita popatrzyła na mnie i dopiero po głosie skojarzyła kim jestem.
-Dzięki. Mam nadzieję że nie jesteś zła.- powiedziała sarkastycznie jak to ona miała w zwyczaju.
-Nie wręcz przeciwnie, a od kiedy to gołąbeczki jesteście razem?- zapytałam.
-A tak odkąd wyjechałaś.- powiedziała Dorita znowu dając mu buziaka.
-Ohh... naprawdę? A jeszcze wczoraj i przed wczoraj przyszedł do mnie, przytulał mnie całował... Prawda kochanie?- zapytałam z uśmiechem na ustach Miguela.
Dorita obcięła go wzrokiem a on był w pułapce. Jąkał się nie wiedział co powiedzieć.
-Nie masz na to dowodów.- wybełkotał.
-Aaa no właśnie. Pewnie łżesz żebraczko.- powiedziała po chamsku Tonia.
-No jak uważacie. Mam nadzieję że jeszcze przyjdziesz Miguel.- uśmiechnęłam się i puściłam mu oczko mijając ich.
Byłam wkurzona. Miałam przed oczami siebie i Dorite jak to my wyzywałyśmy kogoś od żebraków albo biedaków. Miałam przed oczami siebie i Miguela jak byliśmy szczęśliwi i te jego słowa siedziały mi w głowie że jak wrócę to moglibyśmy znowu być razem. Wszyscy łgali. Przyjdzie i dla nich czarna godzina i też będą biedni. Kuba nie odzywał się do mnie, widział jaka jestem wkurzona ale po kilkuminutowej ciszy zapytał o co chodzi.
-Moje przyjaciółki, to były moje przyjaciółki. Byłam taka sama jak one, taka sama..- westchnęłam.
-Tęsknisz…- szepnął.
-Nie, nie tęsknie! Za nimi na pewno nie! Za takimi idiotkami proszę Cię.- powiedziałam chłodno.
-Wiem że tęsknisz… widać. W końcu to były twoje przyjaciółki a jakiś miesiąc temu byłaś jak one, byłaś bogata..- szepnął.
-A teraz co mi pozostało? Nie mam mamy, nie mam taty. Nie mam także przyjaciół!- powiedziałam ze łzami na policzkach.
-Ej, ale masz mnie. Jestem twoim przyjacielem, nie zapominaj o tym.- otarł mi łzy i patrzył mi głęboko w oczy.
Znowu byliśmy niebezpiecznie blisko siebie. Mieliśmy już się pocałować ale się opamiętałam i odsunęłam od niego mówiąc:
-No chodź mam Ci jeszcze coś do pokazania.
Chodziłam z nim po Hiszpanii, wszędzie przed oczami miałam siebie i moich byłych przyjaciół jak chodziliśmy i obczajaliśmy innych ludzi. W końcu zaprowadziłam go tam gdzie najbardziej lubiłam siedzieć. Była to taka rzeczka a nad nim mostek. Tutaj najbardziej lubiłam siedzieć. Właśnie tu zaczęłam chodzić z Miguelem. Lubiłam to miejsce, chyba było jedynym miejscem w tym mieście gdzie można było trochę odpocząć i było w miarę cicho. Siedziałam z Kubą na mostku i rozmawialiśmy. Nie było już niebezpiecznych sytuacji pocałunku, zresztą zawsze kiedy robiła się cisza zaczynałam byle jaki temat i nie patrzyłam mu w oczy. Kiedy zbliżała się 13 ruszyliśmy do domu Tatiany. Kiedy tam byliśmy zjedliśmy coś i się spakowaliśmy. Tatiana zamówiła taksówkę i pojechaliśmy jeszcze na cmentarz. Uklękłam nad grobem i zapaliłam znicz. Jeszcze przyjadę do Hiszpanii i ją odwiedzę. Wiem że zawsze jest przy mnie ale to tu spoczywała i wiedziałam że w najbliższym czasie tu przylecę nie zważając na nic. Musieliśmy już jechać na lotnisko więc wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy. Długo żegnałam się z Tatianą, mówiłam że będziemy zawsze w kontakcie. Była dla mnie jak druga mama, w końcu to ona mnie wychowała. Wsiedliśmy do samolotu a Kuba już chyba nie bał się latać samolotem. Po 19 byliśmy w Warszawie, zamówiliśmy taksówkę i ruszyliśmy do domu. Mój rudy kolor już prawie ledwo się trzymał więc sądziłam że po jednym porządnym myciu będą znów brązowe. Dotarliśmy przed domy.
-Dziękuje Ci za wszystko.- powiedziałam i przytuliłam się do niego.
-Nie ma za co. Tak robią przyjaciele.- uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek.
Uśmiechnęłam się zabrałam walizki i poszłam do domu. Od razu weszłam do łazienki i zaczęłam szorować włosy. Rudy nie do końca zszedł. Zostało kilka pasm rudego ale powiem że to takie pasemka czy coś. Kiedy się odświeżyłam przywitałam się z dziadkami. Zaczęli się dopytywać jak tam u koleżanek odpowiedziałam że dobrze. Zjadłam coś i poszłam do pokoju. Postanowiłam rozpakować się jutro byłam padnięta. Szybko się przebrałam i poszłam spać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Chodziłam tak po znajomych mi ulicach cała zapłakana i blada. Mijałam dużo znajomych nie poznawali mnie. W końcu o to mi chodziło. Wszędzie gdzie szłam widziałam mamę. Tak bardzo jej teraz potrzebowałam. Mało czasu z nią spędzałam bo ona zawsze była zajęta ale naprawdę jej potrzebowałam… Nie wiem kim był tamten mężczyzna w celi, na pewno nie był moim tatą. Ja nie mam taty. Wróciłam Tatiany po 21. Ona kiedy mnie zobaczyła była cała we łzach, od razu rzuciła mi się w ramiona.
-Panienko! Myślałam że już Ci się coś stało.- przytulała mnie.
-Nie Tatiano. Wszystko dobrze, nic mi nie jest- uśmiechnęłam się sztucznie i udałam się na górę.
W pokoju był Kuba.
-Gabi! Nawet nie wiesz jak się… ej.. co jest?- zapytał widząc łzy w oczach.
Nie wytrzymałam, rozpłakałam się. Usiadłam obok niego i zaczęłam mu wszystko opowiadać wycierając łzy rękawem ale i tak na policzkach pojawiały się kolejne łzy. Wysłuchał mnie do końca a potem przytulił. Po 30 minutach zeszliśmy na kolację. Jutro był pogrzeb. Od 8 można było iść do domu pogrzebowego. Chciałam być tam od samego początku. Położyliśmy się spać o 22 żeby być wyspani na drugi dzień.
O 6.30 obudził nas budzik. Ubrałam się w coś stosownego z Kubą i zeszliśmy na śniadanie. Tatiana poszła się wtedy ubrać. Kiedy była już gotowa mogliśmy ruszyć. Byliśmy w domu pogrzebowym 10 minut po ósmej. Kiedy weszłam poczułam chłód, ale poczułam też obecność mojej mamy. Trumna była otwarta. Bałam się do niej zajrzeć ale w końcu przybliżyłam się do trumny i spojrzałam na martwe i blade ciało mamy. Jej czarne włosy opadały jej na ramiona. Na jej twarzy można było dostrzec siniaki i draśnięcia, na szyi obtarcie od sznura a na dłoniach rany. Pogładziłam ją dłonią po policzku. Był lodowaty ale znowu poczułam jej obecność. Łzy płynęły mi po policzku. Przedstawiało mi się przed oczami jak się ze mną żegnała, w głowie słyszałam jej słowa jak zapewniała mnie że wszystko będzie dobrze. Łzy płynęły jedna za druga bez przerwy. Kuba stał obok i mnie przytulił a ja zaczęłam płakać. Usiedliśmy na kanapie i siedzieliśmy tak w ciszy. Schowałam twarz w rękach i płakałam a Kuba mnie przytulał tak samo jak Tatiana. Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam, wiedziałam jedno… zemszczę się. Ten kto ją zamordował zapłaci mi za to. Nie wiem jak, nie wiem kiedy ale kiedyś na pewno. Pozna mój ból. Siedzieliśmy tak w ciszy z półtorej godziny aż przyszedł ksiądz. Zebrało się parę ludzi ale nikt najzwyczajniej mnie nie poznał. Ksiądz powiedział co miał powiedzieć i pojechaliśmy do kościoła a potem na cmentarz. Kiedy zakopywali ją na cmentarzu zaczął padać deszcz. Uklękłam przed jej grobem i zaczęłam płakać w najlepsze. Zakopali ją i wszyscy już poszli. Dlaczego zabrali mi ją? Dlaczego ona?!
-Mamo… proszę Cię.. wróć.. –wybełkotałam patrząc w niebo ze łzami na policzkach.
Kuba podniósł mnie z ziemi i zaprowadził z Tatianą do taksówki. Przytulałam cały czas się do Kuby. Płakałam non stop. Kiedy byliśmy pod domem Tatiany wprowadził mnie do niego i pomógł wejść na górę po czym położył mnie na łóżku.
-Odpocznij…- powiedział głaszcząc mnie po policzku i ocierając mi łzy.
Patrzyłam na niego moimi załzawionymi oczami, Kuba zbliżył się do mnie a ja do niego. Mój rozum mówił nie rób tego a serce mówiło zrób to, wiem że tego chcesz! Kiedy nasze wargi już praktycznie się stykały do pokoju weszła Nina z Miguelem i od razu odsunęliśmy się od siebie. Nawet chyba się nie połapali. Miguel tylko zmierzył Kubę wzrokiem bo on mnie przytulał.
-Ej ty, zostaw ją.- powiedział siadając obok mnie i obejmując.
-O co Ci chodzi? Ja się z nią tylko przyjaźnię.
-Ta, jasne przyjaźnisz. Ona jest moja rozumiesz?
-Niby twoja ale jakoś nie było Cię na pogrzebie jej matki.- powiedział Kuba spoglądając na niego.
Odsunęłam się od Miguela i spojrzałam na niego.
-Właśnie.. nie było Cię na pogrzebie.
-Oj Gabi, będziesz się o to gniewać, przestań no.- powiedział i chciał złapać mnie za rękę ale ja jeszcze bardziej się odsunęłam.
-Wyjdź. Ale już.- powiedziałam oschle.
-Chyba sobie żartujesz.- powiedział Miguel patrząc na mnie jak na idiotkę.
-Nie słyszałeś co ona powiedziała? Masz wyjść. Pokazać Ci drzwi?- powiedział Kuba.
Miguel tylko popatrzył się na nas i wyszedł bez słowa. Nina patrzyła się na tą sytuację ale została z nami. Siedzieliśmy i gadaliśmy. Nie wiem dlaczego ale cały czas byłam w objęciach Kuby. Wiem że nie powinnam ale tak bardzo lubiłam jak był blisko. Tak bardzo go kochałam... Ale musiałam się w końcu ogarnąć. On ma przecież Olkę, nie będę mu mieszać w głowie. Gdy tylko wrócę do Polski już nie będzie tak kolorowo. Długo gadaliśmy aż do 19, później Tatiana zawołała nas na kolację, Nina zjadła z nami. Tatiana oznajmiła że mamy jutro samolot o 16. Przytaknęliśmy i pogadaliśmy we 4. Robiło się późno i Nina już poszła a ja z Kubą poszliśmy na górę już spać. Gadaliśmy jeszcze przed snem ale on szybko zasnął a później ja.
 

 

Kiedy jedliśmy obiad zapadła grobowa cisza. Ale w końcu postanowiłam się odezwać. Zapytałam się czy może mi Tatiana załatwić widzenie z ojcem a ona powiedziała że zrobi to co w jej mocy żeby tak się stało. Po zjedzeniu obiadu poszłam na górę a Kuba poszedł za mną. Otworzyłam szafkę gdzie stał telewizor i go włączyłam. Poszukałam jakiś polskich kanałów żeby Kuba coś rozumiał i nie zagadywał, nie miałam jakoś ochoty z nim rozmawiać. W końcu znalazłam kanały polskie i oglądaliśmy je bez słowa. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi ale nikt się nie ruszył bo Tatiana była na dole. Usłyszałam jak parę osób wchodzi po schodach. W drzwiach zobaczyłam Ninę i Miguela. Zatkało mnie, nie wiedziałam czy się cieszyć czy nie. Nina rzuciła się na mnie i mnie przytulała.
-Wybacz mi Gabi, nie chciałam Cię zostawić uwierz mi. Naprawdę bardzo mi przykro. To przez dziewczyny ale wiem że już źle zrobiłam.- tłumaczyła się Nina.
Ona jako jedyna z nas czterech nie była zarozumiała i opryskliwa dla tych biedniejszych. Zawsze miała dobre serce ale udawała przy nas żebyśmy ją akceptowały. Miguel z Kubą obcinali się tylko wzrokiem jakby jedno chciało pozabijać drugie. Kiedy Nina skończyła się ze mną przytulać podszedł do mnie Miguel całując mnie czule w usta.
-Tęskniłem kochanie.- powiedział z uśmiechem i przytulił się do mnie.
Kuba to tylko obserwował spod byka i nie rozumiał o czym mówiliśmy.
-Ej Kuba umiesz dobrze angielski?- zapytałam.
-Ta, umiem.- powiedział obojętnie.
Zaproponowałam żebyśmy mówili po angielsku każdy będzie siebie rozumiał. Przedstawiłam ich sobie i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Kuba tylko przytakiwał, Nina wlepiała w niego swoje oczy a Miguel siedział obok mnie i obejmował co kilka minut dając całusy.
-To znaczy że zostajesz w Hiszpanii kochanie?- zapytał Miguel.
-Nie.. niestety nie… Choć uwierz chciałabym.- powiedziałam.
Kuba popatrzył się na mnie zabójczym wzrokiem i wyszedł z pokoju.
-A temu co się stało?- zapytała Nina.
-Nie wiem…- westchnęłam.
Po kilku minutach Miguel i Nina poszli już a ja postanowiłam znaleźć Kubę. Siedział na tarasie patrząc przed siebie.
-Możesz powiedzieć o co Ci chodzi?- zapytałam.
-Proszę bardzo, zostań tu. Nikt Ci nie każe wracać do Polski.- powiedział opryskliwie.
-I tylko o to Ci chodzi? Że wolę Hiszpanię od Polski? Dziwisz się mi?- zapytałam patrząc na niego.
-Najpierw mieszkałaś w Polsce, nie chciałaś stamtąd wyjeżdżać, miałaś tam przyjaciół. Miałaś tam mnie i mnie zostawiłaś.- powiedział.
-Byłam dzieckiem, nie miałam żadnego wyboru. Musiałam lecieć do Hiszpanii.
-Ale nie chciałaś wracać później do Polski choć kochałaś nasze osiedle jak nie wiem co.
-O co Ci wgl chodzi co?!- krzyknęłam.- Chodzi o Miguela?- zapytałam.
-Nie.. znaczy no. Znaczy nie.- powiedział zza kłopotaniem.
-Ty masz Olkę, ja mam Miguela. Masz z tym jakiś problem?- odpysknęłam.
-Nie.- powiedział obojętnie i wszedł do domu.
Kompletnie nie wiedziałam o co mu chodzi. Jak on się miział z Olką ja jakoś nic nie mówiłam a ten mi tu jakieś pretensje robi. W oczach zakręciły mi się łzy ale nie dałam po sobie poznać że mnie to boli. Poszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Kuba oglądał telewizję nie odzywając się do mnie. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudził mnie Kuba kiedy strącił jakąś rzecz ze stolika. Przetarłam oczy i spojrzałam na niego. On zbierał rzeczy i ustawiał je na stoliku aż w końcu spojrzał na mnie.
-Przepraszam… nie wiem co mnie napadło..- powiedział ze spuszczoną głową.
-Dobra.. nic się nie stało mnie też trochę poniosło- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
Spojrzałam na zegarek, dochodziła 18. Tatiana weszła do pokoju i oznajmiła że o 19 mam widzenie z tatą. Powiedziałam że pojadę tam sama. Kuba nie chciał się zgodzić ale w końcu pozwolił mi jechać samej. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do więzienia. W więzieniu wiedzieli co i jak. Weszłam tylnimi drzwiami żeby nikt mnie nie zauważył z kapturem na głowie. Musiałam czekać z 10 minut. Serce zaczęło mi szybciej bić. Sama dokładnie nie wiedziałam co powiem ojcu. Oczy miałam zaszklone i w pewnym momencie nawet zaczęłam płakać. Policjanci i policjantki patrzyli tylko na mnie ze współczuciem ale nic nie mówili. W końcu weszłam do celi gdzie czekał na mnie tata. Chciał mnie chyba nawet przytulić ale ja zrobiłam parę kroków do tyłu, tata zrozumiał.
-Jak tam kochanie w Polsce? Dobrze Cię traktują? Co tam wgl u Ciebie.
-Po pierwsze nie mów na mnie kochanie, po drugie nie pytaj jak u mnie bo powinieneś to wiedzieć.- krzyknęłam.- Mama nie żyje a ty się pytasz co u mnie?!- podniosłam głos.
-Proszę Cię uspokój się…
-Czy ty wgl masz jaja?! Gdybyś powiedział kto to ta mafia mama by żyła. Ale nie! Ty zawsze zachowujesz się jak ostatni palant.- krzyknęłam płacząc.
-Myślisz że tylko ty tu cierpisz? Myślisz że mi jest łatwo?- powiedział podnosząc głos.
-Przynajmniej jesteś bezpieczny… mama też miała niby być! Ja nie jestem bezpieczna, radzę sobie sama! Jak zawsze.- powiedziałam i otarłam łzy po czym zdjęłam kaptur.
-Pomalowałaś się na rudo?
-Musiałam, musiałam coś zrobić żeby być na pogrzebie mamy.- otarłam łzy.
-Nie idź na pogrzeb, to bardzo zły pomysł! Oni Cię tam złapią i zabiją.
-Przynajmniej będę z mamą!- rozpłakałam się na nowo.- Nienawidzę Cię, rozumiesz? Nienawidzę! Jak mogłeś nam to zrobić.- usiadłam na krzesełku płacząc.
-Gabi… posłuchaj.. proszę.- wyciągnął rękę żeby mnie dotknąć.
-Nie dotykaj mnie.- powiedziałam.
-Gabi ja wiem że jest Ci ciężko mi też jest, ale proszę Cię nie odwracaj się ode mnie. Tylko ty mi zostałaś nie mam nikogo innego. Kochanie proszę Cię…- powiedział patrząc na mnie a łzy spływały mu po policzkach.
-Dlaczego im nie powiesz kto to jest, dlaczego? Tato ty siedzisz w więzieniu!- powiedziałam.
-Nie mogę powiedzieć… obiecałem im..- wybełkotał.
-Czyli że rodzina może cierpieć i mogą zabijać wszystkich po kolei bo ty jesteś honorowy i nie złamiesz obietnicy?!- podniosłam głos.
-Gabi, proszę Cię uspokój się. Naprawdę kocham Ciebie i twoją matkę ale ja nie mogę nic zrobić. Nie wiem jak mogłem was ochronić ja po prostu nie wiedziałem i dalej nie wiem…- powiedział cicho.
-Ty.. ty.. ty się boisz… Ty się boisz o siebie!- krzyknęłam.
-Co ty gadasz?
-Tak! Tak ty się boisz, bo przecież jak im powiesz to Cię wypuszczą a oni mogą Cię zabić a dopóki siedzisz w więzieniu nic Ci nie zrobią.- krzyknęłam.
-Gabi.. co ty wymyślasz..- zakłopotał się.
-Ty świnio! Jak możesz to robić! Nienawidzę Cię! Nie jestem Twoją córką, nie przyznaję się do Ciebie.- krzyczałam płacząc.
Tata chciał coś chyba jeszcze powiedzieć ale wybiegłam z celi biegnąc do wyjścia cała zapłakana. Nie wiem kto to tam był, nie wiem. Na pewno nie był moim ojcem. Wybiegłam z więzienia cała zapłakana. Nie chciałam wracać na razie do Tatiany. Postanowiłam włóczyć się po Hiszpanii.

__________
przepraszam was za tak długą nieobecność, trochę miałam problemów no i laptopa nie miałam przez kilka dni -.-'
 

 
Wstałam o 6 rano. Upewniłam się że wszystko mam. Sprawdzałam kilka razy czy wszystko wzięłam. Przebrałam się, założyłam szkła kontaktowe i uczesałam włosy w koka a na to założyłam czapkę. O 8 był już u mnie Kuba. Nikogo w domu nie było bo dziadkowie oporządzali, żegnałam się z nimi wczoraj wieczorem.
-Co powiedziałeś rodzicom?
-Powiedziałem im prawdę.- odpowiedział.
-Chyba żartujesz?!- krzyknęłam.
-Nie, nie żartuje. Powiedziałem że lecę do Hiszpanii i tyle. Mam w końcu 18 lat.- odpowiedział uspakajając mnie.
-Myślałam że powiedziałeś im całą prawdę. Który dziś?
-22 sierpnia.
Siedzieliśmy i gadaliśmy w końcu wzięliśmy swoje walizki i poszliśmy na przystanek. Zdjęłam czapkę i rozpuściłam włosy. Weszliśmy do autobusu i zajęliśmy miejsca.
-Wow.. masz takie.. ogniste włosy.. – mówił Kuba zaskoczony.
-Wiem że mi nie pasują ale musiałam to zrobić.- westchnęłam, mam nadzieję że się zmyje.
-Wcale nie, ładnie Ci tak.- powiedział uśmiechając się.
Po jakimś czasie dotarliśmy na lotnisko. Zrobiłam tak jak kazała Tatiana i przed moimi oczami ukazały się dwa bilety do Hiszpanii. Załadowali nasze walizki do samolotu i my wsiedliśmy do niego. Usiadłam od okna a obok mnie usiadł Kuba. Wiercił się i był taki jakiś zdenerwowany.
-Ej Kuba, co jest? – zapytałam.
-Bo wiesz, bo ja ten, no ten no wiesz…. –jąkał się.
-No tylko nie mów mi teraz że boisz się latać.
-Znaczy… trochę..- powiedział z głupawym uśmiechem.
-To jak się boisz to po co lecisz ze mną?
-Miałbym Cię zostawić?- powiedział spoglądając na mnie.
-Dzięki..- powiedziałam a potem pocałowałam go w policzek i się uśmiechnęłam.
Uśmiechnęliśmy się do siebie i za parę minut wylecieliśmy. Siedziałam patrząc przez okno i myśląc. Wiedziałam jedno- musiałam porozmawiać z tatą i chciałam zrobić to jak najszybciej. Kuba po jakiś 20 minutach zasnął i położył głowę na moim ramieniu. Spoglądałam na niego z uśmiechem, ale wiedziałam że między nami może być tylko przyjaźń. Olka by mnie chyba zabiła na miejscu jakby się dowiedziała a wiem że on ją bardzo kochał i nie mogłam mu tego zepsuć więc postanowiłam że uczucia nie mogą mną zawładnąć choćby nie wiem co. Po kilku godzinach dotarliśmy do Hiszpanii, obudziłam Kubę i wysiedliśmy z samolotu. W Hiszpanii nie było już tak ciepło. Zabraliśmy swoje walizki i udaliśmy się do poczekalni gdzie miała czekać na nas Tatiana. Z daleka zobaczyłam jej kręcone krótkie włosy.
-Tatiana! –krzyknęłam.
Odwróciła się i uśmiechnęła na mój widok biegnąc do mnie.
-Ooo panienko jak dobrze widzieć Cię całą i zdrową.- powiedziała przytulając się do mnie.
-Ciebie Tatiano też dobrze widzieć.- powiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
Tatiana poprowadziła nas do taksówki i wsiadła z nami. Rozmawiałam z Tatianą a Kuba tylko patrzył się na nas ze zdziwieniem nie wiedząc o czym gadamy. Po kilkuminutowej rozmowie z Tatianą zagadałam Kubę, nie chciałam żeby czuł się osamotniony, jeszcze jego w to wszystko wciągnęłam. Dojechaliśmy do domu Tatiany, mieliśmy jeden pokój z dwoma łóżkami. Wstawiliśmy tam walizki i Tatiana oznajmiła że idzie robić obiad i mamy czuć się jak u siebie w domu po czym zamknęła drzwi i zeszła na dół.
-Kto to wgl jest?- zapytał ze zdziwieniem Kuba.
-To jest moja niańka. Znaczy była moją niańką.- powiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy i położyłam się na łóżko.
-Jesteś w domu… -szepnął Kuba.
-Tak.. bez wahania mogę powiedzieć że Hiszpania to mój dom.
-Twoi przyjaciele wiedzą że tu jesteś?- zapytał.
-Sama wiesz że pokłóciłam się z dziewczynami…- westchnęłam.
-Ale myślałem że może z nimi to obgadasz w rl.
-Ale.. Miguel..- powiedziałam cicho podnosząc się z łóżka.
-Jaki Miguel?- zapytał Kuba.
-Taki mój przyjaciel.. znaczy byłam z nim ale nasz związek się rozpadł bo wyjechałam do Polski.
-Aaa…- powiedział z westchnieniem Kuba.
-No co?- powiedziałam zdziwiona.
-Nic, nic. Czy ja coś mówię? –odpowiedział.
-A co powiedziałeś Olce?- zapytałam przeglądając swoje ubrania.
-Powiedziałem że musze na parę dni wyjechać. Spotkałem się z nią wczoraj i pożegnałem. Trochę długo się zeszło tak jak zawsze ja i moje pożegnania potem poszliśmy do mnie…- mówił z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Po prostu zapytałam co jej powiedziałeś a nie co z nią robiłeś i jak długo się żegnałeś.- powiedziałam wrednie.
-Teraz to ja Ciebie nie rozumiem.- powiedział Kuba patrząc na mnie.
-Nie musisz mnie rozumieć, nie wymagam tego.- powiedziałam oschle.
Zapewne byśmy się pokłócili ale Tatiana zawołała nas na obiad więc bez słowa zeszliśmy na dół i zjedliśmy.
 

 
Nie odzywaliśmy się z Kubą chyba z pół godziny.
-Wiem jak się czujesz…- wybełkotał po długiej ciszy.
-Skąd możesz to wiedzieć?- powiedziałam obojętnie.
-Bo ja… ja.. ja jestem adoptowany..- powiedział przełykając ślinę.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Nikt o tym nie wie.. oprócz mojej rodziny i oprócz Ciebie.- powiedział patrząc na mnie.
-Czy wiesz co z twoimi rodzicami?- zapytałam cicho.
-Tak.. wiem.. Matka ćpa a ojciec się zapił. Widziałem się z nimi jakieś 5 miesięcy temu, matka powiedziała że byłem ich błędem i to był wypadek że oddała mnie do adopcji bo mnie nie chciała…- mówił cicho patrząc w podłogę.
Zeszłam z łóżka, podbiegłam do niego i go mocno przytuliłam a po policzkach płynęły łzy.
-Nie wiedziałam.. naprawdę mi przykro.- powiedziałam cicho.
-Tylko.. niech to zostanie między nami..
-Jasne, nie ma sprawy.- powiedziałam przytulając się do niego.
Siedziałam mu na kolanach i go przytulałam a on mnie. Siedzieliśmy tak długo w ciszy. Jedno i drugie nie wiedziało co powiedzieć. Wiem że go to bolało, wiem to... Tak mi go było szkoda.
-Może wyjdziemy na podwórko..?- zaproponował.
Kiwnęłam tylko głową na tak, wzięłam bokserkę i wyszliśmy na podwórko. Wiał zimny wiatr. Poszliśmy za chlewy i spacerowaliśmy po polu. Mało rozmawialiśmy ale nie musieliśmy rozmawiać. Chodziliśmy a on mnie przytulał. Cały czas myślałam o mamie. Wiem że patrzyła na mnie z góry, wiem to. Dlaczego tata nie mógł zginąć? To wszystko przez niego, to jego wina! Nienawidziłam go. Chciałam jechać do Hiszpanii, musiałam tam jechać w końcu to moja mama.
-Muszę tam pojechać.. muszę..- mówiłam ze łzami w oczach.
-Jesteś strasznie uparta…- westchnął.
-Ale Kuba… to jest moja mama..- powiedziałam a po policzkach płynęły mi łzy.
-No dobrze… ale pod jednym warunkiem.- powiedział ocierając mi łzy.- Jadę z Tobą.
-Co?! Nie, ja jadę sama.
-To nie było pytanie, jedziemy razem jasne?- powiedział patrząc na mnie.
-No dobra…- szepnęłam i przytuliłam się do niego.
Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer Tatiany.
-Hej Tatiano, mam wielką prośbę.- powiedziałam a Kuba patrzył się na mnie dziwnie, nic nie mógł zrozumieć w końcu nie znał Hiszpańskiego.
-Witaj panienko, no mów co to za prośba.
-Załatw mi dwa bilety do Hiszpanii na jutro.
-Panienka chce wracać? O nie, to nie jest dobry pomysł.
-Chcę być na pogrzebie mojej matki.
-To panienka wie.. no dobrze. Ale panienka nie może o tak po prostu sobie przyjechać.
-Nie rozumiem.
-Oni tylko na to czekają, mają panienki zdjęcia na lotnisku, musi się panienka zmienić.
-Dobrze Tatiano rozumiem.
-Proszę wymyślić też sobie nowe dane, najlepiej Hiszpańskie.
-No dobrze.. poczekaj Tatiano muszę coś wymyślić.
-Dobrze panienko.
-Hmm… może.. Camila.. eee..- nie wiedziałam jakie hiszpańskie nazwisko wymyślić.
-Orta?
-No dobrze, Camila Orta.
-Kiedy będziecie na lotnisku proszę podejść do numeru 8 i powiedzieć swoje drugie dane, będzie panienka miała bilety. Jutro o 11 jest samolot. Będę na was czekać na miejscu.
-Dziękuje Tatiano, do zobaczenia.- powiedziałam i się rozłączyłam.
-I co, i co?!- dopytywał się Kuba.
-Muszę się trochę zmienić.. z wyglądu no wiesz.- powiedziałam.
-Tak, tak rozumiem. A co powiesz dziadkom i Iwonie?
-Iwona się dowie a dziadkom… powiem że jadę do koleżanek do Warszawy..- powiedziałam zamyślona. -Jutro o 11 jest samolot.
-Pojedziemy autobusem który jedzie do Warszawy. Tu na przystanku jest chyba o 8.45.
-Dobra.. to się jeszcze zgadamy.. dzięki.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
-Naprawdę nie ma za co.- uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
Kuba poszedł do swojego domu a ja do swojego. Oznajmiłam dziadkom że jadę do koleżanek do Warszawy- kupili to. Spakowałam parę rzeczy i zadzwoniłam do Iwony. Opowiedziałam jej wszystko. Nie popierała mojej decyzji i chciała o wszystkim dziadkom powiedzieć ale po moich błaganiach w końcu powiedziała że będzie trzymać język za zębami. Kiedy przyjechała przywiozła ze sobą szamponetkę i szkła kontaktowe. Umalowała mi włosy na rudo i założyłam szkła kontaktowe koloru niebieskiego. Wyglądałam jak nie ja ale przecież o to chodziło. Dziadkowie nie mogli się o niczym dowiedzieć. Szybko nadszedł wieczór więc położyłam się spać z chustką na głowie żeby nie zauważyli mojego rudego koloru włosów.
 

 
Nie, nie. Nie zapomniałam o was.
Brat zabrał laptopa i nie ma opowiadania! Wszystko na laptopie.
Ale w piatek przyjeżdża następnym razem wszystko zgram i przerzucę na kompa. Obiecuję.
 

 
Kolejne 5 dni spędziłam u Luny i Roko. Nigdzie nie wychodziłam, nie odbierałam telefonów, a kiedy ktoś po mnie zachodził kazałam mówić że mnie nie ma. Luna szybko mnie zaakceptowała ale Roko był bardziej nie ufny ale też się do mnie przyzwyczaił. Iwona kupiła mi lejce i mogłam bez problemu jeździć. Nie potrzebowałam siodła. Jeździłam najczęściej na Lunie za chlewami na polu. Dziadek odgrodził mi kawałek pola gdzie mogłam jeździć bez opamiętania. Luna była idealną partnerką. Myłam konie, czesałam je. Nawet czasem z nimi rozmawiałam a one na mnie spoglądały i tak jakby mnie rozumiały. Od rana do wieczora byłam tylko z nimi.
Dni tak mijały, nie spotykałam się z przyjaciółmi tylko z końmi. To też są moi przyjaciele. Pewnego dnia babcia z dziadkiem kazali mi zostać w domu ponieważ mieli jakąś sprawę na mieście a Iwona była w pracy. Nie poszłam tamtego dnia do koni. Siedziałam oglądając telewizje. Nie było nic ciekawego więc pstrykałam po kanałach. Na jednym z kanałów usłyszałam „ wiadomość z ostatniej chwili nie żyje…”. Nie wiedziałam kto więc byłam tego ciekawa więc odszukałam ten kanał i oglądałam wiadomości.
„(…) najpierw została porwana a dziś policja znalazła jej ciało nad rzeką, dalej robiona jest sekcja zwłok a pogrzeb żony bankruta firmy „De lux” odbędzie się za 3 dni, wszyscy się zastanawiają czy córka państwa Alva pojawi się na pogrzebie.”
Oglądałam to z wytrzeszczonymi oczami które były zalane łzami. Upadłam na podłogę płacząc głośno i waląc pięściami w podłogę.
-Nie, nie, nie!! To nie może być prawda! Moja mama na pewno żyje!- krzyczałam najgłośniej łkając i waląc pięściami w podłogę.
-Boże.. dlaczego mi to zrobiłeś?!- krzyczałam.
Nagle do pokoju wleciał Kuba jak opętany. Leżałam na podłodze cała zapłakana. Spojrzał na telewizor i już wiedział o co chodzi.
-Gabi.. spokojnie.
-Nie! Jak to spokojnie!- krzyczałam płacząc.
Podbiegł do mnie i usiadł obok mnie, podniósł mnie z podłogi i przytulił mocno głaszcząc po głowie. Zaciskałam pięści i płakałam. To nie mogła być prawda. Dlaczego ona?! W co tata nas wpakował?! Mieli ją chronić 24 na dobę! Dlaczego tego nie zrobili?! Dlaczego zabili ją a nie tatę?! To tata jest wszystkiemu winny niech jego zabiją! Kuba cały czas przytulał mnie i uspokajał. Nie wiedział co powiedzieć. Sam miał łzy w oczach ale nie dał po sobie poznać. Parę łez popłynęło po jego policzku ale szybko je otarł. Siedzieliśmy na podłodze a ja przytulona do niego płakałam.
-Ja muszę… muszę tam pojechać.. do Hiszpanii, muszę…- mówiłam łkając i ocierałam łzy rękawem.
-Oszalałaś?!- krzyknął Kuba.- Nie pozwolę Ci rozumiesz?- popatrzył w moje zapłakane oczy.
-Ale.. ale.. ale to moja mama. Ja muszę tam być, muszę!- krzyczałam cała zapłakana.
-Oni tylko na to liczą, liczą na to że ty tam będziesz żeby Cię złapać rozumiesz?- przytulał mnie mocno Kuba.
-Oni dostaną to czego chcą. Mam nie być na pogrzebie własnej matki?! Ja muszę tam być.- przytulałam się do niego i płakałam.
-Jeszcze o tym pomyślimy, ale teraz musisz odpocząć.- powiedział całując mnie w czoło.
Wziął mnie na ręce, zaniósł do mojego pokoju i położył na łóżko. Położył się obok mnie, przytulał mnie i uspokajał. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam ze łzami na policzkach.
Kiedy się obudziłam była 14. Byłam obtulona kołdrą a Kuba siedział na krzesełku i obserwował mnie.
-Wrócili już?- powiedziałam cicho.
-Tak, wrócili.. Jesteś głodna?- zapytał patrząc na mnie.
-Nie..- powiedziałam cicho a po policzku znowu płynęły mi łzy.
Nagle usłyszeliśmy wibracje telefonu. To Kubie dzwonił telefon. On nawet po niego nie sięgnął.
-Kto dzwoni?
-Pewnie Olka, nie chce mi się odbierać.
-Odbierz… proszę.- popatrzyłam na niego ze łzami w oczach.
Kiwnął tylko głową, wziął telefon i wyszedł na podwórko. Nie chciałam żeby przeze mnie jego związek się rozpadł. Nie byłam tego warta. Obserwowałam przez okno jak gada przez telefon. Widziałam na jego twarzy zdenerwowanie. Kiedy wrócił zapytałam:
-Co mówiła?
- Ma jakieś głupie pretensje, ale to nie jest ważne. Zaraz przyniosę Ci coś do jedzenia.- uśmiechnął się do mnie i wyłączył telefon.
Po chwili przyniósł mi kanapki z dżemem i szklankę mleka. Zjadłam to z niechęcią a Kuba cały czas mnie obserwował. Kiedy zjadłam odstawiłam talerzyk na szafkę, podkuliłam nogi i patrzyłam przez okno. Między mną a Kubą zapadła grobowa cisza…
 

 
Obudziłam się po 15. Nie byłam wyspana, przetarłam oczy i postanowiłam się przebrać. Weszłam do kuchni w celu zjedzenia czegoś. Iwony nie było, dziadek drzemał a babcia robiła obiad.
-I jak tam kochana na imprezie?
-Aaa, no dobrze, dobrze.- powiedziałam z uśmiechem sięgając do lodówki.
-Zaraz będzie obiad.
-Nie mam ochoty na nic ciepłego.- odpowiedziałam i rozległo się pukanie do drzwi.
Powolnym krokiem dotarłam do drzwi i je otworzyłam. Stał przed nimi Łukasz.
-Nie obudziłem?
-Nie no co ty.- powiedziałam trochę zaspana.
-Wyjdziesz?
-Jasne tylko się trochę ogarnę. Proszę wejdź.- powiedziałam otwierając drzwi na oścież.
Łukasz wszedł do kuchni zagadując babcie. Babcia bardzo lubiła Łukasza i Kubę. W końcu jak byłam mała przyjaźniłam się z nimi więc znała ich od dziecka. Udałam się do pokoju szukając czegoś stosownego. Ubrałam czarne rurki, zieloną bluzkę na ramiączka a na to szaro-niebieską bokserkę. Uczesałam włosy w byle jakiego koka i byłam gotowa. Poszłam do kuchni i zjadłam a potem wyszłam z Łukaszem, dochodziła 16. Chodziliśmy z Łukaszem po osiedlu a potem postanowiliśmy zajść po Kubę.
-Siemka, wyjdziesz?- powiedział Łukasz kiedy Kuba otworzył mu drzwi.
-Siedzę z Pawłem i Olką. Nie mogłem się do Ciebie dodzwonić.- powiedział Kuba nie zwracając na mnie uwagi.
-Telefon rozładowany.
-Aaa, no to wchodźcie, zapraszam.- rzekł Kuba otwierając nam drzwi.
Paweł siedział na fotelu, Kuba na drugim a na jego kolanach siedziała Olka. Miziali się praktycznie cały czas, nie mogłam na to patrzeć. Byłam skrępowana. Łukasz siedział obok mnie spoglądając od czasu do czasu a ja uśmiechałam się do niego. Postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Paweł był skupiony na filmie, Olka z Kubą miziali się i śmiali a ja siedziałam z podkulonymi nogami wpatrując się w telewizor. Łukasz próbował się jakoś zbliżyć ale ja tego nie chciałam więc udawałam że tego nie widzę. Nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.
Kiedy się obudziłam na zegarku zobaczyłam 19.30 ale nikogo dookoła nie było. Ani Łukasza, ani Kuby ani Olki i Pawła. Rozglądałam się po pokoju przecierając oczy.
-Wyspałaś się?- usłyszałam głos zza siebie.
-Tak, znaczy.. no chyba.- powiedziałam jąkając się.
-Coś nie tak?- zapytał Kuba siadając obok mnie.
-Tak.. znaczy nie. Wszystko jest dobrze, bardzo.- powiedziałam zmieszana uśmiechając się niepewnie.
-Chodzi Ci o to co było na imprezie?
-Ale że co na niej było?- mówiłam udając głupią.
-No te objęcia.. pocałunki.. trochę pamiętam.. Przepraszam Cię za to, nie chciałem bo ja…- mówił skrępowany.
-Tak, tak wiem. Byłeś zupełnie pijany, nie wiedziałeś co robisz. Masz dziewczynę i nie martw się to pozostanie między nami.- powiedziałam twardo przerywając mu a oczy delikatnie mi się zaszkliły.
-Gabi, ty masz łzy w oczach..?
-Wydaję Ci się, po prostu jestem niewyspana. Przepraszam ale powinnam już iść do domu.- powiedziałam wstając i wychodząc.
Chyba coś jeszcze tam bełkotał ale go już nie słyszałam i nie chciałam. Wróciłam do domu. Zjadłam kolację, pogadałam trochę z dziadkiem i Iwoną i oświadczyłam że idę spać bo byłam strasznie padnięta. Przebrałam się w piżamy. Miśka leżała już na łóżku a kiedy mnie zobaczyła machała wesoło ogonkiem. Pogłaskałam ją tylko i położyłam się do łóżka. Leżałam tak z 10 minut aż w końcu zasnęłam.
Obudziłam się o 9 i byłam już zupełnie wyspana. Dom był pusty tak jak zawsze rano. Dzwonił do mnie parę razy Kuba ale nie zamierzałam odbierać. Nie wiem czego chciał ale nie miałam ochoty z nim gadać. Przebrałam się i pobawiłam z Tofikiem i Miśką. Te pieski były takie pocieszne a ostatnio nie zwracałam na nie uwagi. Poszłam też do chlewów zobaczyć jak się mają króliczki no i oczywiście Wąsik. Rzuciłam im trochę marchewki i przez jakieś 10 minut trzymałam na kolanach Wąsika który patrzył się na mnie wcinając marchewkę.
-O tu jesteś! Szukałem Cię chyba już wszędzie.- powiedział dziadek z uśmiechem.
-A tak przyszłam odwiedzić Wąsika.- powiedziałam odkładając go do skrzynki.
-Nie tylko króliki tu mamy.- powiedział dziadek i kazał iść za sobą.
Oprowadził mnie po całej gospodarce, było wszystkiego po trochu. Na końcu pokazał mi konie, aż zapiszczałam.
-Co się stało?
-W Hiszpanii jeździłam na koniach, miałam nawet pojechać na zawody amatorskie w jeździectwie ale niestety nie mogłam.- powiedziałam głaskając konia.
-To jest Luna, a to Roko.- powiedział dziadek wskazując na konie.
-Mogę się przejechać?
-Nie mamy siodła, przykro mi.- powiedział dziadek skrępowany.
-Nic nie szkodzi.- uśmiechnęłam się i zbliżyłam się delikatnie do Luny.- Niech dziadek się nie martwi wiem jak postępować z końmi.- powiedziałam głaskając ją.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kuba stał przy drzwiach i witał gości. Kiedy zobaczył mnie że przyszłam podbiegł do mnie.
-Gabi! Jesteś!- krzyknął z uśmiechem na twarzy.
-Tak, tak jestem.- uśmiechnęłam się do niego krzywo.
Miałam mu trochę za złe że pogodził się z Olką, podobno pogodzili się kilka godzin po tej „bójce”. Ona go traktowała jak chciała, tańczył jak ona mu zagra. Po kilku sekundach zobaczyłam Olkę w drzwiach która z uśmiechem podeszła do nas i mówiła jak gdyby nigdy nic.
-Ooo, Gabi.. ładna sukienka.- powiedziała Olka patrząc na mnie.
-Szkoda że nie mogę powiedzieć tego samego o twojej.- uśmiechnęłam się do niej wrednie.
-Nie zaczynaj… znowu chcesz tego co było parę dni temu?
-No właśnie, znowu tego chcesz? Jeśli nie to się do mnie nie odzywaj.- powiedziałam.
Weszłam z Lilką i chłopakami do domu Kuby i przeszliśmy na taras. Było tam dużo ludzi, wszyscy tańczyli i dobrze się bawili. Usiadłam na sofie która stała na tarasie. Obok mnie usiadała Lilka ale zaraz Rafał porwał ją do tańca.
-Chcesz czegoś do picia?- zapytał Łukasz.
-Jasne.- odpowiedziałam.
-Coś mocniejszego czy nie?
-Nie, nic alkoholowego poproszę.- spojrzałam i się uśmiechnęłam.
Zanim się obejrzałam Łukasz znikł już w tłumie, dosiadł się Kuba.
-Jesteś zła?- zapytał spoglądając na mnie.
-Nie, nie jestem.
-Wiem że jesteś ale nie wiem dlaczego.- położył swoją rękę na moją.
-Masz dziewczynę.- odsunęłam się od niego po czym wstałam szukając Łukasza wzrokiem. Był przy barku.
-O jesteś! Proszę to dla Ciebie.- podał mi szklankę z napojem.
-Dzięki.- pocałowałam go w policzek i się uśmiechnęłam.
Spędziłam praktycznie całą imprezę z Łukaszem, Rafałem i Lilką. Olka nie podchodziła do nas z Kubą i dobrze. Paweł czasem tam do nas zagadywał ale był zajęty swoją jakąś nową panną. Bawiliśmy się świetnie, tańczyliśmy, gadaliśmy, śmialiśmy się. Oni pili alkohol, palili ale ja nie miałam na to ochoty. Byli pełnoletni mogli robić co chcą. Kiedy Lilka z Rafałem byli już tak mocniej podcięci nawet się całowali więc zostawiliśmy ich samych z Łukaszem. Odeszliśmy trochę od bawiących się i rozmawialiśmy spokojnie. Łukaszowi plątały się słowa i podśmiewałam się trochę z niego. Nie robił odważnych kroków i bardzo się z tego cieszyłam. Czasem tylko podszedł bliżej i mnie objął a Kuba ścinał nas wzrokiem. Czas szybko leciał, zapomniałam o wszystkim, rozluźniłam się po raz pierwszy od paru dni. Było po północy ale impreza się dopiero rozkręcała. Wszyscy bardzo dobrze się bawili, butelki z alkoholem szybko stawały się puste ale zaraz dawano następne. Chyba byłam jedyną niepijącą. Kiedy dochodziła 3 niektórzy już wymiękli. Lilka z Rafałem spali już u Kuby na kanapie a Olka na podłodze. Niektórzy się porozchodzili a inni dalej bawili. Łukasz twardo się trzymał ale o 4 wymiękł i zasnął na tarasie. Wszyscy których znałam albo poszli albo już spali, więc zostałam sama ale jakoś nie chciałam iść do domu. Stałam trochę w oddali opierając się o barierkę kiedy podszedł do mnie schlany Kuba. Przewróciłam tylko oczami i miałam już iść kiedy złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Puść mnie.- powiedziałam.
-Powiedz mi tylko dlaczego jesteś zła a będziesz wolna.- mówił niewyraźnie chwiejąc się.
-Po prostu jestem zła, jasne? Tak bez powodu. Puść mnie.- powiedziałam wykręcając się.
-Nie ma mowy.- powiedział po czym mnie pocałował.
-Masz dziewczynę.- powiedziałam trochę zaskoczona.
-Pieprzyć to.- powiedział po czym znowu mnie pocałował.
Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie… podobało. Nie wiem jak to nazwać. To było takie dziwne. Wiedziałam że nikt nie może się o tym dowiedzieć no bo przecież Kuba miałby przerąbane u Olki, tak samo jak ja. Oni by się na pewno pogodzili ale ja jak pójdę do nowej szkoły bym nie miała tam życia. Wiem że Olka jest wpływowa. Najpierw próbowałam się bronić przed pocałunkami i objęciem Kuby ale potem uległam. Rozum mówił żebym przestała ale serce mówiło coś innego, biło szybciej. To chyba oznaczało jedno- zakochałam się. Siedziałam z Kubą na sofie ale on w końcu zasnął z głową na moich kolanach. Zanim się obejrzałam, też zasnęłam.
Około godziny 11 obudziła mnie Olka patrząca na nas spod byka. Przetarłam oczy i zobaczyłam że Kuba dalej śpi na moich kolanach w najlepsze.
-Ej Kuba, Kuba. Wstawaj.- zaczęłam go lekko trącać i się ruszył.
-Ta, zaraz, zaraz.- wymamrotał przytulając się do mojego brzucha.
-Wstawaj ale już do cholery!- krzyknęła Olka mu nad uchem.
Lilka się wystraszyła a co dopiero Kuba który spadł z sofy.
-Co jest?- powiedział Kuba wstając z podłogi.
-Wygodnie Ci było na kolanach Gabi?- powiedziała opryskliwie.
-Oj Olka, przestań. Na pewno nie zaszło nic między nimi.- powiedziała Lilka spoglądając na mnie.
-Lilka ma rację, niby coś między mną a Kubą?- powiedziałam i parsknęłam śmiechem.
Kupili to. Bo niby dlaczego mieliby nie kupić? Kuba poszedł spać a my wróciliśmy do domów. Weszłam do domu i od razu skierowałam się w stronę łóżka i padłam na nie zasypiając natychmiast.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przez najbliższe parę dni nie wychodziłam wgl z domu. Dzwoniła do mnie Lilka, Kuba i Łukasz. Nie odbierałam, nie miałam ochoty z nikim gadać. Od mamy żadnego telefonu, nikt nie wiedział co się z nią dzieje. W końcu przyszedł piątek. Dzień osiemnastki Kuby. Nie zamierzałam tam iść. Wstałam ok. 11, zjadłam śniadanie. Iwona w pracy, dziadek na podwórku a babcia poszła się zdrzemnąć. Kuba dzwonił do mnie z samego rano ale na szczęście mnie nie obudził. Ubrałam się i poszłam do swojego pokoju. Bawiłam się z Miśką i Tofikiem. Zleciało tak do 13. Usłyszałam pukanie do drzwi. Kiedy je otworzyłam ujrzałam Kubę i Olkę w objęciach. Zatrzasnęłam im drzwi przed nosem i zamknęłam je na klucz.
-Gabi otwórz proszę!- powiedział Kuba.
-Wynocha. – odpowiedziałam i udałam się do swojego pokoju. Pukał do domu, później keidy odeszli dzwonił do mnie jeszcze z 4 razy. Niby tak byli skłóceni jeszcze ona dała mu 2 razy z liścia a teraz już się obejmują. Miałam się tak z nią pogodzić po tym co mi nawtykała? Po moim trupie. Po 30 minutach znowu ktoś zapukał do drzwi, postanowiłam otworzyć i im wszystko wygarnąć. Kiedy otworzyłam drzwi ujrzałam Łukasza.
-Czego?
-Mogę wejść?- zapytał.
Otworzyłam drzwi na oścież i udałam się do swojego pokoju. On zamknął drzwi i poszedł za mną. Usiadłam na łóżku i patrzyłam na niego. Byłam ciekawa czego chce.
-Idziesz na osiemnastkę do Kuby?
-Nie .
-Dlaczego? Oj no weź.
-Olka tam będzie, nie mam zamiaru być tam gdzie ona.
-Wiem że się pogodzili i jesteś zazdrosna…- powiedział.
-Że co?! Ja?! Zazdrosna? Chyba sobie ze mnie żartujesz.- krzyknęłam.
-Spokojnie, spokojnie. Nie denerwuj się tak. No chodź na tą osiemnastkę proszę. Poszalejemy, zapomnimy o tym co było parę dni temu.- usiadł obok nie i złapał mnie za rękę.
Spoglądał mi prosto w oczy. Nie wiedziałam co powiedzieć.
-Dobra, pójdę.- powiedziałam z niechęcią.
-Dzięki.- powiedział i pocałował mnie w policzek.- Mogę po Ciebie przyjść o 16.45?
-Jasne, czemu nie.- uśmiechnęłam się.
Odwzajemnił uśmiech i wyszedł z domu. Położyłam się na łóżko, chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Iwony.
-Hej, o której dziś wracasz?
-Dziś wracam o 16, a co?
-Pomogłabyś mi? Idę na osiemnastkę do Kuby. Chciałabym ładnie wyglądać.
-Jasne, jak przyjadę to coś wykombinujemy.
-Dobra dzięki, to pa- powiedziałam i się rozłączyłam. Dochodziła 14. Wywaliłam wszystko z szafy i szukałam odpowiedniej sukienki. Miałam ich sporo ale nie wiedziałam która będzie nadawała się najlepiej. Po 20 minutach szukania zadzwonił telefon. Bez patrzenia kto to odebrałam go.
-Hej, idziesz na osiemnastkę?- usłyszałam głos Lilki.
-Idę, a ty?
-Też, mogłabym do Ciebie wpaść? Byśmy razem się ubrały i wgl. Mam parę sukienek, może mi doradzisz.
-Jasne, wpadaj, możesz nawet i teraz.- odpowiedziałam trochę zdziwiona.
-Dzięki, to ja za 10 minut będę.
Za 10 minut przyszła Lilka. Miała w torebce z 5 sukienek.
-Ile ty masz ciuchów!- krzyknęła.
-Jeśli chcesz możesz sobie wybrać jakąś sukienkę w jakiej pójdziesz.
Popatrzyła na sukienki. Pokazała mi swoje. Jej też były śliczne a najbardziej taka błękitna bombka do kolan. Zakochałam się w niej od razu.
-Mogę ją? Proszę, proszę, proszę!- powiedziałam błagalnym głosem.
-Jasne, ale a biorę tą czerwoną! Zgoda?
-Umowa stoi!- zaśmiałam się.
Przymierzyłyśmy sukienki, pasowały idealnie. Resztę ciuchów schowałyśmy. Lilak wybrała czerwone szpilki i czerwoną torebkę kopertę. Ja natomiast wybrałam czarne szpilki a torebki nie wybierałam ponieważ nie chciałam bo Kuba mieszka naprzeciwko. Zanim się obejrzałyśmy dochodziła 16, ale Iwony jeszcze nie było.
-Dlaczego nie robiłaś tych wszystkich rzeczy z Olką?- zapytałam.
-Sama nie wiem, jakoś tak. Trochę się z nią pokłóciłam.
-Dlaczego?- spytałam zdziwiona.
-No bo parę dni temu co byłą ta awantura to przecież ona nic o Tobie nie wie a tak zeszmaciła Ciebie i twoją rodzinę.- powiedziała ze skrzywieniem.
-Dzięki.- uśmiechnęłam się do niej i ją przytuliłam.
-Nie ma za co. Może przyjść bo mnie Rafał?- zapytała z uśmiechem.
-Jasne, po mnie przychodzi Łukasz.
-Naprawdę?! Jejku.. kiedy wy będzie razem?- palnęła Lilka.
-Ale jak to?- zapytałam.
-Nie widzisz jak on na Ciebie leci? Jak Ciebie nie ma to my wychodziliśmy przez te dni to cały czas o Tobie nadawał.- zaśmiała się.
-O Boże.. znaczy myślałam że przystawia się do mnie tak dla jaj.- odpowiedziałam z uśmiechem.
Naszą rozmowę przerwała Iwona. Lilka miała rozpuszczone włosy i wyprostowane a ja miałam włosy związane w koka a niektóre pasma włosów podkręcone. Zajęło to trochę czasu i zanim się obejrzałyśmy Łukasz z Rafałem stali pod drzwiami. Przywitaliśmy się z nimi i ruszyliśmy na osiemnastkę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Szliśmy tak w ciszy przez jakiś czas, w końcu Kuba postanowił się odezwać.
-To gdzie tak wgl idziemy?
-Sam nie wiem, możemy tak sobie pochodzić po wsi.- zaproponował Łukasz.
Wiedzieliśmy że nie jesteśmy w stanie wymyślić nic lepszego więc zgodziliśmy się na propozycję Łukasza.
-Gabi, co robisz w piątek? Jakieś plany?- zapytał Kuba.
-Nie raczej nic szczególnego a co?
-Wyprawiam osiemnastkę, wpadniesz?- zapytał.
-Jasne.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy,
-Impreza zaczyna się o 17.- dodał.
Chodziliśmy tak po okolicy, gadaliśmy o wszystkim, jak komu wakacje minęły, czy gdzieś ktoś był na wakacjach i takie tam. Korciło mnie żeby zapytać się o Olkę ale tamte kiwnięcie Łukasza i jego wzrok trochę mnie przestraszył. Więc czym bardziej o tym myślałam tym bardziej mnie to ciekawiło ale w końcu pomyślałam że to nie jest moja sprawa więc nie będę się wtrącać. Kiedy byłam z nimi nie pamiętałam o moich rodzinnych problemach, do czasu kiedy Łukasz nie powiedział czegoś o swojej mamie. Przypomniałam sobie mamy telefon, przypomniałam sobie jej głos. Jej głos był zapłakany, w jej głosie było tyle bólu i cierpienia. W głowie chodziły mi tylko jej słowa „.kochanie wiem że jesteś silna i dasz sobie radę…”. Te słowa krążyły w mojej głowie praktycznie przez cały spacer. Kiedy oni coś mówili ja tylko na nich spoglądałam i przytakiwałam ze sztucznym uśmiechem. Chyba się nie zorientowali że coś jest nie tak. Co jak co ale byłam dobrą aktorką. Mogłabym nie mieć nastroju codziennie a wszyscy by myśleli że jestem najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Nagle te moje przemyślenia przerwał telefon.
-Kto dzwoni?
-To Lilka.- powiedziałam i odebrałam telefon.- Tak słucham?
-Weź na głośnik , weź na głośnik!- szepnął Łukasz.
Zrobiłam tak jak kazał i po chwili wszyscy słyszeliśmy Lilkę.
-Halo, halo. Gabi? Jesteś tam?
-Tak, tak jestem.
-Wyjdziesz?
-Ale ja jestem z Kubą i…
-A to szmata.- powiedział ktoś z oburzeniem po drugiej stronie telefonu.
Spojrzałam dziwnie na chłopaków a oni na mnie. Zapadła cisza. Przecież można było się domyśleć że to Olka krzyknęła. Nie przejęłam się tym ale nie wiem dlaczego wyzwała mnie od szmat. Nawet nie dały mi dokończyć. Spojrzałam na komórkę, Lilka się rozłączyła. Stałam jak wryta patrząc na nich.
-O co pokłóciłeś się z Olką?- spojrzałam na Kubę.
-Eee.. nie bój się na pewno nie o Ciebie i nie wiem dlaczego Cię przezwała.- powiedział zdezorientowany.
-No to chyba zaraz się dowiemy…- powiedział Łukasz.- Oni tu idą.
Odwróciliśmy się z Kubą. Zobaczyliśmy Pawła, Rafała, Olkę i Lilkę. Olka szła na czele ścinając nas wzrokiem. Paweł i Rafał za nią jak jej obstawa a Lilka szła obok nich ze skrępowaną miną. Stałam obok Kuby a Łukasz za nami. Nagle Łukasz złapał mnie za rękę i pociągnął do tyłu. Zrobiłam dwa kroki do wstecz.
-Z nami do miasta nie możesz jechać ale z tą dziwką wyjść możesz.- powiedziała i walnęła mu z liścia.
-Ja Ci to wyjaśnię, miałem…- nawet nie zdążył do końca wypowiedzieć zdania a już dostał kolejnego liścia.
-Teraz ona przyjechała to za nią będziesz się uganiać? Bo co bo z Hiszpanii? Bo ładna? Nie umiesz odróżnić kurwy?- krzyknęła.
Już bym do niej podeszła i sama jej walnęła ale Łukasz trzymał mnie za ręce i nie puszczał.
-Gabi, nie warto. Uspokój się.- szepnął mi Łukasz i trzymał mnie mocno.
-Miałem jechać do babci ale jednak nie pojechałem, chciałem do was dojechać ale nie odbieraliście telefonów. Nie wiedziałem gdzie jesteście.- powiedział patrząc na Olkę.
-Daruj sobie głupie wymówki. A ta pannica co nam powie?- podeszła do mnie i spojrzała mi prosto w oczy.
-Zamknij się, nie masz prawa mnie tak nazywać, nic o mnie nie wiesz!- powiedziałam.
-Widać jaka jesteś. Puszczalska.
-Kto to mówi? Powiedziała lalka z cyckami na wierzchu z toną tapety na twarzy.
-Powiedziała to córka bankruta i córka dziwki którą pewnie jebią codziennie w Hiszpanii.
-Ty szmato!- wyrwałam się Łukaszowi walnęłam jej z całej siły z liścia.
-Szmato? Odszczekaj mi to!- krzyknęła.
-Po moim trupie.
Spojrzała na mnie z nienawiścią w oczach i rzuciła się na mnie ciągając mnie za włosy. Zrobiłam to samo.
-Boże dziewczyny przestańcie!- krzyknął Paweł odciągając Olkę ode mnie.
Łukasz chwycił mnie i podniósł. Jeszcze zdążyłam walnąć jej porządnie z liścia.
-Puść mnie! Puść mnie do tej kurwy, zabiję ją, zabiję! -krzyczałam.
-Boisz się prawdy! Każdy wie ze twoja matka jest kurwą, wychowała Cię na nią!- krzyknęła z uśmiechem na twarzy Olka.
-Puść mnie Łukasz puść!!- krzyczałam i próbowałam się wyrwać.
Łukasz wziął mnie na ręce i poszliśmy stamtąd. Kuba poszedł za nami. Łukasz zaniósł mnie do swojego domu i posadził na łóżko.
-Uspokoiłaś się już? – spojrzał na mnie.
W tym czasie Kuba wszedł do pokoju z wodą i papierem toaletowym.
-Papier? Kazałem Ci wziąć chusteczki.- powiedział Łukasz.
-Ale ich nie było tam gdzie zawsze były.- odpowiedział Kuba.
Namoczył papier i otarł mi twarz. Patrzyłam cały czas na dół. Unikałam ich wzroku. Cały czas myślałam o słowach Olki „Boisz się prawdy! Każdy wie ze twoja matka jest kurwą…”. Te słowa cały czas siedziały w mojej głowie. Nie odezwałam się do chłopaków ani słowem. Oświadczyłam tylko że idę do domu i wyszłam z pokoju. Szłam do swojego domu. Dochodziła 17, pewnie Iwona wróciła. Kiedy doszłam do domu, wykąpałam się i przebrałam. Siedziałam na łóżku z laptopem na kolanach myśląc cały czas o słowach Olki. Nie dawały mi spokoju.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wstałam dość rano, była jakaś 8. Kiedy popatrzyłam przez okno zobaczyłam szare niebo. Nie byłam zadowolona z tego że nie ma słońca. Na dodatek wiał wiatr. Spojrzałam na kalendarz był wtorek. Kiedy weszłam do kuchni zostałam tylko Miśkę na wersalce a na podłodze Tofika który leżał na grzbiecie. Nikogo nie było w domu. Postanowiłam iść do swojego pokoju i się ubrać. Założyłam czarne rurki, czerwoną bokserkę i na to bejsbolówkę. Kiedy wyszłam na podwórko Tofik z Miśką szybko pobiegli za mną. Mieszkałam tu jakiś tydzień a nigdy nie rozglądałam się po podwórku. Kaczki, gołębie chodzące po trawie dłubiące w ziemi. Kiedy weszłam do jednego z chlewów. Tak to się nazywało, babcia mi mówiła. Kiedy tam weszłam ujrzałam świnie które tarzały się w sianie. Następny chlew był większy i nie było w nim żadnych zwierząt. Kiedy weszłam do trzeciego chlewa ujrzałam dziadka która czegoś szuka.
-Hej dziadku.- powiedziałam spoglądając na niego. – Szukasz czegoś?
-Tak, tak. Szukam takiej większej skrzynki.
-Po co Ci skrzynka?- zapytałam.
-Zaraz zobaczysz.
Poczekałam chwilę. Dziadek wyciągnął z rogu wielką skrzynkę, posprzątał ją trochę i ustawił przy klatce. Wsypał tam trochę siana, trawy i postawił miseczkę z wodą.
-Zamknij drzwi, zdejmij bluzę i załóż to.- rzucił mi brudną koszulę.
Zrobiłam jak kazał. Koszula była o wiele za dużo sięgała mi do kolan. Na pewno to nie był dziadka rozmiar, dziadek nie jest taki wysoki a ja nie jestem taka niska. Dziadek zdjął z klatki deskę która była tylko położona na klatkę. Kazał mi się zbliżyć. Kiedy to zrobiłam w klatce 7 małych króliczków z długimi uszami. Na środku leżała wielka królica, która była kilka razy większa od tych małych króliczków.
-Urodziły się tydzień temu, no może jeszcze z 3 dni więcej.- powiedział i wziął królicę na ręce i wsadził do skrzynki. –Tu będą miały więcej miejsca. – dopowiedział.
Wziął małego króliczka na ręce i włożył go do skrzynki. Były biało-czarne tylko jeden był biało- szary. Jedną stronę pyszczka miał szarą a drugą stroną pyszczka miał białą, na grzbiecie miał szare plamki, a na nóżkach miał szare skarpetki. Był najsłodszy z nich wszystkich. Wzięłam go na ręce i usiadłam na snopku słomy trzymając go na kolanach. Poruszał noskiem a wąsiki mu tak fajnie przy tym chodziły. Po paru minutach trzymania go na kolanach odłożyłam go do skrzynki.
-Samiec czy samica?
-Samiec.
-Mogę go nazwać?- zapytałam.
-Jasne że możesz, a jak?
-Wąsik. – odparłam i popatrzyłam królika który był już obok swojej mamy.
Dziadek uśmiechnął się tylko do mnie, posprzątał klatkę dla królików i wyszliśmy z chlewów.
-Gdzie Iwona i babcia?
-Babcia pojechała z koleżanką do apteki po leki a Iwona jest w pracy, wróci o 17.
-Gdzie Iwona pracuje?- spojrzałam na dziadka.
-A gdzie się da, głownie to jest makijażystką i fryzjerką. Te takie wasze babskie sprawy.- spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
-Aaa, nawet nie wiedziałam.- uśmiechnęłam się.
-Daj mi tą koszulę i idź już do domu, zimno jest, przeziębisz się.- powiedział dziadek podając mi bejsbolówkę.
-Dzięki.- powiedziałam po czym wzięłam bejsbolówkę i zdjęłam koszulę. Pobiegłam szybko do domu.
Miśka i Tofik leżeli pod domem a jak otworzyłam drzwi wparowali do niego. Nie wiedziałam zupełnie co mam robić. Dochodziła 11, postanowiłam coś zjeść. Zrobiłam sobie kanapki i zadzwonił telefon.
-No hej kochanie. Czy u Ciebie jest wszystko dobrze?- usłyszałam głos mamy.
-Tak, tak. Jest dobrze.
-A jesteś sama w domu?
-W domu tak ale dziadek jest na podwórku.
-Będziesz dziś gdzieś wychodzić?- dopytywała mama, w jej głosie słyszałam niepokój.
-Tak… może będę. Dlaczego pytasz? Co się dzieje? Co z tatą?- zapytałam z przejęciem.
-Nic, nic. Tata dalej siedzi w więzieniu, przesłuchują go codziennie. Kochanie wiem że jesteś silna i dasz sobie radę. Pamiętaj kocham Cię.- powiedziała mama z rozpaczą w głosie i się szybko rozłączyła.
Nie miałam jak się do niej dodzwonić. Numer był zastrzeżony. Chodziłam nerwowo po pokojach. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam i otworzyłam.
-No siema.- powiedział Kuba.
-No hej, hej.
-Wychodzisz?
-Zimno jest, nie chce mi się.- powiedziałam od tak żeby znaleźć sobie wymówkę.
-To ja Cię ogrzeję! – krzyknął Łukasz który wyskoczył zza drzwi.
-O Boże..- uśmiechnęłam się i przewróciłam oczami.- No naprawdę mnie zachęciłeś.
-Oj no Gabi! Weź wyjdź.- wszedł do domu Łukasz i złapał mnie w pasie.
-Nie wiem co ćpasz ale nie bierz tego więcej.- uśmiechnęłam się i popatrzyłam się na niego.
-On jest taki trochę podcięty, coś mu na łepetynę wali.- odpowiedział Kuba .
-Czuć, czuć. No dobra wyjdę tylko pójdę po bejsbolówkę i powiem dziadkowi.- odpowiedziałam trochę z niechęcią.
-Nie, nie! Ja powiem twojemu dziadkowi będzie szybciej.- mówił Łukasz przytulając się do mnie.
-Odklej go ode mnie proszę.- spojrzałam błagalnym głosem na Kubę.
-Dobra stary idziemy ona zaraz przyjdzie. – powiedział Kuba chwytając go za ramię i odciągając go ode mnie.
Korzystając z okazji wzięłam bejsbolówkę, wypuściłam psy. Kiedy już miałam iść do dziadka on wychodził z chlewów i szedł do domu.
-Idź, idź! Pozwalam Ci! Ufam im!- krzyknął dziadek a z daleka można było dostrzec uśmiech na jego twarzy.
Uśmiechnęłam się tylko pod nosem i mogliśmy iść. Było zimno, nie wiedzieliśmy gdzie się podziać.
-Gdzie reszta?- spytałam.
-Pojechali na zakupy.- odpowiedział Łukasz obejmując mnie.
-Ale że wszyscy? Olka też? – spojrzałam na Kubę.
-Taa, ona też.- spuścił głowę i kopnął najbliższy kamień.
Chciałam już go zapytać co się stało ale Łukasz spojrzał na mnie i kiwnął głową na nie więc spuściłam głowę i nie odzywałam się. Szliśmy tak gdzieś przed siebie nie odzywając się.
 

 
Kiedy się obudziłam była 9. Miśka leżała obok mnie, chwyciłam za laptopa, chciałam złapać Miguela na gg. Wchodzę, patrzę, jest! Napisałam do niego że muszę z nim natychmiast porozmawiać. Zadzwoniłam do niego i włączyłam kamerkę. Och, jak dobrze go było znowu zobaczyć, lubiłam żyć ze świadomością że takie ciacho jest moje i tylko moje ale zapewne za chwilę się to zmieni.
-Co tam u Ciebie skarbie?- zapytał mnie.
-Nie jestem bogata, wiem że między nami koniec. –wypaliłam jak postrzelona.
-Tak, tak.. słyszałem o tym. Więc jeśli chcesz to skończyć.- powiedział smutno.
-To nie tak że ja chcę! Po prostu będę mieszkać w Polsce przez jakiś czas, mam nadzieję że nie na zawsze. Może jak wrócę do Hiszpanii i ty nie będziesz nikogo miał ani ja to spróbujemy jeszcze raz. Sam wiesz o co mi chodzi. –powiedziałam trochę przygnębiona.
-Wiem o co Ci chodzi, może wtedy spróbujemy. No to cześć.
-Pa.
Było mi lżej po tej rozmowie, właśnie zerwałam z chłopakiem którego kocham do szaleństwa. No ale tak będzie lepiej, przecież to nie to samo co on by był tutaj obok przy mnie. Miśka patrzyła się na mnie i usiadła mi na kolana. Weszłam trochę na fb i posłuchałam muzyki, za nim się obejrzałam było po 10. Zadzwonił telefon, numer zastrzeżony, trochę się przestraszyłam ale pomimo tego odebrałam.
-Witaj skarbie, to ja mama.
-Oo, hej mamo. Jak tam u Ciebie, u taty?
-Dalej go przetrzymują w tym więzieniu, próbują znaleźć tą mafię bez taty wskazówek, a u mnie jest dobrze, pilnują mnie 24 na dobę. A u Ciebie? Jak tam u babci?
-U mnie jest dobrze, poznałam paru znajomych z dzieciństwa, babcia się mną opiekuje. Czuję się jak u siebie. – powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-Wszystkiego najlepszego skarbie.
-Ale.. jak to?
-Dziś są twoje urodziny! Zapomniałaś?! – zaśmiała się mama.
Spojrzałam na kalendarz, rzeczywiście. Dziś był 10 sierpnia czyli moje urodziny.
-Jakoś wypadło mi to kompletnie z głowy.
-No to wszystkiego najlepszego, masz już 16 lat ale ty duża. Musze już kończyć. Pa kochanie.
-Cześć mamo.
Spojrzałam jeszcze raz na kalendarz. No tak! Dziś moje urodziny, jak mogłam o tym zapomnieć? Ale.. babcia, Iwona i dziadek pewnie nie wiedzą. Zeszłam z łóżka i się ubrałam. Poszłam do kuchni. Babcia siedziała na wersalce, Iwona zmywała naczynia a dziadek oglądał telewizor. Nie chciałam im nic mówić no bo przecież głupio mi będzie.
-O witaj, co chcesz na śniadanie?- zapytała Iwona patrząc się w talerze.
-A zjem cokolwiek. – powiedziałam z uśmiechem.
Nagle wszedł dziadek.
-No to może spędzisz dzień z dziadkiem, co ty na to?- zapytał patrząc w moją stronę.
-Jasne, czemu nie. A co będziemy robić? – spojrzałam na niego.
-Pojedziemy na ryby?
-Eee.. no dobrze, jeśli chcesz.- powiedziałam a Iwona w tym czasie postawiła mi miskę z płatkami przed nosem.
Zaczęłam jeść płatki, dziadek poszedł podczepić łódkę do samochodu i pakował wędki.
-Jedziecie z nami?- zapytałam.
-Nie, nie. Jeździe sami, mamy dużo roboty. Musimy przebrać fasolkę, ogórki. Nie mamy czasu. – powiedziała babcia i się uśmiechnęła.
Kiedy zjadłam poszłam do pokoju i zostawiłam tam komórkę a później wyszłam na podwórko a Miśka za mną. Tofik zamiast podlecieć do mnie podleciał do Miśki obwąchując ją. Nie bałam się że Miśka będzie miała szczeniaki ponieważ miała usuniętą macicę. Kiedy dziadek był gotowy, zatrąbił a ja wsiadłam do samochodu.
-Daleko te jezioro? – zapytałam.
-No pewnie z godzinkę będziemy tam jechać. – uśmiechnął się dziadek.
Jak powiedział tak było, byliśmy tam o 13. Dziadek wepchnął łódkę do wody i wsiadłam do niej a później on. Wypłynęliśmy na środek. Nie miałam pojęcia jak łowi się ryby.
-Łowienie ryb nie jest takie trudne.. – powiedział i zaczął tłumaczyć mi co i jak.
Czekanie było męczące ale jak już się coś złapało radość i satysfakcja była wielka. Gadałam z dziadkiem o wszystkim. Opowiadał mi swoje historie z czasów młodości które wspominał z wielkim uśmiechem na twarzy. Mówił jak to było kiedyś a jak jest teraz. Opowiadał też o nie, wiedział to od swoich rodziców. Nie lubiłam historii a mało co wiedziałam coś o historii Polski ale to co opowiadał dziadek było naprawdę interesujące. W Hiszpanii nie uczyliśmy się o Polsce, może tam przemknęły się polskie wiersze albo coś a tak to nie mówili nic o Polsce. Z dziadkiem gadało mi się świetnie, rozumiał mnie jak nikt. Opowiedziałam mu o dziewczynach i jak to było wczoraj z chłopakami. Rozumiał mnie i radził. Był jak bratnia dusza. Złowiliśmy parę ryb a kiedy kończyliśmy łowienie dochodziła 19. W samochodzie się trochę przespałam. Kiedy się przebudziłam dochodziła 20 ale jeszcze trochę zostało nam do domu. Wróciliśmy do domu po 20. Dziadek zapytał się mnie czy mu pomogę poodczepiać wszystko. Zgodziłam się, schowaliśmy wszystko i odstawiliśmy na miejsce. Byłam zmęczona, weszłam do domu a dziadek szedł za mną.
-To ja idę do swojego pokoju.
-Dobrze, ale zaraz przyjdź na kolację.- powiedział dziadek i udał się do kuchni.
Weszłam do swojego pokoju przetarłam trochę oczy, sprawdziłam czy nie mam żadnych wiadomości a gdy to sprawdziłam postanowiłam udać się do kuchni. Światło było zgaszone i było ciemno więc je zapaliłam.
-Niespodzianka!- krzyknęli wszyscy zgromadzeni.
Byłam zaskoczona. Popatrzyłam na nich z uśmiechem. Była tam Lilka, Olka a także Rafał, Paweł, Łukasz i Kuba. Wszyscy do mnie podchodzili i zaczęli mnie ściskać.
-No dawaj mała, zdmuchuj świeczki!- powiedziała babcia patrząc na mnie.
Ustałam przed tortem, zamknęłam oczy i pomyślałam życzenie „chcę żeby wszystko się ułożyło” a potem zdmuchnęłam świeczki. Wszyscy zaczęli mi śpiewać sto lat a ja uśmiechałam się do nich. Iwona ukroiła tort i później wszyscy się zajadaliśmy. Obejrzałam swoje prezenty, nie były drogie ale bardzo się cieszyłam że pamiętają. Od dziadków dostałam tunikę z jakimiś wzrokami, od Olki i Lilki łańcuszek.
-Proszę, to od nas czterech. – spojrzał na mnie Kuba i wręczył mi opakowanie.
-Mam się bać?- spojrzałam na nich z uśmiechem.
-Nie, po prostu otwórz.- powiedział Kuba.
Popatrzyłam na nich i otworzyłam pudełku. To były.. zdjęcia. Najróżniejsze, ale na początku było jedne grupowe.
-Widzisz? To jesteśmy my. To jestem ja, obok mnie stoi Paweł a to jest Łukasz a obok niego stoi Rafał.- wskazywał palcem kolejno.
Patrzyłam na te zdjęcia z uśmiechem i przeglądałam kolejno.
-A tu oblewamy się wodą i potem weszliśmy do piachu.- wtrącił Paweł pokazując zdjęcie.
-Ooo tak, pamiętam to doskonale kiedy przyszłaś cała oblepiona piaskiem a później tak lataliście po podwórku.- zaśmiała się babcia.
-A tu.. nasze ostatnie zdjęcie, na drugi dzień wyjechałaś do Hiszpanii.- westchnął Łukasz.
Patrzyłam na te zdjęcia z uśmiechem. Byłam.. taka szczęśliwa, na każdym zdjęciu miałam kąciki ust podniesione do góry. Szkoda że tak mało z tego pamiętałam, ale te zdjęcia odświeżyły trochę moją pamięć.
Po skromnej gościnie u dziadków, wszyscy się zbierali, było grubo po 22. Odprowadziłam ich do furtki, poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżko, byłam taka zmęczona że natychmiast zasnęłam.
 

 
Kiedy wstałam była 10, dalej nie docierało do mnie to co wczoraj usłyszałam. Chwyciłam za laptopa i postanowiłam opowiedzieć wszystko moim przyjaciółkom. Akurat siedziały na gg, napisałam do nich żeby weszły na tą stronę co zawsze gadamy przez nią bo możemy się tam widzieć przez kamerkę. Nie musiałam czekać długo. Zrobiłam konferencję i zadzwoniłam.
-Hej dziewczyny.
-No hej Gabi. – odpowiedziały wszystkie trzy.
-Muszę wam coś powiedzieć.- powiedziałam po czym popatrzyłam na nie.
Były jakieś takie skrępowane, takie jak nie one. W końcu przemówiła Dorita.
-Słuchaj Gabi, teraz będę mówić za nas trzy. Wiemy co się stało, wiem że musisz to przeżywać, w końcu straciłaś pieniądze a my nie kolegujemy się z biednymi. Nie masz już pieniędzy, nie jesteś bogata więc to koniec.- powiedziała Dorita obojętnie i trochę wrednie.
W głowie krążyło mi tylko słowa: „(…) nie jesteś bogata więc to koniec.”. Czyli pieniądze grają dużą rolę w życiu.. nie wiedziałam że po tym co razem przeszłyśmy mogły się ode mnie odwrócić w najtrudniejszej chwili. Spojrzałam tylko na nie a one obserwowały mnie bacznie. Patrzyły na mnie jak na jakąś biedną dziewczynę a przecież parę dni temu byłam jeszcze bogata i szalałam z nimi po sklepach. Uśmiechnęłam się tylko sztucznie do nich poczym zamknęłam laptopa, zeszłam z łóżka, ubrałam się i uczesałam. Byłam taka.. nijaka. Tak dziwnie się czułam, kiedy weszłam do kuchni czekały na mnie kanapki a obok nich leżała kartka: „Pojechaliśmy do miasta, wyjechaliśmy przed 10, wrócimy ok. 17-18 jeśli chciałabyś gdzieś wyjść to mamy zapasowy klucz.” Kiedy to przeczytałam odłożyłam kartkę na stół wzięłam talerz z kanapkami, poszłam do salonu, włączyłam jakiś serial i oglądałam go zajadając się kanapkami. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, wstałam i otworzyłam drzwi, był to Kuba. Spojrzałam na niego a moje spojrzenie mówiło samo za siebie „co chcesz?”.
-Jest twój dziadek?
Kiwnęłam głową na nie.
-Sama jesteś?
Kiwnęłam głową na tak.
-A może wyjdziesz ze mną?
Kiwnęłam głową na nie poczym zamknęłam drzwi i udałam się do salonu dojeść kanapki. Nie zdążyłam usiąść a znowu ktoś pukał do drzwi. Kiedy je otworzyłam, Kuba od razu wepchał się do środka.
-Powiesz mi co jest?
Kiwnęłam głową na nie i wskazałam mu drzwi.
-I co będziesz tak cały czas się zachowywać? Co się z Tobą stało, kiedyś byłaś inna.
-Kiedyś byłam dzieckiem- przewróciłam oczami.
-A teraz się tak zachowujesz!- powiedział spoglądając na mnie.
-No i dobrze, chce się tak zachowywać.- odpysknęłam i udałam się do salonu a on poszedł za mną.
-Nie wyjdę dopóki mi nie powiesz.- powiedział.
-Powodzenia życzę.- usiadłam na fotel, po głosiłam telewizor i zajadałam się kanapkami.
Było po 11. Uparty był bo siedział ze mną do jakieś 12.30. Ja też jestem uparta ale nie mogłam wytrzymać jego wzroku.
-No dobra powiem Ci ale przestań się tak patrzeć!- krzyknęłam.
-No to słucham. – spojrzał na mnie.
Opowiedziałam mu wszystko, o firmie, o dziewczynach. Kiedy skończyłam oczy mi się momentalnie zaszkliły ale się nie rozpłakałam. Nigdy nikt nie zobaczy jak płaczę.
-Przykro mi.. tym bardziej powinnaś ze mną wyjść, choć rozerwiesz się.-uśmiechnął się do mnie słodko.
-No dobra, tylko się uczeszę.
-Przecież jesteś uczesana.
-W takim nieogarniętym koku nie wyjdę na ulicę.-powiedziałam i udałam się do łazienki.
Uczesałam włosy a później splotłam je w warkoczyka który opadał mi na lewe ramię. Kiedy wyszłam z łazienki Kuba już na mnie czekał przed domem, zamknęłam dom a kluczyki wzięłam ze sobą. Dochodziła 13.
-Może wezmę moich znajomych? Trochę ludzi zapoznasz.- zaproponował.
-Czemu nie.
Napisał sms do paru znajomych żeby spotkali się w tym miejscu co zwykle. Szliśmy z 10 minut, dotarliśmy na jakąś polanę która była otoczona małym ale gęstym laskiem a na środku był jakiś staw, a obok w cieniu były ławki. Spodobało mi się to miejsce u mnie w Hiszpanii nie ma czegoś takiego. Takich polan a dookoła drzewa.
-Dużo macie tu zbiorników wodnych?
-Tylko dwa ale o tym prawie wgl nikt nie wie.- spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Słońce strasznie prażyło więc usiadłam sobie na ławce. Po jakiś 5 minutach przyszło 3 chłopaków i 2 dziewczyny. Jedna podeszła do Kuby i przywitała się z nim czule. Właśnie wtedy przypomniałam sobie o Miguelu. Zamyśliłam się na chwilę ale Kuba mnie trącił i zaczął przedstawiać.
-No to tak to jest Gabi, Gabi to jest Ola moja dziewczyna, a to jest Lilka a tamci to Paweł, Rafał i Łukasz. – powiedział pokazując ręką.
-Cześć.- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
Byłam tam z nich najmłodsza, ja miałam 16 lat, Łukasz 19 a reszta po 18. Dziwnie trochę się czułam ale nie dawałam tego po sobie poznać. Dziewczyny rozłożyły koce po czym się rozebrały i położyły. Ja patrzyłam na nich tylko siedząc na ławce w cieniu.
-Gabi, chodź tu do nas!- zawołała mnie Olka.
Podeszłam do nich, zdjęłam ubranie i położyłam się obok dziewczyn. Kuba leżał obok Olki, potem Lilka, ja, Łukasz a Paweł z Rafałem byli w wodzie.
Leżeliśmy tak z 10 minut i gadaliśmy. Kuba z Olką cały czas się całowali ale wszyscy byli do tego przyzwyczajeni oprócz mnie ale udawałam że tego nie widzę. Kuba nagle wziął Olkę na ręce i wskoczył z nią do wody a ona tylko trzymała go za szyję i się śmiała a potem go całowała. Patrzyłam się na nich ale po chwili poczułam że ktoś mnie dotyka.
-Gabi, wyluzuj.- szepnęła do mnie Lilka.
Tylko przytaknęłam i się uśmiechnęłam a potem zamknęłam oczy. Łukasz cały czas mnie zagadywał i nie spuszczał ze mnie wzroku. Zanim się obejrzałam Lilka też była już w wodzie wrzucona przez Rafała.
-Ciężka jesteś?- zapytał Łukasz.
-Nie, dlaczego pytasz?- spojrzałam na niego niepewnie.
-To zaraz się przekonamy.- popatrzył na mnie, uśmiechnął się , wziął mnie na ręce i wskoczył ze mną do wody. Nie zdążyłam nic powiedzieć a już byłam w wodzie cała mokra a Łukasz trzymał mnie na rękach. Pokiwałam tylko głową po czym zaczęłam się śmiać a on razem ze mną. Kąpaliśmy się w tym stawie i chlapaliśmy ze wszystkimi, najpierw czułam się niezręcznie a potem byłam jak jedna z nich. Dochodziła już 17 ale słońce dalej grzało. Postanowiliśmy pójść na koc i się wysuszyć. Leżeliśmy na kocu z pół godziny, Olka i Lilka musiały iść już do domu ale rozstanie Kuby i Olki trwało 10 minut gdyby Lilka jej nie trąciła trwałoby to zapewne dłużej. Powiedzieliśmy sobie cześć a one znikły w lesie. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym.
-Wiecie co? Kiedyś jak byliśmy mali przecież też tu była taka Gabi prawda?- zapytał Paweł z zastanowieniem.
Popatrzyłam na Kubę a on na mnie i wybuchneliśmy śmiechem.
-Tak Paweł masz rację, właśnie o to ja we własnej osobie.- popatrzyłam na niego z uśmiechem.
-Że co?! –krzyknął Paweł.
-Aaa, bo ja Ci zapomniałem Gabi czegoś powiedzieć. Masz tu dookoła swoich adoratorów z dzieciństwa. – powiedział Kuba puszczając oczko.
-No chyba nie mówicie poważnie?- spojrzałam na nich niepewnie.
-Oj on mówi prawdę, jak my za Tobą szalejemy.- krzyknął Łukasz bez namysłu.
-Szalejecie?- spojrzałam na nich i zaczęłam się śmiać.
-Szaleliśmy!- krzyknął Łukasz jeszcze raz cały czerwony.
-To może moi adoratorzy odprowadzą mnie do domu bo będę musiała już lecieć. – spojrzałam na nich z uśmiechem.
Wstałam i ubrałam swoje ubrania. Zgarnęliśmy koce i ruszyliśmy w stronę ulicy. Było dużo śmiechu i żartów. Opowiadali mi swoje przygody z dzieciństwa albo z paru wcześniejszych lat. Kiedy zapytali mnie jak było w Hiszpanii, spojrzałam na nich dziwnie nie wiedząc co powiedzieć. Co miałam im powiedzieć? Że kiedy oni się bawili w najlepsze ja chodziłam na bankiety i zachowywałam się jak dorosła? Że nie wolno było mi się bawić? Że musiałam świecić przykładem? Że jak kasę straciłam to wszyscy się ode mnie odwrócili? Wybełkotałam coś pod nosem a Kuba domyślając się o co chodzi od razu zmienił temat i zapomnieli o swoim pytaniu do mnie. Wszyscy odprowadzili mnie pod sam dom, było wtedy po 18. Pożegnałam się z nimi i weszłam na podwórko. Przybiegł do mnie Tofik jak najszybciej skacząc i się ciesząc a ja wzięłam go na ręce i przytuliłam a potem postawiłam. Weszłam do domu i odłożyłam kluczyki na miejsce. Pomimo tego co się stało rano byłam wesoła. W domu zastałam tylko Iwonę.
-No witaj, gdzie byłaś? – zapytała Iwona.
-Aaa, chodziłam z Olką, Lilką, Pawłem, Rafałem, Kubą i Łukaszem.- powiedziałam.- A gdzie babcia dziadek?
-Babcia u sąsiadki, dziadek oporządza.
-Jesteście na mnie źli?- zapytałam wahając się.
-Jasne że nie jesteśmy, miałaś prawo się wkurzyć, nie dziwię Ci się.- powiedziała i uśmiechnęła się.
Nagle coś zaczęło piszczeć. Był to jakiś pies ale Tofik tak nie piszczał.
-Co tak piszczy?
-Nie wiem idź sprawdź. – powiedziała Iwona z uśmiechem.
Piszczenie dochodziło z mojego pokoju więc od razu się tam udałam. Za drzwiami zobaczyłam… Miśkę!
-Miśka!- krzyknęłam. – Chodź tu do mnie moja psinko! – poczym wzięłam ją na ręce.- Nawet nie wiesz jak się za Tobą stęskniłam, będzie trzeba Cię umyć.- uśmiechnęłam się i przytuliłam do Miśki. Umyłam ją trochę ale nie tak dokładnie jak zawsze, poszłam do kuchni i zjadłam kolację. Posiedziałam trochę na laptopie, czekałam na Miguela nie zjawił się. Dochodziła 22 a ja poczułam się zmęczona więc postanowiłam pójść spać. Oczywiście jak zawsze Miśka leżała obok mnie na łóżku i razem spałyśmy. Sen przyszedł szybko, zasnęłam po jakiś 7 minutach.
 

 
Kiedy tak siedziałam i myślałam usłyszałam czyjeś głosy. Podniosłam głowę i rozejrzałam się dookoła ale nikogo nie zauważyłam. Kiedy się obróciłam zobaczyłam Kubę który obściskuje się z jakąś dziewczyną i jakiegoś chłopaka który szedł obok nich. Otarłam tylko łzy ręką i próbowałam się ogarnąć. Nie chciałam żeby ktokolwiek wiedział że płakałam.
-Gabi..? –zapytał Kuba.
-Tak, tak to ja. – powiedziałam obojętnie.
-A co ty tu robisz.. sama?- pytał.
-Po prosu wyszłam się przejść, a co nie wolno mi chodzić samej?- odpysknęłam.
-Ale tak daleko?- cały czas pytał.
-O Boże.. daleko czy nie, kogo to obchodzi?- krzyknęłam i wstałam z ziemi otrzepując się.
Odwróciłam się do nich. Wszyscy spoglądali na mnie dziwnie. Spojrzałam tylko na nich ze skrzywioną miną i przeszłam obok nich.
-Gdzie ty idziesz? Ty się tu zgubisz!- powiedział Kuba.
-Nie zgubię, Hiszpania jest większa i się jeszcze nigdy nie zgubiłam więc taka mała dziura gdzieś pod stolicą nie jest dla mnie problemem, uwierz. –powiedziałam wrednie dając mu do zrozumienia żeby mnie zostawił.
Tofik podążał za mną a ja zostawiłam ich daleko w tyle nawet się nie oglądając. Nie miałam najmniejszej ochoty na jakikolwiek kontakt z ludźmi. Jeszcze ten ich wzrok. Patrzyli na mnie jakbym była nie z tej planety, patrzyli na mnie tak wrednie. Jestem od nich lepsza, o wiele, wiele lepsza. To tylko jacyś wieśniacy z Polski. Nie dziwię się że mama nic mi nie mówiła o tej wsi. Banda frajerów i tyle.
Kiedy tak szłam wyszłam na ulicę ale nie miałam ochoty wracać do „domu” więc chodziłam sobie po ulicy. Kiedy trzymałam rękę w kieszeni poczułam jakąś kartkę. Zobaczyłam że to jest wizytówka Tatiany. Pomyślałam że ona może coś wiedzieć i na pewno mi pomoże. Poszłam na jakieś pustkowie, wzięłam telefon do ręki, wprowadziłam numer i zadzwoniłam. Nie przejmowałam się kosztem rozmowy bo przecież ona jest teraz w Hiszpanii, a mogłam dzwonić do innych co nie są w tym samym kraju co ja, rodzice kupili mi specjalną kartę. Po krótkim czekaniu w końcu odebrała i usłyszałam jej głos. Nie było dookoła nikogo zresztą i tak nic by nie zrozumieli, przecież rozmawiałam z nią po hiszpańsku .
-Witaj Tatiano tutaj Gabriella.
-Ooo Gabi.. no i jak tam u Ciebie? Jak w Polsce? Jak rodzina?
-Rodzina jest naprawdę wspaniała. Mieszkam na jakieś wsi, to nie jest to samo co Hiszpania, bardzo tęsknie za tym krajem.
-Rozumiem Cię panienko. Masz jakiś problem że dzwonisz?
-Tatiano, ja wiem że ty wiesz co się stało z taty firmą i wiesz dlaczego musiałam wyjechać do Polski. Proszę powiedz mi o co chodzi.
-Panienko.. ja nie mogę.
-Tatiano, wolisz żebym dowiedziała się o tym od kogoś bliskiego czy z wiadomości?
-Oj panienko.. no dobrze, ale ta rozmowa zostaje między nami dobrze?
-Oczywiście.
Byłam taka podekscytowana że będę już wiedziała o co chodzi. Ale w głosie Tatiany było coś takiego.. niepokojącego..
-Otóż panienko, firma twojego taty zbankrutowała i twój tata aktualnie.. siedzi w więzieniu..
-Co?! Jak to?! Dlaczego?!
-Podobno miał układy z mafią czy z czymś tam, oni dali mu kasę na to żeby rozkręcił ten biznes i odprowadzał im ileś procent od dochodów. Siedzi w wiezieniu i go wypytują o wszystko. Panienka musiała wyjechać dla bezpieczeństwa bo mafia boi się że panienki ojciec ich wyda więc mogą szukać jego rodziny żeby się zemścić albo go szantażować.
-Dlaczego mama tam została?!
-Musi pomagać tacie, ale spokojnie ona jest bezpieczna. Nie musisz się o nic martwić, nie wychylaj się za bardzo i nie chwal się że pochodzisz z Hiszpanii i jesteś córką pana który zbankrutował. Nie wiadomo kto tam mieszka, wszystko będzie dobrze panienko.
-Dziękuje Tatiano że mi to powiedziałaś, jestem twoja dłużniczką.
-Nie przesadzaj panienko, musze już kończyć, jestem w pracy więc za bardzo nie mogę rozmawiać, sama wiesz jak to jest.
-Tak, tak rozumiem. Dowidzenia Tatiano.
-Dowidzenia panienko, trzymaj się.
Kiedy się rozłączyłam, nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Mafia, tata w więzieniu? Jestem z mamą w niebezpieczeństwie? Przecież przez tyle lat byliśmy bogaci i nikt nigdy nie słyszał o żadnej mafii. Czy wszyscy o tym wiedzą? Czy mówią o tym w wiadomościach? Już chyba wiem dlaczego pani z samolotu tak się na mnie patrzyła, już wiem dlaczego mama miała łzy w oczach kiedy odjeżdżałam, już wiem dlaczego Tatiana też się ze mną tak żegnała. Już wszystko rozumiem.. ale dlaczego dowiaduje się tego od Tatiany?
Zaczęło się ściemniać, było po 20 więc postanowiłam jak najszybciej wrócić do domu. Tofik podążał cały czas za mną. Bez problemu trafiłam do domu. Weszłam do niego rozglądając się czy ktoś w nim jest. Stwierdziłam że wszyscy siedzą w kuchni więc tam weszłam i nie myliłam się. Babcia zerwała się z krzesełka i zaczęła mnie przytulać, mówiła jak to się o mnie martwiła jak to się niepokoiła i myślała że coś mi się stało, ktoś mnie porwał.
-Może mafia mnie porwała co? Co wy na to? –powiedziałam patrząc na nich zła.
-Ale.. ale.. jaka mafia kochanie? – powiedziała babcia ze strachem w oczach.
-Może ta co dała mojemu tacie kasę na rozkręcenie firmy i dlatego tata teraz siedzi w więzieniu?- z każdym słowem podnosiłam głos.
-Skąd wiesz?- zapytał dziadek ze spokojem.
-Nieważne od kogo wiem, mam swoje źródła. Kiedy zamierzaliście mi to powiedzieć?
-My sami się niedawno dowiedzieliśmy, dowiedzieliśmy się wczoraj kiedy do nas przyjechałaś.- powiedziała Iwona.
-Wszystko wiedzieliście, ale nie powiedzieliście mi. A o ile wiem rodzina polega na zaufaniu i szczerości. Gdzie ta szczerość u was?! No gdzie?!- pytałam krzycząc.
-Masz rację.. miałaś prawo o tym wiedzieć, przepraszamy że Ci tego nie powiedzieliśmy. Przecież jesteś już duża. – mówił dziadek spokojnie.
Spojrzałam tylko na nich i oświadczyłam że nie będę jeść kolacji i idę do swojego pokoju i nie życzę sobie żeby ktokolwiek mi przeszkadzał. Co powiedziałam to zrobiłam. Chciałam zadzwonić do mamy. Powiedzieć jej że wszystko wiem ale jednocześnie chciałam usłyszeć że nic jej nie jest, że jest bezpieczna. Mama odebrała dopiero za 2 razem.
-Hej mamo, już wszystko wiem.- powiedziałam poważnie.
-Oni Ci powiedzieli?!- krzyknęła mama.
-Nie, to nie oni. Mam parę znajomości w Hiszpanii więc stamtąd wiem, nie obwiniaj ich i nie zgaduj kto mi powiedział bo i tak Ci nie powiem.
-Ehh.. no dobrze.
-Wiedziałaś o tej mafii od początku?
-Nie kochanie. Dowiedziałam się jak tata zadzwonił z więzienia. Zadzwonił w nocy kiedy ty już spałaś. Powiedział mi wszystko i objaśnił co mam zrobić, kiedy tylko odłożył słuchawkę poszłam do Ciebie na górę spakowałam Cię i zamówiłam Ci bilet od razu na drugi dzień i zadzwoniłam do mamy czy by Cię przygarnęła. A resztę zapewne już wiesz.
-Kiedy przylecisz do Polski?
-Przylecisz do Hiszpanii jak wszystko się zakończy, nie wiem ile to może potrwać ale po wakacjach idziesz tam do szkoły. W następnym roku może już wszystko będzie dobrze. Nie mogę przylecieć, nie mogę zostawić taty, nie bój się mam dobrą opiekę, policja mnie pilnuje 24 na dobę. Wszystko kochanie będzie dobrze. Nie martw się.
-Dobrze mamo..
-Muszę już kończyć, nie mogę za bardzo gadać przez telefon. Dobranoc skarbie. Kolorowych snów.
-Dobranoc mamo..
Po tych słowach wcisnęłam czerwoną słuchawkę. Wytłumaczyła mi wszystko i zapewniła że będzie wszystko dobrze ale słyszałam jak jej głos przeszywał ból. Te „będzie dobrze” było takie oschłe, powiedziała to tylko dlatego żeby mnie nie martwić.
Położyłam się do łóżka, było po 22. Nie wiedziałam co robić, myśleć, jak się zachowywać. Nie wiedziałam nic. Najchętniej byłabym tam z mamą przy niej. Ale niee.. musiała mnie tu wysłać, musiała. Może i to jest dla mojego dobra ale nikt nie pytał się mnie czy chcę i czy mi tak będzie dobrze. Kiedy tak o wszystkim rozmyślałam, zasnęłam.
 

 
Weszłam na standardowe strony- facebook, you tube. Włączyłam komunikatory takie jak gg i skype. Zobaczyłam że Dorita siedzi na gg więc postanowiłam od razu do niej napisać. Powiedziałam żeby weszła na skype bo mam jej coś ważnego do powiedzenia. Kiedy weszła i do niej zadzwoniłam opowiedziałam jej całą historię. Nikt w tym domu nie rozumiał o czym z nią gadam bo przecież rozmawiałam z nią po hiszpańsku. Rozmawiałyśmy przez kamerkę. Opowiadałam jej wszystko od początku do końca mając łzy w oczach. Dorita słuchała mnie uważnie. Kiedy opowiedziałam jej już wszystko spojrzała na mnie i powiedziała że musi kończyć ponieważ rodzice jej każą i że się do mnie odezwie. Pożegnałam się i czekałam że może Tonia albo Nina wejdą na skype i będę mogła się im wyżalić i może one mnie pocieszą ale jednak nie pojawiły się. No cóż. Nie miałam zamiaru siedzieć całą noc przed laptopem więc go wyłączyłam, odstawiłam na biurko i położyłam się do łóżka. Długo nie mogłam zasnąć. Tyle miałam pytań a odpowiedzi wciąż brak. Zresztą psy dojadały cały czas a nie byłam przyzwyczajona do takiego hałasu ale po kilkunastu minutach zasnęłam.
Rano obudził mnie piszczenie jakiegoś psa. Obudziłam się i przeciągnęłam. Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam psa obok mojego łóżka który merdał ogonkiem spoglądając na mnie. Był to zwykły kundel. Moja Miśka była cocker spanielką. Spoglądałam na psa który spoglądał na mnie. Nagle Iwona weszła do pokoju.
-Ooo, widzę że już Cię Tofik obudził.- zaśmiała się Iwona spoglądając na mnie.
-Tak, tak obudził. Długo on tu tak leży?
-Już od jakieś godziny 6.
-A która jest?
-Dochodzi 10.
-Dlaczego on tutaj leżał?
-Nie pamiętasz Tofika?
-Emm.. nie jakoś nie.- przyglądałam się mu.
-Twoi rodzice nie pozwalali Ci na psa a ty strasznie go chciałaś. Więc my wzięliśmy od sąsiada małego kundelka. Kiedy do nas przyjechałaś byłaś taka uradowana. Całe dnie mogłaś z nim spędzić. Pokochałaś go od razu. Kiedy wyjechałaś nie mogłaś go wziąć ze sobą. Pożegnałaś się z nim i wyjechałaś. On codziennie czekał przy bramie z nadzieją że ty wrócisz ale jednak nie wracałaś. A teraz zapewne poczuł twój zapach i Cię rozpoznał i od razu przyleciał.- opowiadała Iwona patrząc na mnie.
Na te opowiadanie uśmiechnęłam się do niego i wstałam z łóżka. Nawet nie dosięgał mi do kolan. Był wzrostem taki jak moja Miśka, no może ciut większy. Kucnęłam i go pogłaskałam a on wesoło zaczął szczekać. Kiedy wstałam i poszłam do kuchni coś zjeść, poszedł za mną. Kiedy jadłam usiadł na krzesełku i czekał na mnie. Kiedy przebierałam się w łazience leżał pod drzwiami. Nie odstępował mnie na krok co mnie bawiło. Wyszłam z nim na dwór żeby się trochę pobawić. Chciałam nauczyć go aportować ale o dziwo umiał to robić. Babcia siedziała na ławce przyglądając się nam i uśmiechając się pod nosem. Nagle usłyszałam jakieś krzyki, śmiech dzieci. Spojrzałam przez płot. Była to dwójka dzieci która miała z 9 lat. Spoglądałam na nich co robią. Siedzieli w piaskownicy i się nim bawili. Robili najróżniejsze babki a później je rozwalali i mieli przy tym tyle frajdy. Podeszłam bliżej i na nie patrzyłam. Były takie radosne i miały tyle frajdy że siedzą w jakimś głupim piasku. Spoglądałam na nich.
-Gabi.. stało się coś?- zapytała babcia.
-Nie.. ale oni.. się bawią..- szepnęłam i spojrzałam na babcię.
-Przecież to normalne. Każde dzieci się bawią, w ich wieku, młodsze, starsze.- spojrzała na mnie babcia z uśmiechem.
-Ale… ja tak nie miałam.. w Hiszpanii nie mogłam robić takich rzeczy..- powiedziałam z westchnieniem.
-To co ty kochanie robiłaś w dzieciństwie?
-Byłam na różnych bankietach. Tata mówił że muszę być zawsze czysta i nie mogę bawić się tak jak oni. Bo to jest złe. Nie mogłam nawet pobawić się lalką.- powiedziałam mając oczy pełne łez. –Wszystko co robiłam.. był dla nich takie nie dojrzałe. Musiałam być zawsze opanowana, czysta, poważna. Nie mogłam robić zupełnie nic. Tylko jakieś bankiety. Ludzie patrzyli na mnie i mówili: oo jaka ładna dziewczynka i taka porządna, poukładana.
-Przecież miałaś tam wszystko czego chciałaś kochanie.- powiedziała babcia patrząc na mnie.
-Nie miałam babciu, nie miałam dzieciństwa i nigdy tak naprawdę nie poczułam miłości rodziców. – spojrzałam na babcię z krzywym uśmiechem i weszłam do domu. Siedziałam z 15 minut w pokoju kiedy zadzwonił telefon. Odebrałam szybko. Okazało się że to mama,
-Witaj Gabi, co tam u Ciebie?
-U mnie jest wszystko dobrze. Możesz mi powiedzieć co się dzieje?
-Tata ma małe problemy z firmą.
-Małe? A może jego firma zbankrutowała?
-Co?! Skąd ty takie rzeczy wiesz. Co Ci oni powiedzieli?- powiedziała mama z przejęciem.
-To oni coś wiedzą?!- krzyknęłam.
-Nie, nie. Nie o to mi chodziło.
-Oni wiedzą…- szepnęłam po czym się rozłączyłam i wyleciałam szybko na podwórko.
-Babciu co się dzieje? Może mi ktoś powiedzieć?- mówiłam zła.
-Ale o co Ci chodzi?
-Mama dzwoniła, wyrwało się jej że wy coś wiecie. Więc pytam się co wy wiecie?!- krzyczałam.
-Gabi, Gabi. Cii, spokojnie nie krzycz.
-Mów co się dzieje ale już!
-Dowiesz się w swoim czasie.
-Yhh.. właśnie nadszedł ten czas nie rozumiecie?!- krzyczałam jak najgłośniej po czym szłam w stronę furtki.
-Gabi! Gdzie ty idziesz?! Ty nie znasz tu okolicy!
-Trudno, obejdzie się bez tego.- krzyknęłam i wyszłam z podwórka a za mną biegł Tofik.
Szłam przed siebie, byle gdzie. Jak najdalej od tego wszystkiego. Jak byłam dzieckiem traktowali mnie jak dorosłą jak jestem dorosła traktują mnie jak dziecko. Gdzie w tym sens? To wszystko jest takie idiotyczne. Biegłam przed siebie aż w końcu trafiłam na jakąś polanę. W oddali zaczęło się coś świecić. Postanowiłam to sprawdzić i podbiegłam bliżej. Okazało się że to staw. Nikogo dookoła nie było. Postanowiłam tam usiąść a Tofik siedział mi na kolanach.
-Tofik.. powiedz mi dlaczego to tak jest? Dlaczego nikt w tym świecie nie jest szczery?
Przytuliłam go do siebie a później… zaczęłam płakać. Nie płakałam od tylu lat. Zawsze byłam szczęśliwa. Znaczy myślałam że jestem. Jeszcze nigdy nie pamiętam żebym płakała. Siedziałam patrzyłam na błyszczącą się wodę i głaskałam Tofika a po policzkach spływały mi łzy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dziadek włożył na wózek 2 bańki z mlekiem i ciągnął go za sobą. Podążałam obok niego rozglądając się po okolicy. Widziałam paru ludzi którzy spoglądali na mnie dziwnie. Nie było to miłe, gdybym wiedziała że tak będzie nie wychodziłabym z domu.
-Dlaczego oni się tak na mnie patrzą?- szepnęłam do dziadka.
-Kochana, nie przejmuj się nimi. Po prostu.. jesteś…- jąkał się nie wiedząc jak dokończyć.
-No jaka jestem? Jaka jestem w oczach tych ludzi?
-Jesteś dla nich paniusią nie z tego kraju.- powiedział trochę skrępowany.
-Paniusią?- spojrzałam na dziadka.- W Hiszpanii wszyscy zachowują się tak jak ja i ubierają tak jak ja. Ci ludzie są dziwni, są brudni, nie ogoleni w podartych ciuchach. To odrażające.- spojrzałam na dziadka.
-Wiesz kochana.. to nie Hiszpania. To jest wieś i ludzie nie przejmują się wyglądem jak ty. My jesteśmy inni, różnimy się od siebie. Można by powiedzieć że jesteś z wyższych sfer.- rzekł dziadek.
-Tak, tak wiem że jestem z wyższych sfer. Mama zawsze mi mówiła że Ci co mieszkają w Polsce nigdy do niczego nie dochodzą, dlatego się stąd wyprowadziliśmy.- powiedziałam normalnie.
-A co Ci jeszcze mama mówiła o Polsce?
-Tak praktycznie to nic nie mówiła. Zawsze kiedy ją o to pytałam udawała że nie słyszała, mówiła że jest zmęczona albo jeszcze jakoś inaczej się wykręcała więc po pewnym czasie przestałam ją o to pytać. Mówiła tylko że Ci z Polski są gorsi a my jesteśmy lepsi, że do czegoś doszliśmy a ludzie są dla nas wredni bo dużo osiągnęliśmy.- mówiłam patrząc przed siebie.
-Mama nigdy nie opowiadała Ci o nas? Albo nie pokazywała Ci zdjęć?
-Nie, nigdy tego nie robiła. Usłyszałam o was dopiero dziś rano. Kiedy powiedziała że wracam do Polski. Zdjęć też mi nie pokazywała, mówiła że nie ma, że ta torba co były w niej albumy zgubiła się.- opowiadałam dziadkowi.
-Czyli.. twoja mama uważa nas za nic nie wartych wieśniaków?- zapytał dziadek.
-Tak, tak właśnie uważa.- odpowiedziałam.
Dziadek na twarzy posmutniał ale jakoś szybko zmienił temat. Pytał jak tam w szkole i wgl. Kiedy doszliśmy do mleczarni ustałam przed schodkami i czekałam na niego a on wszedł z bańkami do budynku. Kiedy tam stałam z mleczarni wyszedł jakiś chłopak. Spojrzał tylko na mnie i zrobił wielkie oczy a ja ze zdziwieniem go obserwowałam. Był taki.. zaniedbany, niechlujny, brudny. Taki.. odrażający.
-Hej, jestem Kuba.- powiedział podając mi rękę.
-Eeemm.. ja jestem Gabriella.- odpowiedziałam odsuwając się o krok.
-Nie podasz mi ręki?- zapytał zdziwiony.
-Eee.. jesteś cały brudny.. wiesz może innym razem.- powiedział z zakłopotaniem bo zupełnie nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Aaa, no tak przepraszam bo gnój wywalałem i tak od wideł z czarniała.
-Heh.. czuć.- odpowiedziałam z niesmakiem.
Nagle dziadek wyszedł z mleczarni, ucieszyłam się bo mogłam skończyć tą żenującą rozmowę.
-Ooo dzień doby panu. Jak się pan miewa?- powiedział Kuba kłaniając się.
-A no dobrze, dobrze. Widzę że już przypomniałeś sobie moją wnuczkę.- odpowiedział dziadek z uśmiechem.
-Że co?! To jest Gabi?!- krzyknął zdziwiony chłopak.
-To ty mnie znasz?- odpowiedziałam zdziwiona.
-Jasne że Cię znam! Mieszkam naprzeciwko! Jak przebywałaś u dziadków codziennie się bawiliśmy. Pamiętasz? Myślałem że już nie wrócisz z tej Hiszpanii no a jednak.- powiedział z zadowoleniem chłopak.
-Wybacz.. ale ja Cię nie pamiętam, przykro mi..- spojrzałam na chłopaka skrępowana.
-Jak możesz tego nie pamiętać? Mamy nawet razem wspólny wisiorek.- odpowiedział chłopak wyjmując naszyjnik spod bluzki i pokazując mi przywieszkę.
Przyglądałam się tej przywieszce uważnie. Wyciągnęłam telefon i popatrzyłam na swoją przywieszkę. Była taka sama, tworzyła serce na jego przywieszce było napisane: Gabi lat 6 a na mojej było napisane Kuba lat 8.
-Ale.. skąd my to mamy?
-Nasi rodzice zrobili nam taki prezent na urodziny bo mamy w tym samym miesiącu. Fajne prawda?- spojrzał na mnie z uśmiechem na twarzy. –Jak to możliwe że nie zauważyłaś tego napisu?- zapytał.
-Moja mama mi mówiła że to znaczy że byłam na Kubie jak miałam 8 lat.- popatrzyłam na przywieszkę.
Dziadek przyglądał się tej rozmowie po czym powiedział że może nas zostawić samych i sobie pogadamy ale ja zaprzeczyłam i powiedziałam że chcę już wracać do domu. Kuba uśmiechnął się do mnie pożegnał po czym popędził na skróty do domu a ja z dziadkiem wracaliśmy dłuższą drogą.
Byłam zdziwiona, dlaczego mama nic mi nie mówiła o wsi? Dlaczego ja nic nie wiem i nie pamiętam. To mnie dziwiło. Ale jakoś nie dałam okazywać tego po sobie. Wracałam z dziadkiem gadając o wszystkim i o niczym. Dużo razy się śmialiśmy i naprawdę poczułam do niego pewną więź. Naprawdę był wspaniałym człowiekiem i nie mam pojęcia dlaczego mama mi o nim nie opowiadała. Kiedy wróciliśmy do domu było przed 21. Czekała już na nas kolacja. Były to kanapki z dżemem i mlekiem. To nie była taka kolacja jaką jadłam w Hiszpanii ale nie chciałam nic mówić. Szkoda było mi mojej rodziny na wsi. Mieszkali tak biednie.. Dlaczego mama nigdy im nie przysłała parę pieniędzy? Przecież mieliśmy tego dostatek. Zjadłam bez marudzenia i postanowiłam włączyć laptopa. Miałam nadzieję że spotkam którąś z moich hiszpańskich przyjaciółek. Tak bardzo chciałam z nimi pogadać, tak bardzo chciałam powiedzieć im co mam na sumieniu. Przecież przyjaźniłyśmy się odkąd pamiętam. Zawsze byłyśmy nierozłączne.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Weszłam do samolotu.. a tam.. poczwórne siedzenia! Że niby miałam siedzieć obok tych ludzi. Dało się słyszeć różne języki w samolocie. Głownie hiszpański i angielski, to nie był problem bo znałam je perfekcyjnie. Podeszła do mnie kobieta i zapytała się mnie po angielsku jakiej narodowości jestem. Odpowiedziałam że z Polski choć nie za bardzo lubiłam się do tego przyznawać. Od 6 roku życia mieszkam w Hiszpanii, no znaczy.. mieszkałam. Kobieta spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Cieszę się że jest tu ktoś z Polski.- powiedziała patrząc na mnie.
-A mi jest to obojętne, znam doskonale hiszpański i angielski to dla mnie żaden problem.- odpowiedziałam obojętnie.- A i przepraszam, ale gdzie tu są pojedyncze siedzenia, telewizor?- spojrzałam na nią rozglądając się ze skrzywioną miną po samolocie.
-Ale to nie jest samolot pierwszej klasy.- odpowiedziała kobieta.
-Ooo, to przepraszam, pewnie pomyliłam samoloty.- odpowiedziałam cofając się do wyjścia.
-Ale to jest dziś jedyny samolot który leci do Polski więc raczej nie pomyliłaś samolotów dziewczynko.- powiedziała kobieta łapiąc mnie za rękę.
Poczułam na sobie jej wzrok i rękę która ściska moją.
-Proszę mnie puścić! Nie może mnie pani tak traktować! Może trochę szacunku?! Płacę więc wymagam.- odpowiedziałam z oburzeniem i podniesionym głosem.
-Ależ spokojnie. Po prostu usiądź tu w 3 rzędzie od okna i się nie denerwuj.
-Czy pani wie kim jestem?! Pani nie zdaję sobie sprawy czyją jestem córką!- krzyknęłam na cały samolot.
-No to czyją jesteś córką?- powiedziała ironicznie kobieta patrząc na mnie.
-Jestem córką założyciela największej firmy na świecie „De lux” więc proszę mnie traktować jak przystało na szanowanego klienta.- krzyknęłam oburzona.
-Aaa to ta firma co zbankrutowała. Nie jesteś nikim ważnym i nie jesteś pępkiem świata a ja nie będę za Tobą latać. Widać że rodzice Cię nie wychowali. Więc albo siadasz na 4 literach albo wychodzisz z tego samolotu!- powiedziała kobieta cicho ale z oburzeniem.
-Ja już nie powiem kogo tu nie wychowali.- spojrzałam na kobietę przewracając oczami po czym usiadłam na miejsce. Obok mnie siedział spasiony facet który ledwie mieścił się w fotelu. Kiedy patrzyłam na tych ludzi i słuchałam o czym gadają to po prostu zachowywali się jak wieśniacy. Kurde, przecież to Hiszpania a nie Polska. Siedziałam w samolocie czekając aż wystartujemy. Nagle komunikat żeby zapiąć pasy i po paru minutach wylecieliśmy. Patrzyłam w okno myśląc co się stało że taty firma zbankrutowała, że muszę lecieć do Polski, co się stało że jak wyjeżdżałam mama miała w oczach łzy i okazała mi jakiekolwiek uczucie. I kto to wgl babcia i ciocia Iwona? Czy one mnie kiedyś widziały na oczy? Gdzie teraz będę mieszkać? Co z moimi przyjaciółkami? Niną, Doritą, Tonią? Co z moim chłopakiem Miguelem? Czy wrócę jeszcze do Hiszpanii? Czy moje mieszkanie będzie przeciętnym mieszkaniem w mieście takim jak Warszawa czy Poznań? Siedziałam tak rozmyślając aż w końcu zasnęłam. Spałam całą podróż, kiedy wylądowaliśmy kobieta z którą się wcześniej sprzeczałam obudziła mnie i powiedziała że już wylądowaliśmy. Spojrzała na mnie ze smutkiem wręczając mi moje walizki.
-Trzymaj się mała.- powiedziała spoglądając na mnie ze współczuciem.
Popatrzyłam na nią dziwnie i wzięłam swoje walizki. Byłam w Warszawie, ludzie mówiący po polsku, śpieszący się, gnający byle gdzie. Poszłam do poczekalni. Usiadłam na krześle stawiając obok siebie walizki. Czekałam aż ktoś po mnie przyjdzie. Nagle z tłumu wyłoniły się dwie kobiety które zaczęły mnie wołać.
-Gabi! Gabi!- wołały kobiety.
Odwróciłam się i ujrzałam starszą kobietę ze zmarszczkami na twarzy, z siwymi włosami na głowie, była tak po 70 a obok niej szła szczupła kobieta po 30 która miała czarne włosy ścięte do ramion. Starsza kobieta zaczęła się do mnie przytulać.
-Ooo Gabi! Jak ja Cię dawno nie widziałam. Ostatni raz kilka lat temu jak wyjeżdżałaś do Hiszpanii, nigdy nie zapomnę jak płakałaś.- powiedziała starsza kobieta przytulając mnie do siebie.
-Ty jesteś moją babcią a ty jesteś ciocią Iwoną?- spojrzałam na nie niepewnie.
-Ty naprawdę nas nie pamiętasz? Jestem mamą twojej mamy a Iwonka jest siostrą twojej mamy.- spojrzała na mnie kobieta zwana babcią.
Spojrzałam na nie niepewnie po czym uśmiechnęłam się do niej.
-Chodź skarbie, pojedziemy taksówką do domu.- powiedziała babcia i wzięła mnie za rękę.
Ciocia Iwona wzięła moje bagaże. W drodze do „domu” nie rozmawiałyśmy dużo, prawie wgl. Tylko ciocia powiedziała że mam do niej mówić po imieniu czyli już nie ciocia tylko po prostu Iwona. Siedziałam znowu w tzw taksówce i obserwowałam przez szybę, bloki, fabryki, ludzi, dzieci. Było wgl inaczej niż w Hiszpanii. Nie było tak ciepło i nie było takich wspaniałych budowli i miejsc jak tam. Ale przecież tu się urodziłam, więc powinnam się przyzwyczaić. Po kilkunastu minutach zobaczyłam znak który przekreśla Warszawę.
-Gdzie my wgl jedziemy?- spytałam zdziwiona.- Nie mieszkacie w stolicy?
-Nie, mieszkamy pod stolicą. Taka mała wieś.- odparła Iwona.
-Wieś? Co to jest wieś?- spojrzałam jeszcze bardziej zdziwiona.
Babcia z Iwoną spojrzały na siebie i były zaskoczone. Nie wiedziały jak odpowiedzieć.
-Zobaczysz jak dojedziemy.- powiedziała babcia.
Po jakieś godzinie byłyśmy na miejscu. Kiedy wysiadłam z taksówki spojrzałam przed siebie. Wielkie podwórko, na którym chodzą jakieś ptaki, biegają psy, chodzą koty. Po lewej stronie był niewielki dom a po prawej podłużne domki które miały duże drzwi z drewna. Jeszcze nigdy nie widziałam czegoś takiego. Spoglądałam na to ze zdziwieniem. Iwona wyciągnęła moje walizki z bagażnika i zaniosła je do domu. Ja z babcią poszłyśmy za nią. Spoglądałam na podwórko i nie mogłam się nadziwić . Weszłyśmy do domu. Tapety położone na ścianach, niektóre już na górze odklejające się, podłoga z desek, stare wersalki i ruszający się stół. Iwona zaprowadziła mnie do mojego pokoju i postawiła obok łóżka walizki.
-Podoba Ci się?- spojrzała na mnie Iwona.
-Eee…- rozglądałam się po biednym pokoju jąkając się.
-To był kiedyś pokój twojej mamy.- powiedziała Iwona.
-Mojej mamy? Ona tu mieszkała?- spoglądałam na Iwonę.
-No jasne że tu mieszkała.- odparła Iwona.
-A co to jest za zdjęcie stojące tu na szafce?- spytałam podnosząc je patrząc na gromadę ludzi na zdjęciu.
-Tu jest twoja mama jak była mała, tutaj obok niej stoi dziadek z babcią która trzyma mnie na rękach.- pokazywała palcem kolejno Iwona.
-Dziadek.. a gdzie jest dziadek?- spojrzałam na Iwonę.
-Dziadek w tej chwili oporządza bo jest już 19 a na 20 nosimy mleko.- powiedziała Iwona.
Spojrzałam zdziwiona na to wszystko. Jeszcze nigdy nie widziałam tzw wsi. Mama nawet nigdy mi o niej nie opowiadała. Nawet nigdy nie powiadała mi o swoim domu rodzinnym. Zawsze gdy ją o to prosiłam wymigiwała się i nie odzywała. Iwona wyszła z pokoju a ja postanowiłam się rozpakować. Kiedy już to zrobiłam dochodziła 20. Nagle jakiś starszy pan wszedł do mojego pokoju spoglądając na mnie i od razu mnie przytulił.
-Gabi.. wróciłaś.. Nawet nie wiesz jak tęskniłem.- mówił starszy pan ściskając mnie mocno.- Pójdziesz ze mną do mleczarni? Pokażę Ci okolicę, w końcu będziesz tu trochę mieszkać.- powiedział starszy pan zwany dziadkiem i uśmiechając się do mnie. Ja tylko przytaknęłam i udałam się z nim do mleczarni.
 

 
Wstałam o 9. Kiedy spojrzałam na biurko- nie było na nim nic. Zajrzałam do szafy, nie było żadnych ubrań. Zdziwiło mnie to więc szybko zbiegłam na dół. W kuchni zauważyłam mamę, jeszcze bardziej się zdziwiłam bo rano szła do pracy a wracała wieczorem więc powinno jej już nie być.
-Mamo, co się dzieje? Gdzie moje ciuchy? A gdzie wgl Tatiana? Powinno tu czekać na mnie ciepłe śniadanie, a jak widzisz go nie ma!- powiedziałam krzywiąc się.
-Kochanie.. wracasz do Polski.
-Co?! Jak to do Polski?!- krzyknęłam.
-Gabi, proszę nie krzycz. Musisz wyjechać z Hiszpanii, twoje ubrania są już spakowane i czekają w taksówce. Proszę ubierz się i idź do taksówki.
-Co?! Co to wgl jest taksówka?- powiedziałam z oburzeniem podbiegając do okna i spoglądając przez nie.- No chyba nie mówisz że taksówka to jest to coś żółte, małe, tanie co stoi przed naszym domem. Mamo nie pokaże się w tym na mieście.- powiedziałam z oburzeniem.
-Idź się ubrać i jedziesz z Tatianą na lotnisko rozumiesz? Musisz wrócić do Polski.- mówiła mama patrząc na mnie .
-Aaaa, ja już rozumiem to jest żart. Naprawdę bardzo śmieszny, a tak wgl to gdzie te moje śniadanie?- zaśmiałam się i usiadłam na krzesełku.
-Gabriella! To nie są żarty. Dowiesz się wszystkiego w Polsce a teraz rozkazuje Ci iść do pokoju ubrać się, wsiąść do taksówki i pojechać na lotnisko. Teraz!!- krzyknęła mama.
Spojrzałam na nią i bez słowa poszłam na górę. Dziwne, przecież mama nigdy na mnie nie krzyczała. Nawet głosu nie podniosła, nie rozkazywała mi nigdy. Ubrałam się w to co zostało na krześle. Przeszukałam jeszcze wszystkie szafki zobaczyć czy coś nie zostało. Wzięłam swoją torebkę poszłam do łazienki i zgarnęłam swoje kosmetyki do niej. Miśka właśnie się obudziła, kiedy zobaczyła że schodzę zbiegła za mną na swoim czterech krótkich łapkach.
-Chyba mogę wziąć Miśkę do Polski prawda?- zapytałam po czym wzięłam ją na ręce przytulając.
-Miśka przyleci do Ciebie trochę później.- odparła mama po czym wzięła mi ją z rąk.
Patrzyłam na mamę i widziałam na jej twarzy smutek ale zupełnie nie wiedziałam o co jej chodzi.
-Skarbie.. obiecuję Ci że z tatą do Ciebie dołączymy. Wszystko będzie dobrze.- spojrzała na mnie z uśmiechem przytulając się do mnie.
Było to takie dziwne.. mama mało razy mnie przytulała i wgl mało razy okazywała jakieś uczucie do mnie. Przytuliłam ją bez słowa, pogłaskałam Miśkę na pożegnanie a z szafki zgarnęłam swoją komórkę, ipoda i mp4. Po czym wyszłam bez słowa i wsiadłam do tzw taksówki. Po 30 minutach byliśmy na lotnisku. Było tam strasznie dużo ludzi. Biegli gdzieś, śpieszyli się, krzyczeli. Tatiana odprowadziła mnie do samolotu i oznajmiła że w Polsce na lotnisku będzie czekać na mnie ciocia Iwona i babcia.
-Dasz sobie panienko radę, w końcu za parę tygodni będziesz miała 16 lat.- powiedziała z uśmiechem moja opiekunka po czym mnie przytuliła.
-Będę tęsknić Tatiano, zobaczymy się jeszcze?- spojrzałam na nią z udawanym uśmiechem.
-Jasne panienko że się spotkamy. Jeszcze nie raz, jeśli będziesz chciała pogadać to po prostu do mnie zadzwoń.- po czym wręczyła mi swoją wizytówkę i się do mnie przytuliła.
Bagaże zostały schowane tylko wzięłam torebkę do samolotu. Ale to co tam zobaczyłam… po prostu masakra.
  • awatar guardian .: niezłeeee. ;]
  • awatar wyczuwam melanż ♥: boski. ; DD łooł napoczatku myslałam , że nic nie pisze ; p ale teraz wiem o co kaman hahaha. < 33
  • awatar Awariatka: Ooo tak na pingerze jest o wiele lepiej :D czekam na ciąg dalszy!!! ja też cie będę poganiać teraz :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›